Obiecanki prezydenta Baszira

Obiecanki prezydenta Baszira

Prezydent Sudanu Omar Hasan Ahmed el-Baszir wyciągnął rękę do ugrupowań rebelianckich, proponując wprowadzenie bezwarunkowego i jednostronnego rozejmu w Darfurze. Rebelianci odpowiedzieli stanowczo: NIE. I wcale im się nie dziwię.
Omar el-Baszir władzę w Sudanie sprawuje od 1989 roku. W lipcu br. prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego oskarżył go m.in. o ludobójstwo, zbrodnie przeciwko ludzkości oraz zbrodnie wojenne. Prezydent Sudanu nie wydaje się jednak tą sytuacją za bardzo przejmować.

Konflikt w Darfurze toczy się nieprzerwanie od ponad 5 lat. Z jednej strony konfliktu mamy sudańską armię rządową oraz wspierających ją Dżandżawidów (są to zbrojne milicje muzułmańskie), rekrutowanych głównie z plemion arabskich, a z drugiej ugrupowania rebelianckie złożone głównie z ludności niearabskiej.

Od wielu lat na terenie Sudanu Południowego oraz Darfuru niearabska ludność była marginalizowana i zaniedbywana, podczas gdy plemiona arabskie dostawały silne wsparcie od rządu. Kiedy w 2003 roku wybuchł krwawy konflikt na terenie zachodniej prowincji, rząd nie podjął żadnych kroków w celu ochrony swoich mieszkańców. Istnieją nawet podejrzenia, iż niektóre sudańskie samoloty rządowe, pod fałszywymi flagami ONZ i UA, używane były do tłumienia rewolty w Darfurze.

W latach 2006/2007 około 1/3 ataków na wioski i miasta w zachodniej prowincji była zorganizowana przez sudańską armię rządową oraz Dżandżawidów. Pomimo tego, że el-Baszir rozbroił Dżandżawidów, większość „jeźdźców na koniach" i tak trafiła do Armii Sudańskiej. Władze sudańskie nadal kontynuują powietrzne bombardowania wiosek i miast, powodując masowe wysiedlenia ludności darfurskiej.

Wszystko wskazuje na to, że jednym z głównych celów władz sudańskich jest stworzenie tzw. „arabskiego pasa" ciągnącego się wzdłuż zachodniego Sudanu poprzez wyparcie niearabskiej ludności. Celem minimum el-Baszira wydaje się być stabilizacja arabskiej obecności w Darfurze, a maksimum całkowita zmiana demografii regionu.

Rebelianci nie mają więc żadnego powodu, aby zaufać sudańskim władzom, a niepowodzenia wcześniej zawartych porozumień tylko utwierdzają ich w przekonaniu, że kolejna próba pojednawcza nie przyniesie pozytywnych skutków. Po za tym postawa rządu sudańskiego pozostawia wiele do życzenia. Pomimo szumnych zapowiedzi poprawy sytuacji oraz składanych obietnic zaprzestania walk, Omar el-Baszir i jego rząd nie zrobił nic, aby zapobiec eskalacji kryzysu humanitarnego.

Czytaj także

 0