Dwie Ukrainy? (aktl.)

Dwie Ukrainy? (aktl.)

Czy Ukrainie grozi rozpad na wschodnią i zachodnią? Władze obwodu donieckiego ogłosiły już referendum w sprawie autonomii, a premier Janukowycz uczestniczył w zjeździe "separatystów".
Władze obwodu donieckiego (rada obwodowa) wyznaczyły na 5 grudnia referendum w sprawie autonomii regionu. Szef rady Borys Kolesnikow oświadczył, że jest to reakcja władz obwodowych na sytuację polityczną w kraju. Obradom członków donieckiej rady obwodowej przysłuchiwało się ok. 30 tys. ludzi. Informację o przeprowadzeniu referendum odebrali oni z entuzjazmem.

Wcześniej odchodzący prezydent Kuczma na nadzwyczajnym posiedzeniu Ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony w Kijowie, która przed południem omawiała kwestie związane z obecnym kryzysem politycznym w kraju, potępił jako niezgodne z konstytucją próby utworzenia na wschodzie Ukrainy autonomicznej republiki, forsowane od kilku dni przez niektóre okręgi wschodniej Ukrainy na wypadek gdyby władzę objęła opozycja. "Idee, które wyrażają organy władzy lokalnej (...) nie odpowiadają ani konstytucji, ani ukraińskiemu prawodawstwu" - powiedział Kuczma.

Te rosyjskojęzyczne okręgi poparły w wyborach prezydenckich premiera Wiktora Janukowycza.

On sam - przynajmniej oficjalnie - nie poparł pomysłu przeprowadzenia referendum w sprawie autonomii. Wziął jednak udział w zjeździe zwolenników utworzenia autonomii w wschodnich regionach Ukrainy, który w obradował we wschodnioukraińskim Siewierodoniecku i zdecydowanie opowiedział się za Janukowyczem. Uczestniczyło w nim w nim 3,5 tysiąca delegatów, a także mer Moskwy Jurij Łużkow, znany w przeszłości z bardzo ostrych ataków na Ukrainę i przedstawiciel rosyjskiej ambasady w Kijowie - Anatolij Korsun.

Delegaci - głównie ci z obwodów donieckiego, ługańskiego i charkowskiego - zagrozili walką o autonomię, jeżeli ich faworyt Wiktor Janukowycz nie zostanie zaprzysiężony jako prezydent.

"W razie dojścia do władzy bezprawnego prezydenta, uczestnicy zjazdu zastrzegają sobie prawo do adekwatnych działań na rzecz ochrony praw obywateli" - napisano w deklaracji końcowej.

"W najgorszym wariancie (...) będziemy działać w sposób zdecydowany (...) aż do przeprowadzenia referendum w sprawie możliwej zmiany systemu administracyjno-terytorialnego na  Ukrainie" - czytamy w dokumencie.

Występując na zjeździe Janukowycz zarzucił opozycji przejęcie siłą kontroli nad Kijowem i żądał od prezydenta Kuczmy usunięcia demonstrantów z ulic stolicy. "Dziś zablokowane są wszystkie instytucje państwowe (...) i jeśli w najbliższych dniach prezydent i Narodowa Rada Bezpieczeństwa nie odblokują miasta (...) wówczas musimy wszyscy powstać i podjąć niezbędne działania" - powiedział podniesionym głosem.

"Jako premier mówię, że dzisiaj jesteśmy na krawędzi katastrofy. Dzieli nas od niej jeden krok - dodał Janukowycz. - Jeśli rozlana zostanie pierwsza kropla krwi, nie będziemy w stanie tego powstrzymać".

Lider opozycji Wiktor Juszczenko zwrócił się w niedzielę do prokuratury generalnej, by wydała ocenę prawną działań wschodnioukraińskich władz. Podczas wiecu na Placu Niepodległości w Kijowie zagroził "separatystom" odpowiedzialnością karną. Oskarżył władze na swoim wiecu w o granie bardzo niebezpieczną kartą -  kartą separatyzmu".

Tłum odpowiedział mu głośnym "Hańba! Hańba!"

Obiecał przy tym, by uciszyć obawy rosyjskich mieszkańców wschodniej Ukrainy, że po ewentualnym dojściu do władzy nie zamierza wprowadzać żadnych nadmiernych ograniczeń w stosowaniu języka rosyjskiego w życiu codziennym, czym straszy jego rywal.

Ukraińska konstytucja, która stanowi, że Ukraina jest państwem unitarnym nie daje możliwości utworzenia regionu autonomicznego. Aby mógł on powstać, parlament musiałby ją znowelizować (300 głosami z 450), a następnie zatwierdzić poprawki podczas ogólnoukraińskiego referendum. Oznacza to, że referendum w obwodzie donieckim - nawet jeśli zostanie zorganizowane - nie może mieć żadnych następstw prawnych.

Jednak według wielu obserwatorów, groźba "cichej secesji" wschodnich regionów Ukrainy to ostatni as w rękawie Janukowycza, a przede wszystkim Kremla. Niedzielny zjazd wschodnioukraińskich regionów to początek kolejnego scenariusza Moskwy, tym razem próbującej podzielić Ukrainę i przejąć kontrolę nad najbogatszymi regionami kraju - twierdzi ukraiński politolog Mykoła Kniażycki. "Kreml zdał sobie sprawę, że może przegrać walkę o przejęcie kontroli nad całą Ukrainą, w związku z czym uruchamia wariant numer dwa - faktyczny podział kraju i przejęcie jego najbardziej uprzemysłowionej części".

Taki scenariusz zapowiadał kremlowski politolog Gleb Pawłowski jeszcze przed pierwszą turą wyborów 31 października.

Analitycy, którzy mówią o przejęciu przez Moskwę kontroli nad wschodnią Ukrainą, przewidują wariant, w którym wschód wypowie posłuszeństwo Kijowowi, ale formalnie nie ogłosi niepodległości i nie zadeklaruje chęci przyłączenia się do Rosji. Wariant ten mógłby być zbliżony do wariantu abchasko-naddniestrzańskiego. Abchazja i Naddniestrze formalnie są częścią odpowiednio Gruzji i Mołdawii, jednak w praktyce nad quasi-państewkami protektorat sprawuje Rosja.

Obwody te, zwłaszcza zamieszkany przez 10 proc. ludności Ukrainy obwód doniecki, to najbardziej uprzemysłowiona część kraju, gdzie wytwarzana jest znaczna część dochodu narodowego. Tradycyjnie ciążą one ku Rosji, większość jej ludności jest przy tym rosyjskojęzyczna i niechętnie nastawiona do polityki językowej ukrainizacji.

W poniedziałek Sąd Najwyższy na rozpatrywać skargi kandydata opozycji Wiktora Juszczenki na fałszerstwa wyborcze.

em, pap

Czytaj także

 0