Nadżaf wrze

Nadżaf wrze

Siły amerykańskie i irackie przygotowują się do ostatecznego ataku na pozycje szyickiej milicji w Nadżafie - poinformował pułkownik Anthony M. Haslam, dowodzący piechotą morską USA w tym mieście.
Płk Haslam zapowiada "zakończenie tej walki, którą rozpoczął Muktada al-Sadr" - radykalny duchowny szyicki i jego milicja, zwana Armią Mahdiego. Walki w Nadżafie trwają od tygodnia i  pochłonęły już setki ofiar.

Muktada al-Sadr zaapelował w środę do swych zwolenników, by  kontynuowali walkę także wtedy, gdyby on sam zginął lub został pojmany.

Wiceprezydent Iraku Ibrahim al-Dżafari wezwał kierowane przez USA siły koalicji do opuszczenia Nadżafu - podała w środę rano katarska stacja telewizyjna Al-Dżazira.

"Wzywam wielonarodowe siły, by opuściły Nadżaf i by na miejscu pozostały jedynie siły irackie. Irakijczycy mogą sami zarządzać Nadżafem i położyć kres temu nieszczęściu, jakim jest fala przemocy w tym świętym dla wszystkich muzułmanów mieście" -  powiedział Dżafari, przywódca szyickiej partii Zew Islamu.

Wiceprezydent już w sobotę, w dwa dni po wybuchu walk w Nadżafie, krytykował postępowanie dowództwa USA jako "nieusprawiedliwione". "Myślę, że zabijanie obywateli irackich nie jest cywilizowaną drogą do zbudowania nowego Iraku" - powiedział w wywiadzie dla BBC.

W środę Dżafari powiedział, że tymczasowy rząd Iraku powinien zadbać, aby "mosty polityczne", umożliwiające mu kontakt z al- Sadrem i jego zwolennikami, "pozostały otwarte". Dodał jednak, że  jeśli al-Sadr odrzuci apele o zgodę i będzie kontynuował walkę, rząd powinien użyć środków "nadzwyczajnych".

Osiem osób zatrzymanych, 25 karabinów i tysiąc sztuk amunicji skonfiskowanych to efekt wspólnej akcji Polaków, Amerykanów i  irackich policjantów, którą przeprowadzono w środę rano w okolicy Karbali.

Jak poinformował rzecznik Wielonarodowej Dywizji Centrum-Południe ppłk Artur Domański, akcję przeprowadzono, by zapobiec kolejnym atakom terrorystycznym i zapewnić bezpieczeństwo w rejonie odpowiedzialności dowodzonej przez Polaków dywizji. Rzecznik nie  ujawnił szczegółów operacji.

W brytyjskich nalotach, a także starciach ulicznych w mieście Amara na południu Iraku zginęło w nocy z wtorku na środę dwudziestu Irakijczyków, a około 50 zostało rannych. Brytyjczycy atakowali pozycje Armii Mahdiego.

W środę rano resort zdrowia w Bagdadzie podał, że w ciągu ostatnich 24 godzin w walkach w miastach irackich - bez Nadżafu -  zginęło co najmniej 30 osób a 219 zostało rannych. Rzecznik irackiego ministerstwa zdrowia wymieniał tu przede wszystkim właśnie Amarę, gdzie miało zginąć 15 osób, a 78 zostało rannych.

Prezydent Iranu Mohammed Chatami odrzucił w środę oskarżenia o  ingerencję Teheranu w walki w południowym Iraku - podała niemiecka agencja dpa.

Twierdzenia, jakoby Iran dostarczał broń powstańcom szyickim, są bezpodstawne - pokreślił.

Chatami zdystansował się też od doniesień, według których 15 tys. Irańczyków zadeklarowało gotowość popełnienia samobójczych zamachów w świętych miastach szyitów Nadżafie i Karbali. "Inicjatywa" ta nie ma żadnego związku z rządem w Teheranie -  powiedział Chatami po środowym posiedzeniu gabinetu.

Zaznaczył, że Teheran nie ma też nic wspólnego z walkami w  Nadżafie. W tym kontekście Chatami skrytykował "ataki" amerykańskich żołnierzy na święte miejsca w Nadżafie. Walki obejmują tam również cmentarz, dla szyitów w całym świecie najświętsze miejsce spoczynku.

ss, pap

Czytaj także

 0

Czytaj także