"Zamknięcie rosyjskiej ekspozycji to prowokacja"

"Zamknięcie rosyjskiej ekspozycji to prowokacja"

Dodano:   /  Zmieniono: 
Za prowokację uznał zamknięcie rosyjskiej ekspozycji w muzeum Auschwitz-Birkenau przewodniczący komisji spraw zagranicznych Dumy, izby niższej rosyjskiego parlamentu, Konstantin Kosaczow.

Z kolei przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Rady Federacji, izby wyższej parlamentu Rosji, Michaił Margiełow ocenił postępowanie strony polskiej jako niedopuszczalne.

Natomiast według rzecznika rosyjskiej ambasady w Warszawie Władisława Wybornowa, wystawa została zamknięta tymczasowo i nie można mówić o skandalu w stosunkach rosyjsko-polskich.

W wypowiedzi dla telewizji Kosaczow oznajmił, że strona rosyjska poruszy temat zamknięcia ekspozycji na zbliżającej się sesji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy (ZPRE) w Strasburgu.

Także Margiełow zapowiedział, że podczas sesji ZPRE spotka się z członkami polskiej delegacji i przedyskutuje z nimi sytuację wokół rosyjskiej ekspozycji. "Szczerze liczę na ich zrozumienie" - oznajmił rosyjski senator.

O zamknięciu rosyjskiej wystawy narodowej w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau poinformował we wtorek dziennik "Kommiersant". Według gazety dyrekcja muzeum gotowa jest ją otworzyć ponownie tylko wtedy, jeśli strona rosyjska uzna okupację polskich terytoriów przez ZSRR.

Rosyjski dziennik zaznacza, że zdaniem dyrekcji "osoby pochodzące z 'terytoriów okupowanych' powinny być wymieniane w ekspozycji jako obywatele Polski, a nie ZSRR".

Rosjanie, przygotowując wystawę, potraktowali obywateli polskich ze wschodnich, okupowanych przez ZSRR w latach 1939-41 terenów jako obywateli radzieckich. "Nie możemy tolerować takich błędów" - przywołuje "Kommiersant" słowa szefa muzealnego archiwum Piotra Setkiewicza.

Gazeta oceniła, że "w stosunkach rosyjsko-polskich dojrzewa nowy skandal".

"Jestem przekonany, że temat ten powinniśmy koniecznie poruszać na wszystkich możliwych forach międzynarodowych, w tym na zbierającej się w przyszłym tygodniu sesji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy" - oświadczył Kosaczow.

W jego opinii "rozwija się kolejna prowokacja, kolejna oburzająca sytuacja, kiedy historię próbuje się opisać współczesnym językiem". "Podejmowane przez polskich polityków próby przepisania historii w żaden sposób nie mogą być przez Rosję przyjęte" - oznajmił przewodniczący komisji spraw zagranicznych Dumy.

Z kolei Margiełow powiedział, iż administracja muzeum tłumaczy swoją postawę tym, że nie może otworzyć ekspozycji dopóki obok baraku, w którym byli przetrzymywani rosyjscy jeńcy wojenni, a w którym obecnie znajduje się rosyjska wystawa, nie stanie stand z informacją o rozbiorze Polski na mocy paktu Mołotow-Ribbentrop oraz o tym, że ZSRR i faszystowskie Niemcy ponoszą solidarną odpowiedzialność za cierpienia narodu polskiego w latach II wojny światowej.

Tymczasem rzecznik ambasady Federacji Rosyjskiej w Warszawie Władisław Wybornow podkreślił, że żadnego skandalu nie ma. "Mówić o całkowitym zamknięciu ekspozycji, podobnie jak i o skandalu w rosyjsko-polskich stosunkach, nie można. Nie dramatyzowałbym tej sytuacji. Jeszcze w 2004 roku doszło do pewnych rozbieżności ze stroną polską w kwestii detali wystawy. Kilka miesięcy temu ekspozycja została tymczasowo zamknięta do czasu uregulowania tych rozbieżności" - cytuje agencja Interfax słowa Wybornowa.

Według niego "strona polska obiecała, że przedstawi swoje propozycje dotyczące organizacji ekspozycji, jednak jak dotąd tego nie zrobiła".

pap, ss, ab