Bój o Mahometa

Bój o Mahometa

W całej Europie trwa dyskusja o granice wolności wypowiedzi. Wywołały ją protesty i groźby środowisk islamskich po publikacji karykatur Mahometa w duńskiej gazecie. Kolejne europejskie gazety stają w obronie Duńczyków, uznając to za próbę ograniczenia wolności.
Skandal wybuchł po tym jak w jednej z duńskich gazet "Jyllands-Posten" we wrześniu 2004 r. ukazał się cykl artykułów poświęconych wolności słowa oraz 12 rysunków przedstawiających założyciela islamu; na jednym z nich Mahomet ma schowaną w turbanie bombę.

Przedstawianie oblicza Mahometa uznaje się w islamie za świętokradztwo. Środowiska muzułmańskie, dotknięte lekceważeniem ich uczuć religijnych, domagały się przeprosin ze strony redakcji. Kiedy ta nie przeprosiła, zaczęto domagać się interwencji rządu. 2 grudnia muzułmańska ekstremistyczna organizacja Jamaat-e-Islami działająca w Pakistanie wyznaczyła nagrodę pieniężną za zabicie autorów tekstów oraz portretów. 20 grudnia 11 ambasadorów państw islamskich w Kopenhadze z polecenia swych rządów wystąpiło ze zbiorowym protestem przeciwko wg nich lekceważącemu traktowaniu muzułmanów w Danii. Partia islamska skierowała apel do premiera Ibrahima Dżafariego i do szefa dyplomacji irackiej Hosziara Zebariego, aby zażądali wyjaśnień i przeprosin od rządów Danii i Norwegii. Arabia Saudyjska, która jest jednym z głównych importerów duńskich produktów, zapowiedziała bojkot towarów.

Tureckie kościoły chrześcijańskie potępiły opublikowanie karykatur proroka. We wspólnym oświadczeniu, przedstawiciele Kościołów chrześcijańskich w Turcji wyrażają "ubolewanie z powodu braku szacunku dla proroka islamu".

Dokument podpisali, oprócz zwierzchnika światowego prawosławia -  patriarchy ekumenicznego Bartłomieja I, m.in. również patriarcha armeńsko-apostolski Mesrob II.

Krytycznie do publikacji odniósł się również premier Turcji Recep Tayyip Erdogan, określając je jako atak na wartości duchowe islamu i broniąc ograniczeń, narzuconych prasie w jego kraju.

"Karykatury proroka Mahometa są atakiem na nasze wartości duchowe. Wolność prasy musi mieć granice" - cytuje w piątek dziennik "Milliyet" uwagi premiera, skierowane do szefa francuskiej dyplomacji składającego wizytę w Turcji.

Podobnie postąpił prezydent Pakistanu Pervez Musharraf. Parlament w Islamabadzie jednomyślnie przegłosował rezolucję potępiającą karykatury. W większych miastach odbyły się też niewielkie demonstracje przeciw publikacjom.

W obliczu konfliktu głos zabrała Komisja Europejska: "Wolność prasy to w Unii Europejskiej wartość fundamentalna i  jakiekolwiek naciski na prasę są niedopuszczalne" - oświadczył rzecznik Komisji Europejskiej Johannes Laitenberger.

W obronie wolności słowa wystąpiły gazety francuskie. Na łamach francuskiego "Le Monde" zamieszczono rysunek, który przedstawia głowę proroka utworzoną ze zdań w języku francuskim: "Nie powinienem rysować Mahometa". Włoska prasa, która jako ostatnia przedrukowała karykatury Mahometa, podkreśla, że kryzys, jaki wywołały na świecie rysunki, nie ma precedensu. "La Padania" zamieszczając dwanaście rysunków ogłosiła, że "za te karykatury islam dostał już głowę redaktora naczelnego". W ten sposób przypomniano, że z pracy wyrzucono szefa "France Soir". Redaktor naczelny "La Padanii," wydawanej przez separatystyczną i niechętną imigrantom Ligę Północną, Gianluigi Paragone napisał: "Mnie nikt nie zwolni!". Wyraził jednocześnie opinię, że ataki na wolność satyry są w istocie atakami na wolność prasy.

Oburzenie protestami świata islamskiego wyraziło prawicowe "Libero", które także zamieściło rysunki. Opatrzono je wielkim nagłówkiem: "Nie wolno śmiać się z muzułmanów, tu rządzi Mahomet. Co za wstyd - Europa ugina się przed islamem i przeprasza za satyrę".

Według dziennika "La Repubblica", wywołany przez publikację satyrycznych rysunków kryzys, jaki wstrząsnął europejskimi rządami i światem islamskim, jest bezprecedensowy.

Zdecydowanie przeciwko publikacji karykatur wypowiedział się na łamach "Corriere della Sera" były szef watykańskiej dyplomacji kardynał Achille Silvestrini. "Wolność satyry, która obraża uczucia innych - a tutaj chodzi o uczucia całych narodów, ugodzonych w ich najwyższe symbole - staje się nadużyciem" - powiedział włoski purpurat w wywiadzie dla mediolańskiej gazety. Jego zdaniem można śmiać się na przykład z księży czy też z zachowania wyznawców islamu, ale nie z Boga, Koranu i Mahometa. Kardynał Silvestrini opowiedział się zarazem za autocenzurą.

ks, pap

Czytaj także

 0