Słuszny kierunek zamiast słusznych wyborów: jak UE patrzy na Armenię

Słuszny kierunek zamiast słusznych wyborów: jak UE patrzy na Armenię

Nikola Paszynian głosujący podczas wyborów w Armenii
Nikola Paszynian głosujący podczas wyborów w Armenii Źródło: PAP/EPA
W Armenii zakończyły się wybory parlamentarne, w których zwyciężył Nikol Paszynian i jego partia Umowa Obywatelska, zdobywając 49,8% głosów. Drugie miejsce zajęła Silna Armenia Samwela Karapetiana z wynikiem 23,29%, a trzecie – blok „Armenia” Roberta Koczariana z około 10%. Oba ugrupowania są otwarcie prorosyjskimi siłami politycznymi.

Wybory odbywały się w atmosferze bezprecedensowego napięcia politycznego, ponieważ postrzegano je jako głosowanie nad przyszłym kierunkiem politycznym kraju: zbliżeniem z Europą albo powrotem w orbitę rosyjskich wpływów. Zwycięstwo prozachodniego Paszyniana umocniło zwrot Armenii w polityce zagranicznej ku UE, jednak kierunek europejski nie jest równoznaczny z automatycznym pojawieniem się demokracji. Przebieg kampanii wyborczej wyraźnie pokazał tę rozbieżność.

Tylko w dniu wyborów, 7 czerwca, Komitet Śledczy Armenii poinformował o wszczęciu 59 spraw karnych w związku z zarzutami naruszeń wyborczych. Następnego dnia MSW Armenii przedstawiło oficjalne dane, zgodnie z którymi w trakcie głosowania odnotowano 619 zgłoszeń o naruszeniach procesu wyborczego, w tym przypadki podwójnego głosowania, naruszenia tajności głosowania, utrudniania korzystania z praw wyborczych, przekupstwa wyborców oraz ingerencji w proces wyborczy. Według stanu na ranek 8 czerwca zatrzymano 18 osób, a kolejne 322 zgłoszenia dotyczące naruszeń znajdowały się na etapie weryfikacji.

Niezależna ormiańska misja obserwacyjna The Independent Observer Alliance, której obserwatorzy odwiedzili niemal wszystkie lokale wyborcze w kraju – 1 906 z 2 005 – przedstawiła jeszcze bardziej dramatyczny obraz. Według jej danych naruszenia i problemy wykryto w 44% lokali wyborczych, czyli w co drugim, co trudno pogodzić z obrazem „demokratycznego” głosowania.

Jeszcze jedna lokalna misja obserwacyjna, Hayakve, odnotowała przypadki wykorzystywania danych osób zmarłych w spisach wyborców. Według obserwatorów nazwiska takich osób pojawiały się na listach wyborczych. Takie przykłady pokazują, jak blisko Armenii do demokracji de facto, a nie jedynie na poziomie oświadczeń i deklaracji.

Zgodnie ze wstępnym oświadczeniem Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE (OSCE PA) po obserwacji wyborów parlamentarnych w Armenii: „Kampania miała skrajnie konfrontacyjny charakter, towarzyszyła jej retoryka siejąca podziały i była naznaczona zarzutami dotyczącymi przekupstwa wyborców oraz innych naruszeń prawa wyborczego, co doprowadziło do licznych postępowań karnych przeciwko kandydatom opozycji i aktywistom”.

Z kolei specjalna koordynatorka i szefowa krótkoterminowej misji obserwacyjnej OBWE Farah Karimi oświadczyła: „Koncentracja aresztowań i postępowań karnych wobec przedstawicieli opozycji przyczyniła się do powstania wrażenia, że wymiar sprawiedliwości jest stosowany wybiórczo, podczas gdy spolaryzowany krajobraz medialny, podburzająca retoryka, dezinformacja oraz utrzymująca się zewnętrzna presja i ingerencja wystawiły na próbę odporność demokratyczną Armenii oraz integralność debaty publicznej”.

O tym, na ile obiektywne są twierdzenia o presji na opozycję, powinny rozstrzygać właściwe organy. Jeśli jednak sięgnąć po suche statystyki, widać, że według danych samej Prokuratury Generalnej Armenii od 7 lutego do 7 czerwca wszczęto 210 spraw karnych związanych z wyborami, a postępowanie karne rozpoczęto wobec 349 osób. Osobno Komitet Antykorupcyjny poinformował o 194 zatrzymanych w ostatnich tygodniach kampanii, z których 84 przebywają w więzieniu lub w areszcie domowym pod zarzutami przekupstwa wyborców, którym opozycja zaprzecza. Znamienne, że wśród setek zatrzymanych nie było ani jednego przedstawiciela sił prorządowych.

Szerokim echem w mediach międzynarodowych odbiły się również doniesienia o próbach mobilizowania ormiańskiej diaspory przez opozycję przy użyciu nielegalnych metod. Pod koniec maja Reuters pisał, że wysocy rangą urzędnicy Federacji Rosyjskiej omawiają możliwość wysłania rosyjskich Ormian do Armenii, aby głosowali na przeciwników Paszyniana. Z kolei 7 czerwca główny pełnomocnik Armenii ds. diaspory Zareh Sinanian zaznaczył, że Ormianie we Francji otrzymywali z Rosji telefony z wezwaniami, by przyjechali do Armenii i poparli konkretnego kandydata. Mobilizacja polityczna w tym przypadku opierała się nie tylko na agitacji, lecz także na przekupstwie i presji. To kolejny dowód na to, jak dalekie od standardów demokratycznych były metody ormiańskich sił politycznych w tych wyborach.

Na tle wymienionych faktów stanowisko UE wobec Armenii jawi się jako skrajnie absurdalne. 8 czerwca przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, gratulując Paszynianowi zwycięstwa, dodała: „Wysoko cenimy nasze partnerstwo z demokratyczną Armenią, która coraz bardziej zbliża się do Europy”. Przy takiej liczbie naruszeń nazywanie tych wyborów „demokratycznymi” brzmi jak kpina.

Demokracja nie sprowadza się do wyboru między Europą a Rosją. Oznacza także uczciwą konkurencję, prymat zasad i norm nad osobistymi ocenami, rezygnację z prześladowania niewygodnych osób oraz wolność od jakiejkolwiek presji w walce o głosy. Zamiast jednak bezstronnie ocenić wybory, Komisja Europejska ogłosiła, że przeznaczy dla Armenii ponad 50 mln euro pomocy i zapewni bezcłowy dostęp do rynku UE dla szeregu ormiańskich towarów. Dla UE geopolityczny zwrot Erywania jest dziś znacznie ważniejszy niż jakość ormiańskiej demokracji. Takie podejście dewaluuje samą ideę europejskich standardów. Jeśli Bruksela jest gotowa nazywać demokratycznym każde państwo, które dystansuje się od Rosji, to demokracja staje się dla UE nie systemem wartości, lecz nagrodą za geopolityczną lojalność.

Nikołaj Marczenko, dziennikarz międzynarodowy (Bułgaria)