Fire Point to spółka, która powstała niedługo po wybuchu wojny w Ukrainie (konfliktu zbrojnego, który Rosja zaczęła od napaści na sąsiedni kraj ponad cztery lata temu). Jej prezes – Denys Shtilierman – ujawnił niedawno, że Kijów będzie wkrótce w posiadaniu dwóch pocisków balistycznych dalekiego zasięgu.
FP specjalizuje się w produkcji bezzałogowych statków powietrznych, które mogą pokonywać ogromne odległości – są w stanie dolecieć do obiektów znajdujących się w głębi terytorium Rosji. Do dronów dołączy więc niebawem naddźwiękowa broń, która mogłaby posłużyć do uderzenie w cele na obszarze Moskwy. Pocisk FP-9, który jest w stanie przenieść głowicę bojową o masie 800 kg na odległość ok. 800-900 km, niebawem wejdzie w fazę testów. Zdaniem szefa Fire Point to zmusi osoby na wysokim szczeblu w Rosji do „zmiany myślenia”.
Ukraińcy używają na froncie sprzętu z Włoch. Centaury początkowo straszyły Mińsk
Jakie jeszcze nowe wieści prosto z frontu? Jak przypomniał portal Defence24, Włosi przekazali Kijowowi kilkaset pojazdów różnego typu, w tym m.in. kołowe wozy wsparcia ogniowego – B1 Centauro.
Czy prezent od Rzymu dobrze spisuje się w walce przeciwko Rosjanom? Maszyny te trafiły m.in. na wyposażenie 78. Samodzielnego Pułku Desantowo-Szturmowego. Ok. 28 szt. używanych było do zabezpieczenia terenów w północno-wschodniej części państwa (przy granicy z Białorusią). Potem trafiały na ważne odcinki frontu – okolice Pokrowska czy Kupiańska.
Co ciekawe, Centaury wyposażone zostały w specjalne klatki antydronowe, montowane na stropie czy burtach maszyn. Dzięki temu przygotowane są do zatrzymywania i neutralizacji bezzałogowców uderzeniowych czy zrzucanych z powietrza ładunków o właściwościach wybuchowych.
Czytaj też:
Gen. Stanisław Koziej: To nie jest koniec wojny ani trwały rozejm. Są trzy możliwe scenariuszeCzytaj też:
Nowe ustalenia ws. rozmów USA-Iran. Padła kluczowa data
