Wojna z multimiliarderem (aktl.)

Wojna z multimiliarderem (aktl.)

Moskiewski sąd rejonowy zadecydował o zastosowaniu aresztu wobec największego rosyjskiego oligarchy, prezesa koncernu naftowego Jukos Michaiła Chodorkowskiego.
Z wnioskiem o aresztowanie 40-letniego magnata naftowego, którego majątek wycena się na 8 do 11 mld dolarów, wystąpiła wcześniej tego samego dnia rosyjska prokuratura generalna.

Postawiła ona Chodorkowskiemu zarzuty związane z sześcioma różnymi artykułami kodeksu karnego, m.in. nielegalne przywłaszczenie majątku państwowego z zastosowaniem oszustwa i uchylanie się od płacenia podatków. Zarzuty dotyczą zarówno Jukosu, jak i samego Chodorkowskiego. Ponadto, biznesmenowi zarzuca się świadome niewypełnienie wyroku sądowego, doprowadzenie innych osób do strat majątkowych, fałszowanie dokumentów oraz "wielokrotne przywłaszczenie lub defraudację".

Z wypowiedzi przedstawiciela prokuratury wynikało, że zarzuty te przynajmniej w części pokrywają się z oskarżeniami pod adresem aresztowanego na początku lipca najbliższego współpracownika Chodorkowskiego Płatona Lebiediewa, który do dziś przebywa w areszcie. Przedstawiciel prokuratury twierdzi też, że łączne straty skarbu państwa, spowodowane przez Chodorkowskiego i Lebiediewa, wynoszą około miliarda dolarów.

Jukos zareagował na aresztowanie swojego prezesa oświadczeniem, w którym działania prokuratury uznał za "ordynarny gwałt" i ocenił jako "poniżające dla całego rosyjskiego systemu ochrony prawa".

Multimiliarder został zatrzymany w sobotę nad ranem, gdy jego samolot lecący z Niżnego Nowgorodu do Irkucka wylądował by uzupełnić paliwo. Przewieziono go następnie do Moskwy, gdzie przesłuchano go w  prokuraturze generalnej.

Według świadków zajścia biznesmena zatrzymano na lotnisku w  Nowosybirsku.

"Do samolotu podjechały dwa autobusy, z których wyszli uzbrojeni ludzie oraz funkcjonariusze sił specjalnych w czarnych mundurach" - relacjonuje agencja Interfax, powołując się na współtowarzyszy Chodorkowskiego.

Według tej relacji, uzbrojeni ludzie wpadli z krzykiem: "Federalna Służba Bezpieczeństwa! Rzucić broń, będziemy strzelać!", a do Chodorkowskiego podszedł dowodzący operacją mówiąc: "Mamy rozkaz, pan pójdzie z nami".

Prokuratura generalna twierdzi, że Chodorkowski "demonstracyjnie zignorował" w piątek przesłuchanie w jednej z  toczących się spraw karnych związanych z Jukosem i w związku z tym postanowiono doprowadzić go siłą. Przedstawiciel koncernu utrzymuje z kolei, że Chodorkowski przebywał w delegacji i nie miał obowiązku stawiać się na przesłuchanie. Twierdzi przy tym, że  koncern dopełnił wszelkich formalnych wymogów w tej sprawie.

Konflikt wokół Jukosu, postrzegany często jako rezultat znacznie głębszego konfliktu Chodorkowskiego z częścią otoczenia prezydenta Władimira Putina, trwa od początku lipca, kiedy to w Moskwie aresztowano niespodziewanie głównego współpracownika biznesmena -  bankiera Płatona Lebiediewa.

Formalnie Lebiediewa oskarża się o przestępstwo prywatyzacyjne z  1994 roku, nie mające żadnego związku z Jukosem, jednak sprawa jest powszechnie interpretowana jako element kampanii przeciwko koncernowi. Jednocześnie w areszcie przebywa Aleksiej Piczugin, jeden z szefów ochrony Jukosu, zaś przeciwko kompanii i jej współpracownikom toczy się jeszcze kilka śledztw dotyczących m.in. nie zapłaconych podatków.

Sprawa Jukosu postrzegana jest przez rosyjskich liberałów i  obrońców praw człowieka jako rozprawa tzw. frakcji "czekistów" -  byłych oficerów KGB tworzących znaczną część ekipy Władimira Putina z Chodorkowskim, który zapowiadał poparcie w grudniowych wyborach parlamentarnych liberalnej opozycji.

rp, pap

Czytaj także

 0