Palestyna w ogniu (aktl.)

Palestyna w ogniu (aktl.)

Buldożery równają z ziemią palestyńskie domy w obozie pod Dżeninem, Nablus zbombardowany, wojsko blokuje Bazylikę w Betlejem. Palestyńczycy dokonali kolejnego zamachu.
Izraelska armia w środę rano, po wielu dniach walk, ostatecznie opanowała obóz palestyńskich uchodźców pod Dżeninem. Informację potwierdziły obydwie strony konfliktu. W obozie istnieją "punkty antyizraelskiego oporu", twierdzi jeden z miejscowych działaczy palestyńskiego Hamasu, Dżamal Abu el-Hedżah.

Dżeniński obóz uchodźców od piątku jest sceną zaciętych walk. Jeden z palestyńskich przywódców, Jaser Abed Rabbo - sprawujący też funkcję ministra informacji Autonomii - w ubiegłym tygodniu mówił o masakrze w Dżeninie. Porównał to, co się dzieje w  Dżeninie, do głośnej masakry Palestyńczyków w obozach Sabra i  Szatila w 1982 roku. Zginęło wtedy, wg różnych źródeł, od 800 do  2.000 ludzi. O masakrze wspominał też izraelski minister spraw zagranicznych Szimon Peres, choć później wycofał się, twierdząc, że źle zinterpretowano jego słowa.

Zdaniem obserwatorów, właśnie tam bojownicy palestyńscy w najsilniejszym stopniu przeciwstawili się wkraczającym wojskom izraelskim. Zginęło ponad stu Palestyńczyków i co najmniej 23 żołnierzy izraelskich. We wtorek w zasadzce na terenie obozu zginęło też trzynastu Izraelczyków, co stanowi największą jednorazową stratę sił Izraela. Bezpośrednio po tym incydencie, premier Izraela Ariel Szaron zapowiedział, że operacja militarna na Zachodnim Brzegu będzie kontynuowana, dopóki ekstremiści palestyńscy nie zostaną "zmiażdżeni", mimo że wcześniej - prawdopodobnie pod naciskiem amerykańskiej administracji - deklarował szybkie wycofanie wojska.

Bezpośrednio po przejęciu kontroli nad obozem pod Dżeninem, na  miejsce wjechały buldożery i zaczęły równać z ziemią palestyńskie domy. Władze izraelskie ogłosiły w ubiegłym tygodniu obóz "zamkniętą strefą wojskową". Mieszka w nim 11 tysięcy ludzi. W samym mieście Dżenin, zajętym przez armię, obowiązuje godzina policyjna; nie notowano jednak poważniejszych incydentów.
W Betlejem, jak pisze agencja France Presse, powołując się na relacje naocznych świadków, tuż przed świtem widać było zamieszanie wśród otaczających Bazylikę żołnierzy izraelskich a następnie - słychać serię wybuchów granatów. W godzinę później na miejscu panował jednak spokój.

Armia izraelska od 2 kwietnia otacza świątynię, w której schroniło się około 200 Palestyńczyków - cywilów i bojowników palestyńskich. W ostatnich dniach kilkakrotnie dochodziło tu do  wymiany ognia ; Izraelczycy także przez megafony namawiają ukrytych w świątyni ludzi do wyjścia. Apel - w języku arabskim -  nadawano kilkakrotnie we wtorek w pobliżu Bazyliki. Przez megafon podano także numer telefonu, oddanego do dyspozycji osób, pragnących opuścić schronienie w świątyni.

W nocy z wtorku na środę izraelskie myśliwce F-16 i śmigłowce Apache kilkakrotnie bombardowały centrum palestyńskiego miasta Nablus na Zachodnim Brzegu Jordanu. Celem nalotów były także obozy palestyńskich uchodźców pod Nablusem.

Rano siły izraelskie zajęły nową miejscowość palestyńską na Zachodnim Brzegu Jordanu - miasteczko al-Samur pod Hebronem.

Natomiast Hezbollah z terytorium Libanu przeprowadził rakietowy ostrzał pozycji armii izraelskiej na północy. Jego celem był sporny rejon Szeby, zajęty przez Izrael w 1967 r., do którego pretensje wysuwa zarówno Liban, jak i Syria. W odpowiedzi na ostrzał lotnictwo izraelskie dokonało nalotu na ziemie południowego Libanu.

W ostatnich dniach - po okresie względnego spokoju -  granica izraelsko-libańska ponownie stała się sceną incydentów zbrojnych. Zdaniem izraelskich źródeł, Hezbollah, w odpowiedzi na akcje armii izraelskiej na Zachodnim Brzegu Jordanu, dąży do otworzenia drugiego frontu antyizraelskiego.

W nowym zamachu samobójczym na północy Izraela w środę rano zginęło - według nadal niepełnych szacunków - 8-10 osób, a kilkanaście odniosło poważne obrażenia.

Jak wynika z doniesień agencyjnych, eksplozja nastąpiła w środę wcześnie rano w autobusie ekspresowym na skrzyżowaniu dróg pod  Hajfą. Zamachu dokonał prawdopodobnie samobójca, który wsiadł do  autobusu z ukrytym pod ubraniem materiałem wybuchowym.

Przyznały się do niego Brygady Ezedina Al-Kasama, zbrojne ramię palestyńskiej organizacji Hamas za pośrednictwem katarskiej stacji telewizyjnej Al-Dżazira.

Izrael natychmiast obarczył "pełną odpowiedzialnością" za zamach lidera Palestyńczyków, Jasera Arafata, stwierdzając jednocześnie, że zgoda rządu na spotkanie Arafata z sekretarzem stanu USA Colinem Powellem - pod koniec tygodnia - była "tragicznym błędem".

Stany Zjednoczone, Narody Zjednoczone, Unia Europejska i Rosja zaapelowały z Madrytu, gdzie rozpoczęło się spotkanie dotycząca Bliskiego Wschodu, do Izraela o niezwłoczne wycofanie się z zajętych ziem palestyńskich i do stron konfliktu o powstrzymanie się od aktów wrogości.

les, pap

Czytaj także

 0