Nie ma kompromisu, jest nadzieja

Nie ma kompromisu, jest nadzieja

Fot. A. Jagielak/Wprost
Na szczycie UE w Brukseli nadal nie osiągnięto kompromisu w sprawie całego mandatu na konferencję międzyrządową ws. eurokonstytucji. Propozycję, którą przedstawiono Polsce, kwestionują inne kraje.

Projekt porozumienia, jaki przedstawiono Polsce w sprawie systemu głosowania w Radzie UE przewiduje, że kwestionowane przez nią zasady głosowania podwójną większością głosów będą jednak obowiązywać, tyle że później, tj. od 2017 roku, a nie - jak pierwotnie zapisano w Traktacie Konstytucyjnym - od 2009 roku. Korzystny dla Polski system nicejski miałby obowiązywać do 2014 roku, następnie przez trzy kolejne lata system mieszany - podwójnej większości z "możliwością odwoływania się do systemu pierwiastkowego", a od 2017 roku już tylko system podwójnej większości z rozszerzonym kompromisem z Joaniny, czyli tzw. hamulcem bezpieczeństwa, który przewidywał, że decyzję w kontrowersyjnej sprawie można przeciągać "w rozsądnym" czasie, ale nie w nieskończoność.

Około północy kilka różnych źródeł (litewskie, hiszpańskie, luksemburskie i polskie) informowało, że osiągnięto w tej sprawie porozumienie z Polską. Miało ono być wynikiem zaangażowania prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego i polskiego premiera Jarosława Kaczyńskiego, z którym dwukrotnie konsultowano się telefonicznie.

Przebieg rozmów miał być następujący. Po odrzuceniu przez Polskę pakietu francusko-niemieckich propozycji kompromisowych i postawionej przez premiera Jarosława Kaczyńskiego groźbie weta, kanclerz Merkel zagroziła, że 26 krajów i tak otworzy IGC. Bez Polski. Wówczas prezydent Francji - jak relacjonował jego rzecznik David Martinon - chcąc uniknąć izolacji Polski poszedł porozmawiać z Lechem Kaczyńskim. Razem udali się do biur francuskiej delegacji. Tam Sarkozy zadzwonił do Jarosława Kaczyńskiego. Potem do Sarkozy'ego dołączył brytyjski premier Tony Blair. Po kolejnej rozmowie z Lechem Kaczyńskim, do całej trójki dołączyli: premier Luksemburga Jean Claude Juncker i premier Hiszpanii Jose Zapatero. Razem jeszcze raz zadzwonili do premiera Kaczyńskiego - cały czas z gabinetu Sarkozy'ego. "Ok. godz. 23:40 uznano, że porozumienie jest osiągnięte" - oznajmił wówczas rzecznik Martinon. Szczegółów porozumienia nie ujawniono.

Po powrocie na salę obrad wszystkich 27 przywódców okazało się jednak, że do porozumienia w sprawie całego mandatu jest wciąż daleko. Belgia, Hiszpania, Włochy, Austria, Węgry, Słowenia, Grecja, Luksemburg i Malta zakwestionowały projekt mandatu przedstawiony przez Niemcy. Wśród kontestowanych przez nich zapisów znalazł się wpisany - jak twierdzą źródła niemieckie - na wniosek Polski zapis, że unijna Karta Praw Podstawowych "w żaden sposób nie narusza prawa krajów członkowskich do ustanawiania przepisów w dziedzinie moralności publicznej, prawa rodzinnego...". Zdaniem grupy państw podważa to zaangażowanie UE w obronę praw obywatelskich. Zdecydowanie więcej zastrzeżeń dotyczyło jednak realizacji postulatów Wielkiej Brytanii, w tym postanowień dotyczących wspólnej polityki zagranicznej, rozdziału kompetencji unijnych i narodowych czy np. możliwości nieuczestniczenia w niektórych politykach unijnych (tzw. opt-out).

Mimo zadowolenia premiera Blaira z niemieckiej propozycji mandatu, rzecznik belgijskiego premiera Guy Verhofstadta ostrzegł jednak, że "czekają nas jeszcze długie negocjacje". To właśnie Belgia miała powiedzieć, że przedstawiona Polsce propozycja jest nie do przyjęcia.

pap, ss, em

 

Czytaj także

 0