Rosyjscy zdobywcy Kabulu

Rosyjscy zdobywcy Kabulu

Afgański Sojusz Północny od lat korzysta z rosyjskich dostaw sprzętu, rady rosyjskich ekspertów wojskowych. Ilu rosyjskich najemników walczy w ich szeregach?
"Poszukuję mężczyzn z uregulowanym stosunkiem do służby wojskowej, z  doświadczeniem prowadzenia działań bojowych w terenie górzystym. Angielski mile widziany. Płaca wysoka" - dalej numer telefonu. Tym razem to był blef - podany numer telefonu należał do... Ambasady USA w Rosji. Ale rosyjscy żołnierze od lat zatrudniają się w różnych armiach, są jednymi z najbardziej cenionych najemników.
Arkadij, pilot helikoptera w Czeczenii i Angoli, uważa, że bycie najemnikiem to praca jak każda inna. - Jeśli jesteś budowniczym czy lekarzem, dlaczego nie masz zarabiać za granicą, jeśli płacą tam zdecydowanie więcej? Ja też wyjeżdżam po to, żeby zarobić w swoim zawodzie - deklaruje.
W przedstawicielstwach Uzbekistanu i Tadżykistanu są ludzie, którzy zajmują się werbunkiem najemników naprawdę umiejętnie. Trafia się do nich przez znajomych albo z  polecenia stowarzyszeń weteranów z Afganistanu i Czeczenii. W Rosji odbywają się jedynie wstępne negocjację. Kontrakt zostaje podpisany za granicą - według rosyjskiego prawa karze podlega ten, kto werbuje albo uczestniczy w werbunku na  terytorium federacji. - W Taszkencie wszystko odbywa się już oficjalnie -  mówi Arkadij. Są jeszcze inne możliwości - w Moskwie działa firma Pioneer Of War, która zajmuje się werbunkiem.
Arkadij jest pewny, że w Afganistanie jest co najmniej kilkuset Rosjan. - W oddziałach generała Dostuma mam kilku starych znajomych z  Czeczenii. Ostatnio jeden z nich do mnie zadzwonił i powiedział: "Cześć, jestem w Mazar-i-Szarif" - mówi z uśmiechem.
Przedstawiciele rosyjskich władz coraz rzadziej udają, że nie ma problemu, choć minister obrony Siergiej Iwanow wciąż deklaruje, iż "żaden rosyjski żołnierz nie będzie walczył na afgańskiej ziemi". Sprawa trafiła nawet do Dumy. Deputowani komunistyczni postanowili zgłosić projekt nowelizacji ustawy - chcą, by karalne było służenie w obcej armii, a nie tylko werbowanie najemników. Za poprawką opowiada się większość parlamentarzystów. Zdaniem emerytowanego pułkownika Walerija Bykowa, zaostrzenie przepisów niczego nie zmieni. Jeśli w Rosji sierżant zarabia 100 dolarów a kapitan 150 dolarów, to nic nie powstrzyma ich przed "służbą zaciężną". Zarobki sięgają wtedy nawet do 5000 USD (choć na ogół stawka wynosi 1500 USD). Dziesięć razy więcej niż w regularnej armii.
Zwłaszcza, że w Rosji istnieją legalne możliwości zostania żołnierzem najemnym. Sprowadzają się one do służby w tak zwanych "gorących punktach", czyli wszędzie tam, gdzie państwo rosyjskie prowadzi wojny, ochraniając swoje interesy, przede wszystkim w Czeczenii. Przynajmniej teoretycznie wszyscy rosyjscy żołnierze, którzy tam walczą, są ochotnikami. Ponad połowa jednak to  żołnierze kontraktowi, czyli tacy, którzy mieli uregulowany stosunek do służby wojskowej i nagle stwierdzili, że chcą walczyć w Czeczenii. Nie  ukrywają, że kierowały nimi względy finansowe. W najlepszych czasach "kontraktnicy", bo tak się ich nazywa, zarabiali 1100 dolarów plus wynagrodzenie za stopień. Pieniądze otrzymywało się jednak "za warunki bojowe". Żołnierz kontraktowy, który pełnił służbę na przykład w Dagestanie, otrzymywał więc połowę tego, co zarabiał ktoś zdobywający Grozny. "Kontraktnicy" zyskali w Czeczenii bardzo złą sławę. To im przypisywane są pogromy ludności cywilnej w Groznym czy Urus Martanie. Według moskiewskiego oddziału Amnesty International, jednostki "kontraktników" były bardziej brutalne niż te składające się z żołnierzy służby zasadniczej. Bywało też tak, że żołnierze jednostek liniowych interweniowali, gdy oddziały najemne (tzw. SOBR) rozpoczynały pogrom wśród cywilów.
Klan „kontraktników”, przeszkolonych na wojnach wewnątrz b. ZSRR często służy pomocą rosyjskim generałom. W rejonach, w których toczą się wojny łatwo stworzyć z nich elitarne jednostki, wspierające działające na zasadzie pospolitego ruszenia armie, np. Etiopii walczącej z Erytreą, czy Sojuszu Północnego. Specjalistyczne przeszkolenie miejscowych partyzantów zajmuje zbyt wiele czasu.
Grzegorz Ślubowski (PR SA), Moskwa les
Pełny tekst w pt. „Żołnierze fortuny” w 991 numerze „Wprost”, w sprzedaży od środy 21 listopada.

Czytaj także

 0