Widzieliśmy okopy „bohaterskich” Rosjan w skażonej ziemi pod Czarnobylem. „Chyba im covid zaszkodził”

Widzieliśmy okopy „bohaterskich” Rosjan w skażonej ziemi pod Czarnobylem. „Chyba im covid zaszkodził”

Diabelski młyn w Prypeci
Diabelski młyn w Prypeci Źródło: WPROST.pl / Karolina Baca-Pogorzelska
30-kilometrowa radioaktywna strefa zamknięta, utworzona po największej nuklearnej katastrofie świata, czyli po wybuchu czarnobylskiego reaktora w kwietniu 1986 r., nie odstraszyła „bohaterskich” Rosjan. Weszli tam na początku agresji i okupowali elektrownię atomową i jej okolice przez pięć tygodni, do końca marca. „Najodważniejsi” mieszkali w wykopanych własnoręcznie okopach przy Czerwonym Lesie, jednym z najbardziej skażonych obszarów na świecie. Mieliśmy okazję zobaczyć, jak w Czarnobylu wyglądało wprowadzanie ruskiego miru.

Słowo Czarnobyl przyprawia wielu o gęsią skórkę. Zwłaszcza tych, którzy pamiętają, co działo się 26 kwietnia 1986 roku, gdy wybuchł reaktor numer 4 tamtejszej elektrowni, co przez władze radzieckie było ukrywane i tuszowane. To dlatego tak naprawdę nigdy nie poznaliśmy ostatecznej liczby ofiar śmiertelnych tej tragedii ani tego, ile osób zostało napromieniowanych.

Piołun, czyli Czarnobyl

Tymczasem słowo „Czarnobyl” to nie tylko nazwa miasta założonego w 1143 roku, ale również zwyczajowa nazwa piołunu, z którym zresztą wiąże się legenda, w jaką wierzą chyba wszyscy, którzy ją poznali. A wszystko przez Apokalipsę św. Jana, w której znajduje się taki oto fragment.

„I trzeci anioł zatrąbił:
I spadła z nieba wielka gwiazda, płonąca jak pochodnia,
A spadła na trzecią część rzek i na źródła wód.
A imię gwiazdy zowie się Piołun.
I trzecia część wód stała się piołunem,
I wielu ludzi pomarło od wód, bo stały się gorzkie”

Piołun, czyli Czarnobyl. Wierzono i wciąż wierzy się tu, iż było to proroctwo dotyczące katastrofy nuklearnej 1986 roku. Słowa przepowiedni są w Prypeci, w której wybuch reaktora zatrzymał czas w przerażający sposób, a także na kamieniu w Czarnobylu, w którego kierunku zwrócony jest anioł z trąbą, a za którym ciągnie się aleja pamięci Zony. Są tam 164 tabliczki z nazwami okolicznych wsi, które zostały na zawsze zamknięte. Gdy idzie się w jedną stronę, są białe (tak, jak wjeżdżamy w teren zabudowany). W drugą – czarne z czerwonym przekreśleniem. Dokładnie jak na schodach muzeum czarnobylskiego w Kijowie.

Aleja pamięci Zony

100 lat i jeszcze dłużej

By dojechać tam z Kijowa potrzeba przede wszystkim specjalnych pozwoleń (prowadzone od niemal 20 lat wycieczki zostały oczywiście wstrzymane), przepustek i zgód. Trzeba też przygotować się na kontrole, jakich nie ma obecnie chyba w żadnym innym miejscu kraju pod kontrolą Ukrainy. Ale nie ma się co dziwić.

Ten oraz wiele innych materiałów przeczytasz w 37/2022 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1

Czytaj także