Afganistan: w meczetach można krytykować rząd - ale tylko trzy razy

Afganistan: w meczetach można krytykować rząd - ale tylko trzy razy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wielu afgańskich imamów krytykuje rząd i zachęca do wspierania walczących z afgańską armią i siłami NATO talibów (fot. EPA/JALIL REZAYEE/PAP) 
Władze Afganistanu zintensyfikowały wysiłki mające na celu powstrzymanie islamskich duchownych przed podżeganiem do przemocy i głoszeniem antyrządowych haseł w meczetach. Tym, którzy się do tych wymagań nie zastosują, przy trzecim ostrzeżeniu grozi zwolnienie lub więzienia.
W Afganistanie, gdzie większość mężczyzn co piątek odwiedza meczet, afgański rząd i talibowie wykorzystują kazania do własnych celów - podkreśla Reuters. Bojownicy próbują zdobyć poparcie i zwerbować nowych zwolenników, a NATO i siły afgańskie chcą przeciwdziałać hasłom nawołującym do walk, w sytuacji gdy zachodni żołnierze przygotowują się do wycofania się z kraju.

Imam mówi, Afgańczyk słucha

Dekret wydany kilka miesięcy temu przez ministerstwo ds. pielgrzymów, meczetów i religii ma na celu wykorzenienie haseł antyzachodnich i  apelów do walk w kraju, w którym do słów przywódców religijnych przywiązuje się większą wagę niż do władz. - Jeśli zachęcamy ludzi do pokoju, przyjmują to, a jeśli zachęcamy ich do zrobienia czegoś, też to akceptują, bo wiedzą, że wszystko, co im  mówimy jest zgodne z Koranem i islamem - przyznał imam z Kabulu Mawlawi Mohammad Aszgar.

Spośród ok. 126 tys. meczetów w Afganistanie tylko 6 tys. jest zarejestrowanych i finansowanych przez rząd. Pozostałe są budowane przez mieszkańców. - Gdy zatrudniony przez nas mułła łamie dekret, zwalniamy go z pracy. A  jeśli oficjalnie nie jest przez nas zatrudniony, zdajemy raport departamentom obrony i sprawiedliwości - poinformował przedstawiciel ministerstwa ds. religii Abdul Malik Zijai. Obecnie w stosunku do duchownych stosuje się zasadę trzech ostrzeżeń. Z imamem, który wygłasza antyrządowe kazania, albo podżega do stosowania przemocy najpierw rozmawia specjalna delegacja, a następnie duchowny otrzymuje wyraźne ostrzeżenie. Jeśli mimo to imam nie zmieni swojego zachowania - przy trzecim ostrzeżeniu grozi mu wydalenie z zarejestrowanego meczetu lub kara więzienia, jeśli jest to świątynia niezarejestrowana.

Reuters podkreśla jednak, że zdolność władz w Kabulu do położenia kresu antyrządowym hasłom budzi poważne wątpliwości. Agencja przypomina, że zarejestrowanych meczetów jest stosunkowo niewiele, a władze mają ograniczony wpływ na te niezarejestrowane. Mieszkańcy spoza stolicy mówią, że po wydaniu dekretu nie zauważyli zmian w kazaniach. - Duchowni wyrażają sprzeciw wobec obecności zagranicznych sił w kraju, krytykują błędy rządu i talibów. Mówią o  wszystkim, a ludzie dokładnie ich słuchają - podkreślił 45-letni mieszkaniec Heratu na północnym zachodzie kraju Hadżi Choszdil.

Talibowie: to atak na islam!

Dekret nabrał większego znaczenia po seriach błędów ze strony Zachodu, w tym po spaleniu Koranu przez amerykańskich żołnierzy w lutym, co wywołało zamieszki, do których zachęcano m.in. w meczetach. Oliwy do ognia dolało zabicie 17 Afgańczyków przez amerykańskiego żołnierza i  opublikowanie zdjęć amerykańskich wojskowych pozujących na tle zmasakrowanych zwłok rebeliantów. Radykalna organizacja islamska "Hizb ut-Tahrir Afganistan" oceniła, że dekret to próba wykorzenienia islamu przez "kolonialistów". "Wszystko to dzieje się w tzw. Islamskim Demokratycznym Afganistanie, gdzie można głosić wszystko oprócz islamu" - napisała grupa w opublikowanym w tym tygodniu oświadczeniu.

PAP, arb