Zamach na litewską demokrację? (aktl.)

Zamach na litewską demokrację? (aktl.)

Trwa wrzawa wokół wtorkowych rewizji w siedzibach czterech czołowych litewskich partii politycznych. Powszechnie sądzi się, że chodziło o zdyskredytowanie kandydata na prezydenta Valdasa Adamkusa.
Prokurator generalny Litwy Antanas Klimaviczius i Valentinas Junokas, szef Służby Dochodzeń Specjalnych (STT), która dokonała rewizji, zapewniali w Sejmie, że wtorkowe rewizje są związane z dochodzeniem w sprawie pięciu posłów podejrzewanych o korupcję. Ich nazwisk jednak nie ujawnili. Obaj zapewniali, że rewizje nie mają podłoża politycznego.

Niemniej Sejm nakazał sejmowemu komitetowi bezpieczeństwa narodowego i obrony wyjaśnienie w ciągu dwóch dni, czy celem akcji służb specjalnych "była próba wpłynięcia na procesy polityczne w kraju i na wyniki wyborów prezydenckich", których druga tura odbędzie się w najbliższą niedzielę.

Natomiast podczas środowego nadzwyczajnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Państwa prokurator generalny został zobowiązany do ustalenia również w ciągu dwóch dni, czy rewizje w czołowych siedzibach partii politycznych tuż przed wyborami prezydenckimi nie były działaniem świadomym.

"Zebrane zarzuty dotyczące korupcji są bardzo poważne. Dochodzenie jest prowadzone już od roku. Dlaczego właśnie na pięć dni przed wyborami dokonano rewizji? Czy ze względów politycznych, czy osobistych? Odpowiedzieć na to pytanie będzie musiał prokurator generalny" - powiedział Arturas Paulauskas, pełniący obowiązki prezydenta po usunięciu z tego stanowiska Rolandasa Paksasa za naruszenie tajemnicy państwowej, ingerowanie w proces prywatyzacji oraz kontakty ze światem przestępczym i  rosyjskimi służbami specjalnymi. Podkreślił on, że dochodzenie w sprawie korupcji powinno być jak najszybciej zakończone, a podejrzewani posłowie wymienieni z  nazwiska. Zdaniem Paulauskasa ma to nastąpić jeszcze do końca obecnej sesji parlamentarnej, czyli do 20 lipca.

"Nie ujawniając nazwisk podejrzewanych posłów, cień pada na wszystkie partie parlamentarne, na cały Sejm, a tego nie możemy tolerować" - powiedział Paulauskas.

Nie krył oburzenia, że cała sprawa ujrzała światło dzienne właśnie teraz. "Szef STT nie miał prawa tak się zachować. Nie mógł liczyć na to, że rewizje nie wyjdą na jaw. Zapewne przewidywał reakcję" - mówił.

Jak poinformował w Sejmie prokurator generalny, rewizji dokonano w siedzibach partii rządzących: socjaldemokratycznej i socjalliberalnej, a także opozycyjnych - konserwatywnej oraz Litewskiego Związku Liberałów i Centrum. W sejmowych kuluarach mówi się, że pięciu posłów, zajmujących stanowiska w kierownictwach tych partii, jest podejrzewanych o kontakty korupcyjne z szefostwem wielobranżowej spółki "Rubicon Group".

Mimo wyjaśnień prokuratora generalnego i szefa STT, powszechnie uważa się, że cała sprawa ma jednak podłoże polityczne i że kierownictwu STT chodziło o zdyskredytowanie kandydata na prezydenta Valdasa Adamkusa, byłego prezydenta Litwy, który ma największe szanse na zwycięstwo w wyznaczonej na niedzielę drugiej turze wyborów prezydenckich. Według ostatnich sondaży, Adamkusa popiera 46 proc. Litwinów, a jego rywalkę, Kazimierę Prunskiene, przywódczynię Związku Partii Chłopskiej i Nowych Demokratów - 36 procent. Trzy z czterech partii, których siedziby przeszukano we wtorek, popiera kandydaturę Adamkusa. Oświadczyły one, że jest to prowokacja polityczna i przypomniały, iż podczas afery Paksasa szef Służb Dochodzeń Specjalnych (STT), które dokonały przeszukań, stał po stronie Paksasa. Oskarżano go wtedy, że wykonuje jego "zlecenia polityczne" .

Sam Adamkus oświadczył we wtorek wieczorem, że rewizje, przeprowadzone tuż przed końcową fazą wyborów prezydenckich, są rozmyślną próbą "posiania zamętu w kraju, podważenia zaufania do naszego państwa i wpłynięcia na wyniki" wyborów.

Mer Wilna Arturas Zuokas, bliski współpracownik Adamkusa i przywódca opozycyjnego Litewskiego Związku Liberałów i Centrum, który uciekł we wtorek przed wieczorem do Polski, kiedy otrzymał informacje ze źródeł nieoficjalnych, iż może zostać zatrzymany, nazwał akcję STT "prowokacją polityczną". Dodał, że Służba Dochodzeń Specjalnych nie pierwszy raz podejmuje działania "służące nie sprawiedliwości, lecz określonym celom politycznym, na których zależy strukturom wrogim Litwie, i być może skorumpowanym".

Vytautas Landsbergis, pierwszy prezydent Litwy po odzyskaniu przez nią niepodległości w roku 1991, nazwał rewizje "zsynchronizowanym atakiem na wszystkie partie polityczne, które nie popierają kandydatki Rosji, Kazimiery Prunskiene". "Jest to akt politycznego terroru, dokonany kilka dni przed wyborami. Po Rolandasie Paksasie Rosja rozgrywa swą ostatnią kartę" - dodał Landsbergis.

Nawet rywalka Adamkusa Kazimiera Prunskiene oświadczyła we wtorek wieczorem, że jest "wstrząśnięta" rewizjami w siedzibach trzech partii popierających jej rywala w wyborach prezydenckich, a także w siedzibie neutralnych socjaldemokratów, i odcina się od tych akcji. "To nie powinno było nastąpić przed wyborami" - powiedziała.

***

Szef Głównej Komisji Wyborczej Litwy Zenonas Vaigauskas obawia się, że rezultaty niedzielnych wyborów prezydenckich na Litwie mogą napotkać problemy prawne i stanąć pod  znakiem zapytania. Podkreślił, że po wtorkowych rewizjach w siedzibach czterech głównych partii litewskich poważnie zwątpił w prawomocność niedzielnej drugiej tury wyborów szefa państwa.

"Przeżywamy przedwyborczy chaos. Mam wątpliwości co do  prawomocności tych wyborów" - powiedział Vaigauskas w rozmowie telefonicznej z korespondentem Reutera. "Możemy spodziewać się spraw sądowych. To nieuniknione" - dodał.

"Z winy instytucji wymiaru sprawiedliwości została wyrządzona wielka szkoda" - powiedział. "Zastanawiam się, czy wyborcy będą w stanie spokojnie podjąć decyzję, na kogo głosować" - powiedział.

ss, em, pap

Czytaj także

 0