Zdjęcie, które stało się symbolem protestów na Białorusi. Jego bohater przeżył. „Uderzyli mnie pałą w twarz”

Zdjęcie, które stało się symbolem protestów na Białorusi. Jego bohater przeżył. „Uderzyli mnie pałą w twarz”

– Widziałem zamach i uderzyli mnie pałą. Najpierw w twarz, pociekła krew, potem bili po ciele – tak swoje spotkanie z milicją na powyborczej demonstracji w rozmowie z telewizją Biełsat opisuje Jauhien Zajczkin. Jego zdjęcie stało się jednym z symboli protestów po wyborach prezydenckich na Białorusi. Z początku nieoficjalnie podawano, że to on jest śmiertelną ofiarą starć.

Zdjęcie leżącego bez ruchu obok więźniarki mężczyzny, nad którym pochyla się wyraźnie zdenerwowany milicjant stało się jednym z symboli protestów po niedzielnych wyborach prezydenckich na Białorusi. Na Twitterze udostępnili je m.in. Grzegorz Furgo, Żaneta Gotowalska, Renata Grochal czy Jarosław Kuźniar.

Zdjęcie dla agencji Reutera wykonał fotograf Wasil Fiadosienka. Okazuje się, ze na fotografii został uwieczniony nieprzytomny Jauhien Zajczkin. W pierwszej chwili białoruskie media uznały, że to on jest ofiarą protestów. Na szczęście mężczyzna przeżył, spędził noc w szpitalu, a w poniedziałek udzielił wywiadu telewizji Biełsat.

Gdy zrozumiałem, że do mnie biegną, ukląkłem i podniosłem ręce. Widziałem zamach i uderzyli mnie pałą. Najpierw w twarz, pociekła krew, potem bili po ciele – tak Zajczkin w rozmowie z Biełsatem opisuje moment tuż przed wykonaniem słynnego zdjęcia – Dostałem wstrząśnienia mózgu i zasłabłem. Wezwali pogotowie i pewnie wszystko się stało w momencie, gdy przenosili mnie z więźniarki do karetki. Ci, którzy robili zdjęcia, pewnie nie wiedzieli co się stało i dopisali resztę – tłumaczy.

Mężczyzna został opatrzony i przewieziony do szpitala, gdzie spędził noc. Okazało się, ze stracił dużo krwi i dostał wstrząśnienia mózgu. W szpitalu został przesłuchany przez milicjanta, a następnie lekarze wypuścili go do domu. Na proteście był razem z bratem, którego zatrzymała milicja.

Wybory prezydenckie na Białorusi. „Krew na ulicach Mińska”

Z demonstrantami w stolicy obchodzono się brutalnie. Tak sytuację opisuje TV Biełsat, w tekście zatytułowanym „Krew na ulicach Mińska”:

OMON wykorzystał gaz, granaty hukowe, gumowe kule i polewaczki. Taranowała też obywateli ciężarówkami. (...). Przynajmniej jedną osobę do nieprzytomności pobili funkcjonariusze OMON-u. (...). Nieznana jest liczba rannych i ofiar śmiertelnych.

Z zajść w Mińsku Biełsat publikował szereg zdjęć, ostrzegamy – są drastyczne.

Według Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna” oszacowała, że w trakcie protestów zginęła jedna osoba, a 120 zostało rannych. Według niepotwierdzonych doniesień ofiara miał być człowiek potrącony przez milicyjna więźniarkę.

Czytaj także:
Duda o wyborach na Białorusi: Będziemy reagowali adekwatnie do okoliczności

Źródło: Biełsat

Czytaj także

 2