Europa zagrożona kolejną falą imigrantów po otwarciu granic przez Turcję. Co chce uzyskać Erdogan?

Europa zagrożona kolejną falą imigrantów po otwarciu granic przez Turcję. Co chce uzyskać Erdogan?

Uchodźcy zebrani przy granicy w tureckim Edirne
Uchodźcy zebrani przy granicy w tureckim Edirne / Źródło: Newspix.pl / ABACA
Europie może grozić kolejny kryzys migracyjny. Kilka dni temu władze Turcji zgodnie z zapowiedziami otworzyły granicę z Unią Europejską. Wywołało to nową falę migracji w stronę Grecji i Bułgarii. Dlaczego turecki prezydent podjął decyzję o otwarciu granic właśnie teraz?

Po tym jak turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan zdecydował o otwarciu granic, w stronę Grecji i Bułgarii ruszyła fala imigrantów. Ateny informują, że służby aresztowały ponad 200 imigrantów, a co najmniej 24 tysiące osób powstrzymały przed imigracją.

Zgodnie z porozumieniem zawartym między Unią Europejską i Turcją na szczycie w Brukseli 18 marca 2016 roku, wszyscy uchodźcy, którzy po 20 marca przybyli nielegalnie do Grecji, byli ponownie odsyłani do Turcji. Unia zobowiązała się z kolei do przyjęcia z tego kraju 72 tys. uchodźców syryjskich. Ponadto UE zobowiązała się przekazać szybciej obiecane 3 mld euro na pomoc dla syryjskich uchodźców przebywających w Turcji. Porozumienie zakładało także o przyspieszenie prac nad liberalizacją wizową i otworzyć nowy rozdział w negocjacji akcesyjnych.

Na skutek podpisania porozumienia Ankara wzmocniła kontrole graniczne, dzięki czemu nie doszło do powtórzenia kryzysu migracyjnego z 2015 roku. Jednak w kolejnych latach Turcja wielokrotnie zgłaszała, że Unia Europejska nie wypełnia postanowień umowy. Turecki prezydent groził, że umowa zostanie zerwana, a granice zostaną otwarte.

Dlaczego Turcja otworzyła granicę właśnie teraz?

Syryjscy uchodźcy to dla Turcji duży problem. Już teraz w kraju przebywa ich ok. 3,7 miliona. Głównym powodem,dla którego turecki prezydent zdecydował właśnie teraz o otwarciu granic swojego kraju i umożliwieniu uchodźcom podróży do Europy jest kolejna faza konfliktu w Syrii. W rękach wspieranych przez Turcję rebeliantów dążących do obalenia władzy Baszara al-Asada pozostała jedynie część regionu Idlib. W tej części kraju przebywa około 4 mln ludzi, z których duża cześć uciekła tam z innych regionów kraju.

Na mocy porozumienia Turcji z Rosją z 2018 roku Idlib miał pozostać w rękach rebeliantów. Umowa została jednak złamana, a wojska al-Asada wspierane przez Rosję i Iran wkroczyły w lutym do prowincji. Doszło do walk z tureckimi żołnierzami, w których jak podaje Onet miało zginąć 33 Turków i ponad 300 syryjskich żołnierzy.

Największym problemem w tej sytuacji jest dla Turcji kolejna fala uchodźców. Już teraz na tureckiej granicy ma koczować około miliona Syryjczyków, a wraz z kolejnymi sukcesami wojsk al-Asada tych ludzi będzie przybywać.

Próba powstrzymania ofensywy w Idlib

– Dla Turcji Idlib to gigantyczny problem sam w sobie, a do tego dochodzą ogromne obciążenia ekonomiczne i logistyczne związane z ewentualnymi kolejnymi milionami uchodźców – mówi Onetowi Adam Balcer ekspert ds. Turcji i dyrektor programowy Kolegium Europy Wschodniej – Stosunek tureckiego społeczeństwa do uchodźców znacznie się pogorszył i jest to wykorzystywane przez politycznych przeciwników Erdogana – dodał.

Upadek Idlibu byłby dla Erdogana również klęską polityczną i wizerunkową. Przez pierwsze lata wojny turecki prezydent przyjmował uchodźców powołując się na konieczność muzułmańskiej solidarności. Jednak w ostatnim czasie, ze względu na problemy ekonomiczne stara się odsyłać uchodźców z powrotem do Syrii czemu miało służyć m.in. utworzeni strefy buforowej po październikowej interwencji w tym kraju.

– Prezydent Turcji gra kartą nacjonalistyczną z domieszką religii i ustawił się w pozycji obrońcy sunnickich Syryjczyków przeciw al-Asadowi. Idlib to ostatni większy region kontrolowany przez rebeliantów. Jego utrata byłaby dla Turcji tym, czym Falklandy dla argentyńskiej junty, Wietnam dla USA czy Afganistan dla Związku Sowieckiego – twierdzi Balcer w rozmowie z Onetem.

Dlatego turecki prezydent naciska na Unię Europejską. Szantażując ją kwestią uchodźców chce wpłynąć na większe zaangażowanie Europy w syryjski konflikt i powstrzymanie al.-Asada przed dalszym działaniem w Idlib. – Na razie Erdogan pokazał tylko, co może się stać, gdy do Europy rusza stosunkowo nieduża grupa. Pamiętajmy, że milion ludzi koczujących na granicy syryjsko-tureckiej jeszcze jej nie przekroczyło. Jeśli to zrobią, Turcja może powiedzieć: proszę bardzo, idźcie dalej, nie będziemy was zatrzymywać – wyjaśnia ekspert.

Czytaj także:
Raport ONZ oskarża Rosję o popełnienie zbrodni wojennych w Syrii

Źródło: Onet.pl

Czytaj także

 3
  •  
    Litosci...
    Kilkanascie najbardziej rozwinietych panstw na tej planecie, nie potrafi powstrzymac bandy lazacych po drzewach "inzynierow".
    Jeszcze w XVIIw. Polska takie wizyty zatrzymywala w pojedynke...
    Jak nie ogarniaja, niech poczytaja pamietniki Zolkiewskiego, Sobieskiego i paru innych.
    Nowoczesna technika najwyrazniej im sie wymyka, wiec proponuje po staremu-na poczatek wystawic kilkanascie tys konnicy. Powinno spokojnie wystarczyc.
    • PO pierwsze to żadni uchodźcy - uchodźcą Syryjczycy są ale w Turcji a nie w Grecji !!?
      PO drugie wśród szturmujących granice Grecji jest wielu beżowych i śniadych najeźdźców z Afryki i Azji chcących zwalić się na głowy lewactwa Jewropy, na zasiłki NIE DO PRACY !!?
      • Jeszcze nigdy nie widziałem na jednym zdjęciu tylu inżynierów i lekarzy.