Ameryka w żałobie (aktl.)

Ameryka w żałobie (aktl.)

Ameryka opłakuje śmierć astronautów, a grupy policjantów i żołnierzy rozjechały się po Teksasie, szukając szczątków Columbii i wszelkich informacji, które mogłyby pomóc w ustaleniu przyczyn katastrofy.
Columbia rozpadła się w sobotę przeszło 60 km nad Teksasem szesnaście minut przez planowanym lądowaniem na przylądku Canaveral na Florydzie. Zginęło sześcioro astronautów amerykańskich i jeden izraelski.

Prezydent George W. Bush zapowiedział, że program lotów promów kosmicznych będzie kontynuowany, ale przedstawiciele amerykańskiej agencji kosmicznej NASA mówią, że do czasu ustalenia przyczyn sobotniej katastrofy trzy pozostałe wahadłowce nie będą startować.

Podczas konferencji prasowej przedstawiciel NASA, Bob Cabana, zapewnił, że mimo utraty Columbii, załoga przebywająca na orbicie w Międzynarodowej Stacji Kosmicznej otrzyma na czas niezbędne dostawy. "Absolutnie nie ma  się co o to martwić" - powiedział.

Stacja i jej załoga będą na razie musiały polegać na rosyjskim statku załogowym Sojuz i rosyjskich statkach transportowych Progress. Jednak - jak twierdzą rosyjskie media - nie są one w stanie sama zapewnić stacji potrzebnych dostaw. W niedzielę, zgodnie z wcześniejszymi planami, bezzałogowy Progress M-47 poleciał na ISS, wioząc 2,5 tony zaopatrzenia.

Columbia rozpadła się niemal dokładnie 17 lat po eksplozji, która zniszczyła wkrótce po starcie wahadłowiec Challenger. Również wtedy (28 stycznia 1986 roku) zginęło siedmioro astronautów. Rozpadowi najstarszego amerykańskiego wahadłowca towarzyszyła seria potężnych grzmotów, które zatrzęsły domami.

Szczątki Columbii spadły w północno-wschodnim Teksasie na pola, autostrady, ogrody i także na cmentarz. Znaleziono je również w  leżącym na wschód od Teksasu stanie Luizjana. Nie ma doniesień, aby ktoś został ugodzony spadającymi kawałkami promu.

Kawałek żaroodpornej płytki ceramicznej z obudowy wahadłowca spadł 120 km od rancho prezydenta Busha w Crawford.

Kilkudziesięciu mieszkańców, którzy nie słyszeli ostrzeżeń przed dotykaniem części wahadłowca albo ostrzeżenia te zlekceważyli, udało się potem do szpitali lub do lekarzy na badania. W  pomocniczych źródłach zasilania wahadłowców używa się szkodliwej dla człowieka substancji zwanej hydrazyną. Władze wzywają ludność, aby myła ręce i inne części ciała, które zetknęły się ze szczątkami.

Policjanci i gwardziści narodowi rozproszyli się po terenie, aby  do czasu pojawienia się ludzi NASA strzec szczątków - od  najmniejszych, wielkości znaczka pocztowego, po duże, dorównujące bagażnikowi samochodu. Do zbiornika wodnego na granicy Teksasu i  Luizjany spadła część jeszcze większa - o rozmiarach niedużego samochodu.

Federalne władze lotnicze ogłosiły ostrzeżenie dla pilotów, bo  radar służb meteorologicznych wykrył nad jeziorem Charles w  Luizjanie chmurę szczątków rozciągającą się na długości około 150 km i szeroką na 21-35 km.

Intensywne poszukiwania prowadzone są na obszarze o długości 160 km i szerokości 16 kilometrów, rozciągającym się od miasta Palestine w Teksasie po małe miasteczko Hemphill na granicy tego stanu z Luizjaną. Znaczną część terenów wschodniego Teksasu, gdzie spadły szczątki wahadłowca, porastają gęste lasy.

Miejsce każdego znaleziska policja otacza żółtą taśmą. W  Nacogdoches, 217 km na północny wschód od Houston, największego miasta Teksasu, w pobliżu miejsca, gdzie spadł kawał metalu o  rozmiarach 90 na 90 centymetrów, ludzie zaczęli kłaść kwiaty.

Nadal poszukiwane są szczątki kosmonautów Columbii. W niedzielę wieczorem podano mylną - jak się później okazało - informację o ich znalezieniu. W poniedziałek nad ranem NASA ją jednak zdementowała. Odpowiedzialny za sprawy załóg promów w NASA Bob Cabana wyraził ubolewanie z tego powodu. "Miałem mylne informacje" - powiedział.

NASA obiecała, że dochodzenie w sprawie przyczyn katastrofy będzie trwać "dwadzieścia cztery godziny na dobę i siedem dni w tygodniu". Zbada się wszystko, od zdjęć wykonanych przez satelity zwiadowcze (które zarejestrowały błyski rozpadającego się wahadłowca) po najmniejszy szczątek Columbii znaleziony na ziemi. NASA otrzymała też setki telefonów i e-maili - tylko sobotę około 600 - od naocznych świadków katastrofy. Wielu z nich oferuje swe amatorskie nagrania wideo.

Przedstawiciele NASA, którzy w niedzielę wieczorem zapewniali, że  śledztwo w sprawie przyczyn katastrofy wahadłowca Columbia postępuje naprzód, jak dotąd ujawnili niewiele nowych szczegółów. Szef programu misji wahadłowców Ron Dittemore powtórzył, że  na krótko przed eksplozją pojawiły się niepokojące oznaki, jak nagłe przerwanie pracy czujnika temperatury w komorze podwozia, sygnały odpadnięcia jednej z płytek pokrywających kadłub statku, gwałtownego przegrzania statku po lewej stronie oraz oporu w lewym skrzydle.

Dittmore podkreślił jednak, że odpadnięcie tylko jednej płytki nie powinno spowodować załamania się całej struktury statku. Ustalono też - co widać nawet na filmie - że od rakiety nośnej promu w czasie startu 16 stycznia oderwał się fragment izolacji pianowej i uderzył w jego kadłub lub skrzydło, ale nie jest jasne jakie spowodował szkody.

Dittemore zastrzegł się, że "chce być ostrożny i nie chce wyciągać przedwczesnych wniosków" z zaobserwowanych sygnałów w ostatniej fazie lotu Columbii.

Zdaniem ekspertów, niewątpliwie doszło do rozhermetyzowania kabiny załogi na wysokości 60 kilometrów, co doprowadziło do utraty świadomości przez astronautów.

O załodze Columbii czytaj: Lot STS-107

O katastrofie promu kosmicznego: Tragedia w kosmosie - wina "ziemi"?

sg, pap

Czytaj także

 0