Rzeź na Bałkanach

Rzeź na Bałkanach

Choć jest to na wskroś niepoprawne politycznie, muszę się zgodzić z oskarżeniami Radovana Karadżicia. Bo prawdą jest, że bez pomocy państw ościennych wojna na Bałkanach zakończyłaby się o wiele szybciej i byłaby mniej krwawa. Szkoda tylko, że te mądre słowa wygłasza człowiek, który sam ma ręce unurzone we krwi.
Jugosława Tity z wszechobecnym hasłem walki z nacjonalizmem i wszechpanującą nową świecką religią - titoizmem - rajem była tylko materialnie. Wzajemne animozje pomiędzy poszczególnymi narodami istniały, choć nie widać ich było z zewnątrz. Korozja Jugosławii, prędzej czy później, była nieunikniona. Gdyby jednak wojna w byłej Jugosławii nie była podsycana przez czynniki zewnętrzne nie byłaby tak krwawa. Na tym konflikcie zarabiali wszyscy i to na wiele sposobów. Różne kraje (od Niemiec po Rosję) sprzedawały broń poszczególnym stronom konfliktu, inne przekazywały pieniądze na dozbrojenie (od USA po Iran). Wielkie koncerny miały przy tym darmowy poligon doświadczalny. Nad tym wszystkim toczyła się walka o podział strefy wpływów na Bałkanach. Pozostawienie samym sobie i pozbawieni wsparcia z zewnątrz - zarówno finansowego, militarnego, jak i politycznego - byli Jugosłowianie nie byliby w stanie tak zażarcie walczyć ze sobą.

To, co mówi Karadżić, ma zatem sens. Z tą jednak drobną poprawką, że na tej wojnie korzystał nie tylko Zachód.

Obawiam się jednak, że mało kto poważnie potraktuje oskarżenia Karadżicia. Bo on sam ma ręce unurzane we krwi i łatwo jego opinie zdyskwalifikować. Dlatego polecam wydaną kilka lat temu książkę prof. Marka Waldenberga "Rozbicie Jugosławii", który z naukowej i neutralnej pozycji dochodzi do podobnych wniosków.


Czytaj także

 0