Moskwa i Petersburg „poczuły zapach wojny”. Ekspert wskazuje, co może pokrzyżować plany Putina

Moskwa i Petersburg „poczuły zapach wojny”. Ekspert wskazuje, co może pokrzyżować plany Putina

Protest w Moskwie
Protest w Moskwie Źródło: PAP / EPA/MAXIM SHIPENKOV
Rosjanie wyszli na ulice, gdy Władimir Putin ogłosił w swoim orędziu częściową mobilizację. Protesty zostały brutalnie spacyfikowane, setki osób zatrzymano, a władze grożą protestującym nie tylko więzieniem, ale też wysłaniem na front. Jednak zdaniem eksperta same protesty nie pogrążą Putina.

Pytanie, ile osób wzięło udział w protestach po ogłoszeniu w Rosji częściowej mobilizacji, pozostaje bez odpowiedzi. Wiadomo tylko, i to szacunkowo, ile zostało zatrzymanych. Niezależna organizacja OWD-Info twierdzi, że w 40 miastach aresztowano co najmniej 1300 osób, z czego w Moskwie co najmniej 538 osób, w Petersburgu 479, a w Jekaterynburgu 49. Poza tym w Permie zatrzymano przynajmniej 30 protestujących, w Czelabińsku 26, a w Ufie co najmniej 23. Również w Kaliningradzie aresztowano co najmniej 11 osób. Do zatrzymań doszło jeszcze w kilkunastu innych miastach.

Niezależne media publikowały nagrania, na których widać, jak policja brutalnie traktowała protestujących. Według portalu Meduza z demonstracji w Moskwie wyniesiono dwie nieprzytomne osoby. Pojawiały się doniesienia, że jeden z zatrzymanych doznał wstrząsu mózgu, a w Samarze zatrzymano nawet kobietę z dwójką dzieci. Aresztowano także dziennikarzy, wśród nich reportera niezależnego serwisu SOTA, który relacjonował protest w Moskwie.

Serwis podawał, że w końcu zatrzymywano „na oślep” przechodniów, którzy znaleźli się w pobliżu demonstracji.

– Nie sądzę, żeby ten jeden ruch Putina doprowadził go do upadku, ale sądzę, że mimo wszystko tą wojną zakończy swoją niechlubną karierę jako prezydent Rosji – stwierdza w rozmowie z „Wprost” prof. Grzegorz Przebinda z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

 10

Czytaj także