Polska dziennikarka w Kabulu: Talibom zależy na stabilizacji. Afgańczycy nie mają wyjścia

Polska dziennikarka w Kabulu: Talibom zależy na stabilizacji. Afgańczycy nie mają wyjścia

Ludność cywilna uciekająca przed talibami w Afganistanie
Ludność cywilna uciekająca przed talibami w Afganistanie / Źródło: Newspix.pl / ABACA
– Talibom zależy na tym, żeby wszystko jak najszybciej się ustabilizowało, żeby ludzie otworzyli sklepy, wrócili do swoich biur – mówi polska dziennikarka, która przebywa w Kabulu. Jagoda Grondecka podkreśla jednak, że ani Afgańczycy, ani dziennikarze nie wierzą w zapewnienia talibów, widząc brutalne działania ich bojowników na prowincji.

My wszyscy zagraniczni dziennikarze do pewnego stopnia obawiamy się o nasze bezpieczeństwo. Wprawdzie talibowie zapewnili, że będziemy mogli zostać w kraju i dalej pracować. Że nic nam z ich strony nie grozi. Jednak talibowie zapewniani o wielu rzeczach, które potem rozmijały się z rzeczywistością, wiec trudno jest do końca dawać wiarę tym zapewnieniom – mówiła w programie Onet Rano Jagoda Grondecka, polska dziennikarka w Kabulu, iranistka i absolwentka Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, która doświadczenie zdobywała m.in. w ambasadach RP w Teheranie i Islamabadzie.

„Nie mam wątpliwości, że to tylko PR-owe zagranie”

Polka również na antenie Polsat News relacjonowała, jak obecnie wygląda sytuacja w mieście. Jej zdaniem „życie wraca do względnej normy”.

Talibom zależy na tym, żeby wszystko jak najszybciej się ustabilizowało, żeby ludzie otworzyli sklepy, wrócili do swoich biur. Nie ma wątpliwości, że w dużej mierze tak się stanie, bo Afgańczycy nie mają wyjścia. Muszą wrócić do pracy niezależnie od tego, kto przejął władzę nad ich krajem – powiedziała Polka. Talibowie mieli też zapewnić państwowych urzędników, że nic im nie grozi i namawiać ich do powrotu do pracy.

Największa różnica, jaka się dokonała, jest taka, że dziś rano Afgańczycy obudzili się do flagi Islamskiego Emiratu Afganistanu, jak sami nazywają swoje państwo talibowie, która wisi w wielu miejscach stolicy kraju, ale przede wszystkim nad pałacem prezydenckim, przejętym przez nich w niedzielę – mówiła.

Jednak ani Afgańczycy mają nie dawać wiary zapewnieniom talibów, ani sama polska dziennikarka w nie wierzy.

Nie mam wątpliwości, że jest to tylko przykrywka, PR-owe zagranie na użytek zwłaszcza zewnętrzny, na użytek relacji z państwami zachodnimi. Talibowie zaczęli przejmować różne tereny w kraju i ze wszystkich tych prowincji spływały wiarygodne raporty. Mieszkańcy, którym udało się stamtąd uciec, opowiadali o nagminnym łamaniu praw człowieka przez talibów oraz o zbrodniach, jakich talibowie dokonywali na cywilach– mówiła Grondecka w Polsat News.

„Talibowie stali się pod wieloma względami jeszcze brutalniejsi”

Dziennikarka podkreśliła też, że czym innym jest działanie talibskich elit w Kabulu, a czym innym działanie bojowników na prowincji Afganistanu.

Wydaje się, że talibowie stali się pod wieloma względami jeszcze brutalniejsi. Szczególnie jeśli chodzi o kobiety, bo zaczęło mieć miejsce masowo zjawisko, które wcześniej nie występowało w Afganistanie, a na pewno nie taką skalę. Talibscy bojownicy zaczęli chodzić od domu do domu i żądać od rodzin wydania im swoich niezamężnych córek jako żon dla ich bojowników – opowiadała.

Afgańczycy nie uwierzyli talibom w ich zapewnienia. Nie mają wątpliwości, ze ich nowe rządy nie będą różnić się od poprzednich. Kobiety znowu zostaną wyrugowane w różnych formach z życia publicznego. Zresztą już się to dzieje – stwierdziła dziennikarka, według której w północnych prowincjach talibowie zabronili już kobietom wychodzić z domów bez towarzystwa męskiego opiekuna.

Co z Polakami w Afganistanie?

Dzinnikarka była też pytana o Polaków w Afganistanie. Wiceszef MSz zapewniał wczoraj, że sa gotowe plany ich ewakuacji. – MSZ podaje, że w Kabulu przebywa obecnie pięcioro Polaków. Ja wiem o jednym Polaku, który pracuje dla ONZ-owskiej misji, wiem o dwóch paniach, które pracują dla międzynarodowych NGOsów. Wiem, że nasza ambasada w Delhi, która odpowiada za Afganistan, jest z nami wszystkimi w kontakcie – zapewniła. – Są różne plany ewakuacji. Sytuacja jest bardzo dynamiczna – dodała.

Grondecka zdradziła, że chciałaby pozostać w Kabulu. – Jak każdy inny dziennikarz chciałabym relacjonować to, co się dzieje w rządzonym przez talibów Afganistanie. Myślę, że to bardzo ważne, żeby zagraniczni dziennikarze mogli pozostać w tym kraju i relacjonować światu, co się dzieje. Obawiam się takiego biegu wydarzeń, ze my zostaniemy zmuszeni do wyjazdu, a afgańscy dziennikarze nie będą mogli pracować, bo już w wielu zajętych prowincjach talibowie zamykali lokalne stacje i lokalne gazety – mówiła w Onet Rano. – Mimo oficjalnych deklaracji, zupełnie nie wiemy, jakie będą nasze losy. Zwróciłam się do talibskiego negocjatora, z którym pozostawałam wcześniej w kontakcie, z pytaniem, co stanie się z zagranicznymi dziennikarzami i czy będziemy mogli dalej pracować. Natomiast póki co nie dostałam odpowiedzi – przyznała.

„Afgańskim współpracownikom polskiego kontyngentu grozi niebezpieczeństwo”

Na antenie Polsat News Grondecka była też pytana o sprawę polskich współpracowników: tłumaczy, przewodników, którzy pozostali w Afganistanie i którym grozi oskarżenie o zdradę. Talibowie zapewniają, ze nie będą się mścić, ale ponownie, mało kto wierzy w te zapewnienia.

Afgańskim współpracownikom polskiego kontyngentu w Afganistanie grozi niebezpieczeństwo – mówiła Grondecka przywołując przykłady kilku Afgańczyków pracujących dla armii brytyjskiej, którzy w czwartek mieli zostać zabici w Kandaharze, czy tłumacza amerykańskiej armii, który kilka tygodni temu miał zostać ścięty.

Talibowie jakiś czas temu obiecali amnestię współpracownikom zachodnich misji, w tym amerykańskiej. Jednak, jak często bywa z talibami, zostało powiedziane jedno, okazało się, że dzieje się drugie. Jest wiele raportów, z których wynika, że część z tych współpracowników została przez talibów zamordowana – dodała. – Ci, którzy współpracowali z Amerykanami, z Polakami, z NATO, mają wszelkie podstawy ku temu, żeby uważać, że ich życie znajduje się w tej chwili w niebezpieczeństwie – podkreśliła.

Jej zdaniem ewakuacja polskich współpracowników nie odbywa się sprawnie.

Wczoraj premier Mateusz Morawiecki ogłosił po całym dniu nacisków, że zdecydował się na wydanie 45 wiz humanitarnych dla naszych współpracowników i ich rodzin. Abstrahując od liczby tych wiz, która nie obejmuje wszystkich tych, z którymi współpracowała polska armia, ambasada i polskie organizacje humanitarne, które działały w Afganistanie, w Kabulu nie ma polskiej ambasady. Afgańczycy, którzy czekają na te wizy i na naszą pomoc, dowiedzieli się, że mają się udać do polskiej ambasady w Delhi, która odpowiada za obsługę konsularną Afganistanu. Jednak nikt nie powiedział im, jak mają się tam udać, kiedy wszystkie loty komercyjne są uziemione, wszystkie granice są pod kontrolą talibów oraz przede wszystkim Indie nie chcą Afgańczykom wydawać żadnych wiz – stwierdziła.

Czytaj też:
Dantejskie sceny na lotnisku w Kabulu. Ludzie walczą o miejsca w samolotach, strzały Amerykanów

Źródło: Polsat News / Onet
 3

Czytaj także