Papież kontra papież

Papież kontra papież

Benedykt XVI i Franciszek
Benedykt XVI i Franciszek / Źródło: Newspix.pl / ABACAPRESS.com
Zabierając publicznie głos w sprawie celibatu, Benedykt XVI stał się twarzą opozycji wobec Franciszka. Pytanie, czy emerytowany papież zrobił to świadomie, czy też dał się zmanipulować kardynałom z Kurii Rzymskiej.

„Z głębi naszych serc: kapłaństwo, celibat i kryzys Kościoła katolickiego” – taki tytuł nosi książka, która w ubiegłym tygodniu miała mieć premierę we Francji, a później w kilku innych krajach. Na okładce dwa nazwiska i zdjęcia: Benedykta XVI i kard. Roberta Saraha, prefekta Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, nieformalnego przywódcy konserwatywnego skrzydła w Kurii Rzymskiej. Książka to obrona obowiązkowego celibatu księży, który zdaniem autorów jest we współczesnym Kościele niebezpiecznie podważany. „Nie mogę milczeć, trzeba zabrać głos!” – pisze Benedykt.

Moment wydania pozycji nie jest przypadkowy – za kilka tygo-dni spodziewane jest ogłoszenie adhortacji Franciszka podsumowującej synod amazoński, który zakończył się trzy miesiące temu. Zgromadzeni na nim biskupi większością głosów 128 do 41 przyjęli propozycję, by na terenie Amazonii, gdzie od lat praktycznie nie ma powołań kapłańskich, Kościół wyświęcał na księży żonatych mężczyzn. Decyzję podejmie papież, ale wszystko wskazuje, że będzie ona pozytywna. Szczególnie mocno namawiają go do tego biskupi niemieccy, którzy w obowiązkowym celibacie widzą nie tylko przyczynę małej liczby powołań, lecz także źródło nadużyć seksualnych. Dlatego liczą, że eksperyment z Amazonii da się w przyszłości rozciągnąć na cały Kościół.

Spór w Watykanie

Nic dziwnego, że głos Benedykta zostaje odczytany jako dowód, że były papież staje na czele nieformalnej opozycji wobec swojego następcy. „Benedykt wbija nóż w plecy Franciszka” – pisze nawet niemiecka prasa.

Wybucha afera, jakiej nie pamiętają watykańskie korytarze. Kardynał Sarah wysyła tweeta, w którym dowodzi, że Benedykt przejrzał całą publikację, widział okładkę i autoryzował ostateczną treść tekstu. Godzinę później sekretarz Benedykta abp Georg Gänswein sugeruje jednak, że emerytowany papież został wprowadzony w błąd. Był przekonany, że przygotowuje jedynie esej do większego dzieła, do głowy mu nie przy-szło, że będzie na okładce jako współautor całości. – Nigdy nie zatwierdził takiego projektu – zapewnia.

Sarah się broni. Publikuje fragmenty korespondencji z Ratzingerem, z której wynika, że ekspapież aktywnie uczestniczył w przygotowaniu pozycji. W końcu jednak robi krok wstecz: Benedykt zniknie z okład-ki jako współautor, jednak tekst fragmentu, którego jest autorem, nie będzie zmieniony.

Watykańscy PR-owcy zapewniają, że całe zamieszanie to wynik nieporozumienia. Przekonują, że tekst Benedykta nie jest wymierzony we Franciszka, zaś obrona celibatu, z jaką publicznie wystąpił emerytowany papież, nie zawiera w sobie niczego nowego w stosunku do tego, co głosił on wcześniej. Zwolennicy Benedykta wskazują z kolei na wypowiedzi obecnego biskupa Rzymu, który również wypowiadał się pozytywnie o bezżenności duchownych.

Zaplanowana operacja

Tyle że tych zapewnień nikt nie bierze na poważnie. Książka o celibacie nie była wypadkiem przy pracy, lecz dobrze zaplanowaną operacją, za którą stał kard. Sarah. Ten pochodzący z Gwinei lider konserwatywnej frakcji w Watykanie, przeciwnik gejów, feminizmu i muzułmanów, nawet nie kryje, że reformy Kościoła przeprowadza-ne przez Franciszka mocno go niepokoją. W ostatnim czasie wyraźnie traci wpływy, czego wyrazem było opublikowanie dwa lata temu przez Franciszka niemal otwartej polemiki z jego poglądami dotyczącymi tłumaczeń tekstów liturgicznych. Z pozoru temat niszowy, ale na papieskim dworze taki bezprecedensowy gest papieża nie pozostawia złudzeń.

Jednocześnie kard. Sarah jest hołubiony w Polsce. W listopadzie w siedzibie Episkopatu promował swoją książkę, w której ostrzega Kościół przed odchodzeniem od tradycyjnego nauczania. Krytykował też kościelne spory, jakie za pontyfikatu Franciszka toczą się w Kościele. – Jeden Karagandy, który po zakończeniu (zresztą w niejasnych okolicznościach) swojej misji w Kazachstanie zamieszkał dziewięć lat temu w Licheniu. Głosi w Polsce homilie, wygłasza konferencje, przewodniczy liturgiom, chociaż twierdzi, że Franciszek to heretyk, nie wymienia jego imienia w czasie mszy świętej i nie tytułuje papieżem. „Skoro abp Lenga głosi w Polsce swoje antypapieskie tezy i z ambon, i w kościelnych salkach, i w książkach, i w internecie, to czy nie powinni zareagować polscy biskupi?” – pyta retorycznie w najnowszym katolickim kwartalniku „Więź” redaktor naczelny Zbigniew Nosowski.

Wyjście z ukrycia

Myślenie, jakie prezentuje abp Lenga, nie jest bynajmniej odosobnione. Już w 2015 r. Antonio Socci, ustosunkowany w Waty-kanie dziennikarz, wydał książkę „Czy to naprawdę Franciszek”, w której dowodzi, że papieżem jest ciągle Joseph Ratzinger. Jego zdaniem dymisja Benedykta nie ma mocy prawnej, bo papież został do niej zmuszony przez złowrogie siły. W dodatku konklawe, które wybrało kard. Jorgego Ber-goglia, złamało procedury – Socci powołuje się na informacje, że w czasie czwartego głosowania zlepiły się karty do głosowania, w wyniku czego w urnie znalazło się więcej głosów niż było uczestników konklawe. Głosowanie unieważniono, tymczasem, dowodzi Socci, powinno się je uznać, unieważniając jedynie nadmiarową kartę.

Nawet zakładając, że takie poglądy to w Kościele margines, Benedykt XVI nie powinien ich wzmacniać. A robi to nie po raz pierwszy. W kwietniu ubiegłego ro-ku opublikował artykuł, w którym zawarł zupełnie odmienną niż Franciszek dia-gnozę przyczyn kryzysu związanego ze skandalami seksualnymi w Kościele. O ile obecny papież uznaje, że źródłem nadużyć jest „kultura klerykalna”, o tyle Ratzinger przekonuje, że winę za pedofilię wśród duchownych ponosi rewolucja seksualna lat 60., relatywizm moralny i rozluźnienie obyczajów. Benedykt w oczywisty sposób ignoruje tym samym fakt, że problem mo-lestowania istniał w Kościele od wieków (na co są dowody historyczne), tylko wcześniej nie był nagłaśniany. Data publikacji tamte-go artykułu również nie była przypadkowa – tekst ukazał się niespełna dwa miesiące po zwołanym przez Franciszka kościelnym szczycie, na którym przewodniczący Epi-skopatów z całego świata obradowali nad seksualnymi skandalami w Kościele.

Biskup Rzymu

Krytycy Benedykta przypominają mu jego własne słowa z lutego 2013 r., kiedy to de-klarował pełną lojalność wobec następcy i zapowiadał, że na emeryturze „pozostanie ukryty dla świata”. I pytają, dlaczego z tego ukrycia tak często wychodzi. Aktywność emerytowanego papieża wywołuje bowiem napięcia. Choćby ze względu na szczególną teologiczną rolę, jaką w katolicyzmie pełni biskup Rzymu. Gdy w XIX w. głowa Kościoła traciła wpływy polityczne (co wiązało się m.in. z likwidacją Państwa Kościelne-go), postanowiono wzmocnić jego władzę duchową. W 1871 r. przyjęto dogmat o nieomylności papieża i jego prymacie jurysdykcyjnym. Odtąd papież może nie tylko jednoosobowo ogłaszać dogmaty, ale też samodzielnie decydować o wszystkim i wszystkich w Kościele.

Jednak już w połowie XX w. sami papie-że zaczęli powolny proces „desakralizacji” urzędu. Jan XXIII zwołał II Sobór Watykański, choć wielu teologów twierdziło, że skoro papież jednoosobowo może ogłaszać dogmaty, to obrady biskupów nie mają już większego sensu. Paweł VI zrezygnował z noszenia papieskiej tiary (sprzedał ją do USA na cele charytatywne), co było symbolicznym odcięciem się od dworskich oby-czajów, zaś jego następca Jan Paweł I zrezygnował z obrzędu papieskiej koronacji. Z kolei Jan Paweł II w encyklice „Ut unum sint” ogłoszonej w 1995 r. wezwał do dyskusji na temat roli papiestwa, co uznano za przełom. W dodatku przypomniał, że u podstawy misji głowy Kościoła znajduje się urząd biskupa Rzymu, czym zmniejszył dystans między głową Kościoła a inny-mi hierarchami. Co ciekawe, Franciszek częściej nazywa siebie właśnie biskupem Rzymu niż papieżem.

Paradoks Ratzingera

Przypomnienie światu, że papież jest przede wszystkim biskupem, zrodziło jednak niespodziewane konsekwencje. Otóż od 1965 r. każdy ordynariusz, który ukończył 75. rok życia, składa na ręce papieża rezygnację. Jeśli papież ją przyjmuje, hierarcha przechodzi na emeryturę i nosi tytuł „episcopus emeritus” (dosłownie: emerytowany biskup lub biskup senior). Powstało więc pytanie, czy podobnej rezygnacji nie powinien też składać biskup Rzymu. Gdy więc w lutym 2013 r. Benedykt skierował do kardynałów słowa: „Zyskałem pewność, że z powodu podeszłego wieku moje siły nie są już wystarczające, aby w sposób należyty sprawować posługę Piotrową”, uznano, że jego decyzja otwiera nowy rozdział w historii papiestwa. Wszystko wskazuje na to, że w przyszłości przechodzenie papieży na emeryturę będzie nie wyjątkiem, ale normą.

Zgodnie z kościelnymi przepisami po odejściu z urzędu Bene-dykt nie jest już papieżem, nie ma żadnej władzy w Kościele i nie cieszy się przywilejem nieomylności. Tyle teoria. Bo w praktyce sprawa się komplikuje. Wszak Ratzinger sam zadecydował, że będzie mu przysługiwał tytuł emerytowanego papieża, zachowa prawo do białej sutanny i zamieszka w Watykanie. Zrobił to wbrew sugestiom wielu kościelnych ekspertów, w tym własnego rzecznika Federico Lombardiego, który po ogłoszeniu abdykacji przekonywał dziennikarzy, że Ratzinger nie będzie używał papieskich szat, a jego tytuł będzie brzmiał tylko emerytowany biskup Rzymu.

Właśnie na okoliczność, że Benedykt zachował oznaki papieskiego urzędu, powołują się od kilku lat przeciwnicy Franciszka. Wspomniany już Antonio Socci przekonuje, że biała sutanna Ratzingera ma być ukrytym sygnałem dla świata, że to nadal on stoi na czele Kościoła, a Franciszek jest uzurpatorem. Z kolei abp Lenga w swojej książce przekonuje, że Ratzinger „pozostaje nadal papieżem”.

– Wypowiedź Benedykta o celibacie może zostać wykorzystana przez tych, którzy podważają legalność posługi Franciszka – uważa prof. Richard R. Gaillardetz, amerykański teolog, autor książki o papieżu Franciszku i odnowie katolicyzmu („An Unfinished Council”). Na łamach magazynu „National Catholic Reporter” apeluje, by na nowo przemyśleć status emerytowanego biskupa Rzymu. Jego zdaniem wraz z abdykacją powinien on tracić tytuł, prawo do noszenia białej sutanny i zamieszkiwania w Watykanie.

Nic nie wskazuje na to, żeby Franciszek zechciał egzekwować podobne restrykcje, tym bardziej że schorowany i mocno już zaawansowany wiekiem poprzednik nie jest dla niego realnym zagrożeniem. Nie zmienia to faktu, że sytuacja Benedykta jest podwójnie paradoksalna. Jeszcze jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary na potęgę uciszał on teologów, którzy nie zgadzali się z papieżem – dziś sam korzysta z wewnątrzkościelnego pluralizmu, który zapanował w Kościele za pontyfikatu jego następcy. Ponadto – jedną z przyczyn dymisji była zapewne obserwacja ostatnich lat pontyfikatu Jana Pawła II. Dotknięty chorobą Parkinsona polski papież stopniowo tracił kontrolę nad Kościołem, którą przejmowało jego otoczenie z kard. Stanisławem Dziwiszem i kard. Angelo Sodano na czele. Był manipulowany, choćby w kwestiach pedofilii czy polityki personalnej.

Trzeba więc zadać sobie pytanie, czy mimo swojego odejścia w cień 92-letni Benedykt nie daje sobą manipulować tym, którzy chcą osłabić pozycję jego następcy.

Okładka tygodnika WPROST: 4/2020
Artykuł został opublikowany w 4/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0