Obóz Kuczmy gotowy na wszystko

Obóz Kuczmy gotowy na wszystko

Ukraińska opozycja obawia się, że w przypadku przegranej w wyborach władze sfałszują ich wyniki, a jeśli to się nie uda, spróbują je odwołać. Możliwy jest też wariant siłowy.
Opozycyjny kandydat na prezydenta Ukrainy Wiktor Juszczenko ostrzegł, że władze przygotowują scenariusz, przewidujący fałszerstwo wyników wyborów na szeroką skalę. "Chodzi o 3,5 - 5,5 miliona głosów. To jest właśnie gruziński scenariusz w wykonaniu naszych władz, gdy poza granicami państwa tworzy się nagle ogromną liczbę nowych lokali wyborczych" - mówił Juszczenko.

Wcześniej poinformowano, że w Rosji zostanie otwartych od 450 do  650 dodatkowych lokali wyborczych dla przebywających w tym kraju Ukraińców. Opozycja zwraca też uwagę, że mimo iż na Ukrainie jest około 36 milionów wyborców, władze zamówiły 40 milionów biuletynów do głosowania. Inny sposób na "dodatkowe głosy" to tzw. martwe dusze - mówił Juszczenko. "Na przykład w Charkowie wykryliśmy 17 tysięcy +martwych+. Mieszkańców tych samych budynków wpisano na  listy w dwóch lokalach".

Jednocześnie, według Juszczenki, władze przygotowują uzasadnienia dla ewentualnej decyzji o odwołaniu wyników wyborów (gdyby z jakichś powodów fałszerstwo nie przeszło). "Budynki, które od 1991 r. wykorzystywano w wyborach, nie są gotowe. Trwają tam wszelkie kontrole, od straży pożarnej zaczynając i na kontroli epidemiologicznej kończąc. Zwróciliśmy się do ludzi, aby ofiarowali trochę farby, żeby pomogli w remoncie" - powiedział Juszczenko. Dodał, że skład osobowy wielu komisji wciąż nie jest zatwierdzony.

"Nie bawcie się w rozniecanie pożaru, bo stracicie nad nim kontrolę. Ukraiński wyborca jest dziś inny, niż ten sprzed 10 lat" (gdy prezydent Leonid Kuczma po raz pierwszy zwyciężył w  wyborach)" - ostrzegł władze Juszczenko po spotkaniu z akredytowanymi w Kijowie dyplomatami.

"Na Ukrainie nie będzie realizowany żaden ze znanych scenariuszy, ani gruziński, ani białoruski, ani mołdawski. Ludzie adekwatnie zareagują na próby sfałszowania wyników wyborów czy też na próbę ich odwołania" - ostrzegł Juszczenko.

Zdaniem ambasadora USA w Kijowie Johna Herbsta kampania wyborcza na Ukrainie przebiega z licznymi naruszeniami standardów demokratycznych. "Szkoda" (że tak się dzieje) - powiedział Herbst. "Istotne jest to, aby Ukraińcy mogli samodzielnie wybrać sobie prezydenta, a wpływowi ludzie nie wykorzystywali posiadanej władzy w celu zapobieżenia wcieleniu w życie woli narodu" - podkreślił.

Z koeli mer Kijowa Ołeksandr Omelczenko, który sam również startuje w wyborach, ale nie jest w nich faworytem, zapowiedział, że w może w Kijowie wprowadzić stan wyjątkowy, jeśli w dniu wyborów 31 października lub  bezpośrednio po głosowaniu w mieście dojdzie do masowych akcji ulicznych i "powstanie zagrożenie dla porządku publicznego". "Jeżeli powstaną takie warunki podpiszę rozporządzenie i wprowadzę stan nadzwyczajny" - powiedział Omelczenko podczas spotkania z deputowanymi Rady Miejskiej Kijowa.

Poinformował też, że zwrócił się do sądu z wnioskiem o wprowadzenie "ograniczeń w przestrzeni i czasie" wszelkich demonstracji ulicznych do zakończenia wyborów prezydenckich. Motywował tę decyzję dużą liczbą wniosków o wyrażenie zgody na  przeprowadzenie tego typu akcji.

Uzasadniając swoje stanowisko mer Kijowa powiedział też, że  władze nie będą w stanie zapewnić porządku w mieście, jeśli na  akcje uliczne przyjdzie zbyt duża liczba ludzi. "W tej chwili rozpatrujemy wniosek młodzieżowej organizacji +Pora+ (związana z opozycją), która prosi o zgodę na przeprowadzenie demonstracji z udziałem 500 tys. ludzi". Według Omelczenki, w mieście nie ma placu, który pomieściłby tak ogromną liczbę demonstrantów.

Z zapowiedzi ukraińskiej opozycji wynika, że w najbliższą sobotę koło gmachu Centralnej Komisji Wyborczej odbędzie się demonstracja z udziałem 100 tysięcy ludzi. Opozycja domaga się od władz przeprowadzenia uczciwych wyborów, a swoimi demonstracjami chce ostrzec władze przed próbami sfałszowania ich wyników.

W Kijowie od pewnego czasu nasilają się pogłoski, że władze mogą wprowadzić stan wyjątkowy. W środę w Mariupolu (wschodnia Ukraina Wiktor Juszczenko, lider opozycji i jeden z faworytów wyborów prezydenckich, powiedział, że "władze nie od wczoraj rozpatrują możliwość zastosowania wariantu siłowego, gdyż wiedzą, iż uczciwie tych wyborów ich kandydat (premier Wiktor Janukowycz) nie wygra".

Juszczenko uważa przy tym, że ostatecznie do takiego rozwoju wydarzeń nie dojdzie. "Oni od dawna potrząsają nam przed oczami szabelkami, straszą milicyjnymi pagonami, ale to wszystko przede wszystkim po to, aby wywrzeć na nas jak największy nacisk moralny, aby nas złamać, aby przekonać nas, że oni są silniejsi".

Na początku września prezydent Ukrainy Leonid Kuczma ostrzegł opozycję, że władze nigdy nie dopuszczą do rewolucyjnego rozwoju wypadków w państwie w związku z wyborami prezydenckimi. "Żadnych powstań czy rewolucji na Ukrainie nie będzie" - oświadczył Kuczma.

Z kolei pod koniec sierpnia szefowie MSW, prokuratury generalnej i Służby Bezpieczeństwa Ukrainy we wspólnym oświadczeniu napisali, że są gotowi do zastosowania siły wobec obywateli i "uderzeń prewencyjnych", aby nie dopuścić do realizacji tzw. gruzińskiego scenariusza na Ukrainie - przejęcia władzy przez opozycję po wielotysięcznych demonstracjach.

em, pap

Czytaj także

 0