Latasz samolotem po Europie? USA pozna numer twojego telefonu i karty kredytowej

Latasz samolotem po Europie? USA pozna numer twojego telefonu i karty kredytowej

Latanie samolotem po Europie będzie się od teraz wiązać z potencjalnym ujawnieniem wielu informacji służbom specjalnym USA (fot. EPA/BARRENECHEA/PAP)
PE zaakceptował umowę w sprawie przekazywania Stanom Zjednoczonym danych pasażerów lotniczych (tzw. dane PNR) w ramach walki z terroryzmem, kończąc tym samym wieloletnie kontrowersje i próby wynegocjowania stałej umowy w tej sprawie między UE a USA. Za umową głosowało 409 europosłów, przeciw 226, a 33 się wstrzymało. "Za" głosowali posłowie największej, chadeckiej grupy Europejskiej Partii Ludowej, a także konserwatyści. Przeciw byli liberałowie, komuniści i Zieloni, a socjaldemokraci się podzielili.
Ambasador USA w Brukseli William E. Kennard wyraził zadowolenie z  wyniku głosowania PE. - Przyjęcie umowy PNR przez Parlament Europejski jest dowodem silnych relacji transatlantyckich i naszego wspólnego zaangażowania na rzecz ochrony naszych obywateli - oświadczył Kennard. Ambasador zapewnił przy tym, że porozumienie PNR daje nie tylko prawną pewność liniom lotniczych, ale też gwarantuje, że prywatność podróżnych będzie szanowana. I przypomniał, że dane PNR wielokrotnie pomogły w ostatnich latach w dochodzeniach antyterrorystycznych.

W Waszyngtonie będą wiedzieli co jadłeś w trakcie lotu

Dane PNR (Passenger Name Records) to informacje, jakie o swoich pasażerach zbierają linie lotnicze przy rezerwacji biletu i odprawie. Chodzi o takie dane, jak imię i nazwisko podróżującej osoby, trasa lotu, numer miejsca, informacja o bagażu, adres i numer telefonu pasażera, informacja o środku płatniczym (np. numer karty kredytowej). PNR obejmuje też dane wrażliwe związane m.in. z wyborem posiłku, wynikającym z wyznawanej religii, czy też informacje o zdrowiu pasażerów (np. gdy pasażer zgłosi, że potrzebuje opieki na lotnisku lub w samolocie).

Długie negocjacje

Zielone światło od PE dla umowy o PNR oznacza, że po ośmiu latach zakończą się wywołujące wiele emocji i kontrowersji próby wynegocjowania między UE a USA stałej umowy o przekazywaniu amerykańskim służbom przez linie lotnicze danych pasażerów. Pierwszą taką umowę z 2004 roku anulował Trybunał Sprawiedliwości UE. Kolejną, wynegocjowaną z USA w  roku 2007 przez Komisję Europejską i rządy, zakwestionował w maju 2010 roku sam PE, który do tego czasu, po wejściu w życie Traktatu z Lizbony, zyskał nowe kompetencje w zakresie umów międzynarodowych. Wskazując na  niewystarczającą ochronę danych osobowych, europosłowie zmusili rządy i  KE do wypracowania zupełnie nowej umowy, w której uwzględniono ich postulaty.

Nowa umowa została przygotowana - w listopadzie 2011 roku KE wynegocjowała, a  miesiąc później ministrowie spraw wewnętrznych państw UE zatwierdzili nową umowę o PNR między UE a USA. KE zapewnia, że nowe porozumienie gwarantuje lepszą ochronę danych osobowych pasażerów. Porozumienie przewiduje m.in., że dane pasażerów będą przechowywane przez amerykańskie służby w tzw. aktywnej bazie danych przez pięć lat, natomiast już po 6 miesiącach staną się "zdepersonalizowane", co  oznacza, że np. nazwisko i numer telefonu pasażera będą zamazane. Przez kolejne 10 lat dane będą przechowywane w tzw. bazie uśpionej, gdzie będą udostępniane na wniosek pewnych służb USA, zgodnie z surowymi zasadami. Potem mają być wykasowane. To postęp, bo umowa z 2007 roku, która obowiązuje teraz jako tzw. porozumienie prowizoryczne (musi wygasnąć najpóźniej w 2014 roku), zakładała jeszcze dłuższe okresy dostępu do danych, a dopiero po 15 latach ich "depersonalizację".

A wszystko przez ten terroryzm...

Zgodnie z nową umową linie lotnicze będą dalej przekazywać dane PNR do Ministerstwa Bezpieczeństwa Narodowego USA. Celem jest zapobieganie terroryzmowi i ciężkim przestępstwom międzynarodowym. Za takie w prawie amerykańskim uważa się przestępstwa, za które grozi kara przynajmniej trzech lat więzienia. PNR mogą jednak być także wykorzystywane w  indywidualnych przypadkach "poważnego zagrożenia" lub na wniosek sądu USA. Ponadto dane PNR będą mogły być użyte "do identyfikacji osoby, która mogłaby być obiektem dalszego sprawdzenia" - brzmi zapis umowy. To właśnie ten zapis wywołał największą krytykę europosłów, w tym sprawozdawczyni PE, holenderskiej liberałki Sophie in 't Veld. Jej zdaniem ten zapis umożliwia USA wykorzystanie danych PNR do walki z nielegalną imigracją. KE zaprzeczyła, ale holenderska europosłanka i  tak zaapelowała o odrzucenie umowy i sama głosowała przeciw.

In 't Veld powiedziała też, że USA groziły w negocjacjach, że jeśli UE nie zawrze tej umowy, to wówczas Waszyngton będzie negocjować umowy dwustronne z poszczególnymi krajami UE, a niechętnym państwom utrudnią zasady podróżowania do USA, a nawet przywrócą obowiązek wizowy. Komisarz ds. wewnętrznych Cecilia Malmstroem, która prowadziła negocjacje, zaprzeczyła, by takie groźby miały miejsce.

Zwolennicy nowej umowy argumentują, że bez zgody PE na nowe porozumienie linie lotnicze mogłyby się znaleźć w tzw. prawnej próżni, bo europosłowie mogliby wówczas zagłosować za anulowaniem także umowy z  2007 roku. USA musiałyby wówczas uciekać się do umów bilateralnych z  poszczególnymi krajami UE, co mogłoby oznaczać jeszcze mniejszą ochronę danych osobowych.

PAP, arb

Czytaj także

 1
  • kraska   IP
    Samolotem latam przynajmniej dwa razy w miesiącu (bywa częściej) i nie mam nic przeciwko temu, by jakiekolwiek służby znały moje dane osobowe, a nawet moje numery kart kredytowych. Mam czyste ręce, czyste intencje, więc się nie buntuję, bo niby czego mam się bać?