Tak działają współczesne sekty. „Najpierw jest haczyk, potem kojący język”

Tak działają współczesne sekty. „Najpierw jest haczyk, potem kojący język”

Samotność, zdjęcie ilustracyjne
Samotność, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Shutterstock / New Africa
Nie noszą szat, nie mieszkają w lesie, nie każą pić trucizny. Dzisiejsze sekty są ciche, uśmiechnięte i zawsze dostępne – w telefonie, na Zoomie, w obietnicy „rozwoju”. Zaczynają się od ulgi i poczucia sensu, kończą na izolacji, przemocy i zrujnowanym życiu.

Zbór Leczenia Duchem Świętym „Niebo” działał na początku lat 90. w Majdanie Kozłowieckim na Lubelszczyźnie. Sekta pod przewodnictwem Bogdana Kacmajora okryła się złą sławą. Przetrwała około dziesięciu lat. Kacmajor budował władzę na obietnicy uzdrowień „przez nakładanie rąk”, a wewnętrzny świat grupy szybko zaczął przypominać system kontroli, izolacji i posłuszeństwa. Seks z nieletnimi, kradzieże, zaniedbania dzieci, zagadkowe śmierci – to wszystko działo się przez cały czas działania sekty. Serial „Niebo. Rok w piekle” emitowany na HBO Max pokazuje – w mniej lub bardziej udany sposób – mechanizmy trafiania do sekty i życie w niej.

Historia Bogdana Kacmajora nie jest wyjątkiem ani lokalną anomalią. W XX wieku świat wielokrotnie przekonywał się, jak destrukcyjną siłę potrafią mieć wielkie sekty skupione wokół charyzmatycznych liderów.

Mutacje sekciarskich schematów

Artykuł został opublikowany w 3/2026 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.