Szewardnadze oskarża Amerykanów

Szewardnadze oskarża Amerykanów

Były prezydent Gruzji Eduard Szewardnadze oskarżył bliżej nieokreślone siły z USA o  zorganizowanie przewrotu politycznego w Gruzji. W sobotę wskazywał na George'a Sorosa.
"Nie mogę mówić globalnie o Stanach Zjednoczonych" - powiedział Szewardnadze w wywiadzie dla korespondenta niemieckiej agencji dpa w  Tbilisi. "Mam nadzieję, że administracja USA w tym nie  uczestniczyła. Ale różne struktury (amerykańskie) miały swój udział w rozwoju wydarzeń" - dodał.

75-letni polityk, który w latach 90. uchodził za ścisłego sprzymierzeńca USA, zapowiedział rychłe wyjaśnienie wydarzeń, do  jakich doszło po kontrowersyjnych wyborach parlamentarnych 2 listopada. "W najbliższym czasie zostanie podane do wiadomości, jakie zagraniczne organizacje działały na rzecz przewrotu. Będą przedstawione fakty oraz moje oceny" - powiedział. Zarzucił "spiskowcom", że sami fałszowali listy wyborcze.

Szewardnadze określił przywódcę opozycji Michaiła Saakaszwili jako "ogólnie wykształconego człowieka". Za jego słabą stronę, podobnie jak tymczasowej prezydent Nino Burdżanadze, uznał natomiast brak doświadczenia politycznego. "Mimo to - zapewnił - z  całego serca życzę im powodzenia".

W sobotę Szewardnadze oskarżył amerykańskiego biznesmena i  filantropa George'a Sorosa o finansowanie jego przeciwników i  spory udział w montowaniu przewrotu w Tbilisi.

"On (Soros) sformułował całą koncepcję w jaki sposób przeprowadzić wybory, tak aby do władzy doszli nowi ludzie. W  Gruzji powstawały takie same organizacje (opozycyjne) jak w  Jugosławii" - powiedział Szewardnadze w wywiadzie dla rosyjskiej telewizji RTR.

Mówiąc o Jugosławii były prezydent Gruzji nawiązywał do wydarzeń z października 2000 roku, kiedy to obalony został przywódca tego kraju Slobodan Miloszević. Według niego, "serbski październik" i "aksamitna rewolucja" w Gruzji to wydarzenia niemal bliźniaczo do siebie podobne.

Oba przewroty trwały dwa dni, w obu przypadkach opozycyjni demonstranci zdobyli gmach parlamentu, a następnie kontrolę nad stolicą. Zarówno w Gruzji jak i Jugosławii o sukcesie opozycji zadecydowała bierna postawa armii i w obu krajach obyło się bez rozlewu krwi.

Oba kraje uchodziły za miejsce ścierających się interesów rosyjsko-amerykańskich i w obu rewolucjach próbował podejmować mediacje rosyjski minister spraw zagranicznych Igor Iwanow.

Wielu obserwatorów zwracało uwagę, że dawna opozycja jugosłowiańska, z której wywodzą się obecne władze Serbii i  Czarnogóry dzieliła się doświadczeniami z gruzińskimi przeciwnikami Szewardnadze, ci zaś traktowali belgradzkich pogromców Miloszevicia jako wzór do naśladowania.

Wskazywano też na bliźniacze podobieństwa części opozycyjnych organizacji, takich jak radykalna młodzieżówka Kmara do ich jugosłowiańskich odpowiedników (w tym wypadku antymiloszeviciowskiego Otporu).

Bliskie kontakty z Belgradem potwierdził także w rozmowie z PAP jeden z przywódców gruzińskiej opozycji, który nie ukrywał, że serbskie doświadczenia odegrały kluczową rolę w postawie przeciwników Szewardnadze.

Gruziński prezydent, który oprócz wywiadu dla RTR, rozmawiał także z inną rosyjską telewizją NTV, w sobotę nie był w stanie jednoznacznie wskazać, jakie państwo było zainteresowane odsunięciem go od władzy.

"Prawdopodobnie logika była następująca: Szewardnadze to  przyjaciel USA, ale został mu nieco ponad rok, tak czy inaczej odejdzie i trzeba będzie myśleć o tych ludziach, którzy mogą go  zastąpić" - powiedział były prezydent telewizji NTV.

"Nie tylko Amerykanie, ale także każde inne państwo myśli o tym co będzie dalej. Życie pokaże czy państwo to dokonało prawidłowego wyboru" - konkludował Szewardnadze.

75-letni Eduard Szewardnadze rządził Gruzją dwukrotnie - w latach 1972-85 był sekretarzem miejscowej partii komunistycznej, a od 1992 przywódcą niepodległego państwa. W międzyczasie w latach 1985- 91 był szefem dyplomacji Związku Radzieckiego i jednym z głównych autorów gorbaczowowskiej pieriestrojki.

em, pap

Czytaj także

 0

Czytaj także