Nowy Afganistan (aktl.)

Nowy Afganistan (aktl.)

Talibowie tracą kontrolę nad kolejnymi miastami i prowincjami. Trwają konsultacje między ugrupowaniami, które ich pokonały. Jak będzie wyglądać Afganistan po talibach?
Opozycja zajęła już niemal wszystkie północne prowincje w kraju. Kontroluje też Mazar-i-Szarif i strategiczne prowincje Nimruz i Herat. Pod kontrolą Sojuszu Północnego jest stolica kraju Kabul.

Gardez - stolica prowincji Paktia jest w rękach przywódców plemion i lokalnej milicji. Grupa przeciwników talibów dowodzona przez weterana wojny afgańskiej Maulwiego Junusa Chalisa przejęła już kontrolę nad wschodnią prowincją Nangarhar i jej stolicą Dżalalabadem - twierdzi AIP.

Talibowie mieli też opuścić miasto i prowincję Chost na wschodzie kraju, centralną prowincję Uruzgan i stolicę prowincji Tarin Kot. Na rozkaz mułły Omara talibańskie oddziały wycofują się z prowincji Ghazni na wschodzie Afganistanu - twierdzi agencja AIP. Teraz mają niecałe 20 procent powierzchni Afganistanu, a w czterech wschodnich prowincjach: Laghman, Logar, Kunar i Nangahar - zamieszkanych głównie przez Pasztunów - wybuchły rewolucje i władza talibów została tam obalona, powiedział agencji Reutersa minister spraw wewnętrznych Sojuszu Północnego Junis Qanuni.

W rękach talibów jest jeszcze miasto Kunduz, którego rejon jest bombardowany przez amerykańskie samoloty. W tym mieście talibowie skoncentrowali siły, wcześniej wycofane z innych rejonów północnej części Afganistanu. Prowincja Kunduz została już w większości opanowana przez opozycję, twierdzi Sajef Baik, dowódca wojsk Sojuszu Północnego w Talokan. Według niepotwierdzonych informacji, talibowie mieli zamordować członków rady miejskiej Kunduzu, chcących poddać miasto opozycji. Nadal niejasna jest sytuacja w Kandaharze. Według nie potwierdzonej przez inne źródła informacji, podanej przez Saida Ibrahima Hichmata, ambasadora Afganistanu w Duszanbe, Sojusz Północny miał przejąć kontrolę nad Kandaharem, uważanym za twierdzę talibów. Associated Press twierdzi z kolei, że na ulicach Kandaharu trwają walki. W tym rejonie przeciwko talibom miało powstać co najmniej 23 ugrupowań pusztuńskich. Przedstawiciele Sojuszu mówią też o powstaniach lokalnych plemion w pobliżu Kandaharu.
Wydaje się, że koniec władzy talibów jest kwestią dni, najwyżej tygodni. Obserwatorzy obawiają się jednak, że ich niespodziewanie łatwe wycofywanie się z kolejnych miast wcale nie musi oznczać końca wojny, a tylko zmianę sposobu jej prowadzenia, na partyzancki.
Szybkie postępy Sojuszu cieszą, ale i martwią międzynarodową społeczność. Uznawany przez nią rząd afgański na uchodźstwie (Sojusz jest jego zbrojnym ramieniem) nie reprezentuje wszystkich wspólnot plemiennych tego kraju, a jedynie mniejszości m.in. uzbecką i tadżycką. Istnieją obawy, że po całkowitym obaleniu talibów - podobnie jak po wycofaniu się wojsk radzieckich - na nowo rozgorzeje walka o kontrolę nad krajem między ugrupowaniami reprezentującymi różne plemiona. Tym bardziej, że rząd ten ma wielu zdeklarowanych przeciwników wśród opozycyjnych wobec talibów ugrupowań i osobistości afgańskich. Międzynarodowe organizacje starają się znaleźć polityczne rozwiązanie, które przyniesie stabilizację w tym od 23 lat targanym wojnami kraju.
Ostatnie doniesienia mówią o przygotowaniach do organizowanych pod auspicjami ONZ negocjacji w sprawie rządu tymczasowego. Sporządzane są lista uczestników i terminarz rozmów, które najprawdopodobniej odbędą się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
Także Organizacja Konferencji Islamskiej chciałaby w przyszłym tygodniu zaprosić przedstawicieli afgańskich ugrupowań do rozmów pod egidą OKI.
Brak natomiast informacji na temat stanowiska przywódców frakcji afgańskich w sprawie którejś z tych propozycji.
Sytuację może uspokoić powszechna amnestia ogłoszona przez prezydenta Burhanuddin Rabbaniego tuż po jego powrocie do kraju, która ma objąć przedstawicieli wszystkich narodów i narodowości Afganistanu z wyjątkiem zbrodniarzy wojennych. Jej celem jest "zachowanie jedności państwa", powiedziała ambasador w Duszanbe Ibrahim Hikmatam. Pod warunkiem, że inne ugrupowania uznają autorytet Rabbaniego. Obserwatorzy twierdzą, że tradycyjna w tym kraju zemsta plemienna mimo wszystko nie ominie talibów.
Przedstawiciele Sojuszu po zajęciu Kabulu uspokajali, że nie mają zamiaru sami tworzyć nowego rządu. Do czasu jego powołania będą natomiast administrować Kabulem i krajem - obecnie w stolicy Afganistanu rządzi "wojskowa rada", z szefem resortu obrony Sojuszu gen. Fahimem na czele. Przyszły rząd jest przedmiotem rozmów i Sojusz uczestniczy w procesach pokojowych pod egidą dawnego króla Afganistanu Zahira Szaha - mówił cytowany przez agencję France Presse jeden z dowódców zwycięskich sił opozycji. Na dowód czystych intencji Sojuszu minister spraw zagranicznych opozycyjnego rządu Abdullah Abdullah poprosił ONZ o obecność w Kabulu.
W nieco innym duchu utrzymana była wypowiedź obalonego przez talibów prezydenta Afganistanu, a obecnie przywódcy Sojuszu Północnego Burhanuddina Rabbaniego. Powiedział on w irańskiej telewizji, że były król Mohammad Zahir Szach może powrócić do kraju, ale tylko jako zwykły obywatel.
Były król, który mieszka od 1973 roku w Rzymie i przez wielu jest postrzegany jako kluczowa postać powojennego porządku w  Afganistanie. Nie stoi za nim żadna siła polityczna ani militarna, jednak dzięki swemu autorytetowi mógłby łagodzić konflikty między afgańskimi frakcjami.
Problemem do niedawna był także ewentualny udział talibów w przyszłym rządzie. Są oni obecnie jedynymi przedstawicielami największego plemienia - Pusztunów. Sytuacja zmieniła się o tyle, że - jak wynika z ostatnich doniesień -  sami Pusztuni powstali przeciw talibom.
"Nie ma miejsca dla ruchu talibów w żadnym możliwym politycznym rozwiązaniu w Afganistanie" - mówi Rabbani.
Nie chcą tego także sami talibowie. "Wolimy śmierć od udziału w rządzie faszystów", powiedział ich przywódca mułła Omar.
By zapobiec niekontrolowanym posunięciom, siły amerykańskie ustanowiły posterunki przy głównych drogach prowadzących z północy na południe Afganistanu.
em
Czytaj też: Talibowie w odwrocie; Nieuchronna ofensywa na Kunduz; Talibowie uciekają z Kandaharu

Czytaj także

 0