Atak na Kanę

Atak na Kanę

Ponad 60 osób, w tym 37 dzieci, zginęło w Kanie na południu Libanu na skutek uderzenia izraelskiej rakiety w trzypiętrowy budynek. UE żąda natychmiastowego rozejmu; Hezbollah i Hamas grożą odwetem.
Wewnątrz budynku, który zawalił się po uderzeniu rakiety, ukrywało się ponad 100 cywilów. Ratownicy przeszukują gruzy w poszukiwaniu żywych. Niektórzy przekopują ruiny gołymi rękami.  Libańskie media podały, że nie był to jedyny zniszczony w Kanie budynek, zniszczony w ataku z powietrza, ziemi i morza na Kanę oraz inne miejscowości w pobliżu Tyru, który trwał około dwóch godzin. Zniszczenia rozciągają się na znacznym obszarze.

Kana, położona u zbiegu pięciu strategicznych dróg na wyżynie graniczącej z Izraelem, już raz - 10 lat temu - była sceną jednego z najkrwawszych wydarzeń konfliktu arabsko-izraelskiego. "Masakra w Kanie" z 1996 roku pozostaje dla Libańczyków symbolem bezwzględnego i nieproporcjonalnego odwetu Izraela za ataki rakietowe Hezbollahu.

Natychmiast po nalocie, premier Libanu Fuad Siniora zwrócił się do sekretarza generalnego ONZ Kofiego Annana żądając pilnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ. Od Izraela zażądał natychmiastowego i bezwarunkowego zawieszenia broni. Podkreślił, że do chwili wstrzymania ognia nie będzie prowadził żadnych negocjacji z Izraelem, a rządzących tym krajem określił mianem "zbrodniarzy wojennych".

Szef sztabu izraelskich sił zbrojnych generał Dan Haluc twierdzi, że izraelska armia nie wiedziała, że w zbombardowanym budynku ukrywali się cywile. Wcześniej rzecznik armii izraelskiej, mówił, że odpowiedzialność za ofiary wśród cywilów w Kanie ponosi tylko i wyłącznie Hezbollah, gdyż właśnie z tej miejscowości ostrzeliwał rakietami terytorium Izraela. Twierdził też, że wojsko ostrzegło mieszkańców Kany przed atakami i zaleciło im ewakuację. Z kolei izraelski premier Ehud Olmert wyraził głęboki żal z powodu bombardowania. Poinformował, że wydał polecenie, aby do miejscowości dopuścić pomoc humanitarną. Przed spotkaniem gabinetu powiedział pani Rice, że Izrael potrzebuje 10-14 dni na zakończenie ofensywy. Rzeczniczka izraelskiego rządu Miri Eisin zapowiedziała dochodzenie w tej sprawie. Zarówno szef sztabu, jak i premier podkreślili jednak, że operacja Izraela w Libanie będzie trwała. "Hezbollah tak, jak każdy inny islamski terroryzm, zagraża całej zachodniej cywilizacji". Podkreślił, że z Kany hezbollahowie ostrzeliwali Izrael rakietami. "... armia nie dostała rozkazu, by celować w libańskich cywilów. W Kfar Kana (Kanie), są ukryte setki katiuszy" - dodał.

Na wieść o skutkach ataku na Kanę tłum Libańczyków wdarł się do siedziby przedstawicielstwa ONZ w Bejrucie.
Według świadków, kilkuset rozwścieczonych ludzi, zanim weszło do środka znajdującego się w centrum miasta budynku, ciskało w jego stronę kamieniami i wybijało szyby. Następnie zaczęli demolować wnętrze. Spalili też wiszące na zewnątrz oenzetowskie flagi. Jak poinformował personel placówki ONZ w Bejrucie, pracownicy zdołali się schronić w piwnicach budynku.

Komisja Europejska ustami rzeczniczki KE Kathariny von Schnurbein określiła zbombardowanie Kany jako "przerażające". "Nic nie może tego usprawiedliwić" - oświadczył szef unijnej dyplomacji Javier Solana w oświadczeniu zamieszczonym na stronie internetowej Rady Europy. Komisarz UE ds. stosunków zewnętrznych Benita Ferrero-Waldner wezwała do "natychmiastowego zaprzestania przemocy". "Izraelski atak na miasto Kana oznacza eskalację przemocy, która nie daje się usprawiedliwić w czasie, gdy społeczność międzynarodowa wspólnie pracuje nad znalezieniem rozwiązania konfliktu" - napisała pani Ferrero-Waldner w oświadczeniu. "Zabijanie niewinnych ludzi, a zwłaszcza dzieci, musi ustać".

Przebywająca w Izraelu amerykańska sekretarz stanu Condoleezza Rice oświadczyła, że nadszedł czas na rozejm. Rice przemawiała już po zbombardowaniu Kany. Wyraziła głęboki smutek z powodu niewinnych ofiar i potwierdziła odwołanie podróży do stolicy Libanu, prawdopodobnie w związku z atakiem na Kanę. o czym wcześniej informowały libańskie władze. Dodała, że zatrzyma się w Izraelu, by próbować wypracować porozumienie mające zakończyć trwający od 19 dni konflikt. Po południu rzecznik Białego Domu wezwał Izrael do umiarkowania, podkreślając przy tym, że stanowisko Waszyngtonu nie uległo zmianie i że Izrael "ma prawo się bronić".

Baszar Asad, prezydent Syrii, oskarżanej o dostarczanie broni Hezbollahowi, nazwał zbombardowanie budynku w Kanie aktem "państwowego terroryzmu dokonanego na oczach świata". "Masakra dokonana przez Izrael w Kanie tego ranka ukazuje barbarzyństwo tego agresywnego państwa.

Prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmud Abbas oskarżył Izrael o "zbrodnię"; zaapelował do ONZ o doprowadzenie do natychmiastowego rozejmu. Natomiast rządzący Hamas zapowiada odwetowe zamachy na Izrael.  "W obliczu tej otwartej wojny przeciwko narodom arabskim i muzułmańskim wszystkie opcje są otwarte, w tym uderzenia w głębi syjonistycznego państwa" - powiedział deputowany Hamasu i jeden z liderów ugrupowania Muszir al-Masri. Zapytany, czy oznacza to zamachy samobójcze przeciwko Izraelowi, odpowiedział: "Każdy środek jest dozwolony"

Odwetem, grozi także Hezbollah. "Ta straszliwa masakra nie obejdzie się bez odpowiedzi" - brzmiało oświadczenie hezbollahów cytowane przez agencję Reutera. Radykalna palestyńska organizacja Islamski Dżihad zapowiedziała, że w najbliższych dniach dokona samobójczych ataków przeciwko Izraelowi.

W niedzielę w Nowym Jorku zebrała się na nadzwyczajnym posiedzeniu Rada Bezpieczeństwa ONZ. Sekretarz generalny ONZ Kofi Annan wezwał do podjęcia działań na rzecz natychmiastowego przerwania walk miedzy Izraelem i libańskim Hezbollahem i wystąpił o potępienie izraelskiego ataku na libańską Kanę.

Tymczasem w ciągu dnia trwał także ostrzał Izraela z terenu Libanu. W niedzielę  na północny Izrael spadło około 130 rakiet wystrzelonych przez Hezbollah. "Rakiety spadły na portową Hajfę i miejscowości Naharija, Kiriat Szemona oraz Akkę, gdzie poważnie uszkodzono budynek użyteczności publicznej i lekko raniono jedną osobę" - poinformował rzecznik izraelskiej policji. Władze Izraela poinformowały, że z obawy przed ostrzałem rakietowym, północny Izrael opuściło już około 330 tys. osób. Późnym popołudniem co najmniej trzy rakiety Hezbollahu uderzyły w portowe miasto Hajfa na północy Izraela; rannych zostało kilku ludzi.

Prócz wymiany ognia na pograniczu libańsko-izraelskim dochodzi również do bezpośrednich starć. Rano walki między hezbollahami a izraelskimi oddziałami toczyły się w okolicach kibucu Metul. Jak podały źródła w libańskich służbach bezpieczeństwa, walki rozpoczęły się, gdy wojsko Izraela przekroczyło granicę pod Metulą i zbliżyło się do miasteczka Chiam. Wcześniej tę zamieszkaną przez szyitów miejscowość zbombardowały izraelskie lotnictwo i artyleria.

Zdaniem rzecznika oenzetowskich sił w Libanie (UNIFIL), wojska izraelskie rozszerzyły w niedzielę front walki z bojownikami Hezbollahu, atakując terytorium Libanu w innym miejscu niż dotychczas. "Według naszych informacji wojska izraelskie są obecne w okolicach wsi Kafer Kila, Taibe i Deir Mimas" na południe od miasta Mardżajun, czyli ok. 25 km na północny wschód od miejscowości Marun al-Ras, gdzie dotychczas koncentrowały się walki - powiedział rzecznik. Cały ten teren był w sobotę intensywnie bombardowany, a rano ciężkie walki toczyły się zwłaszcza w Taibe. Walki ucichły przed południem, ale żołnierze izraelscy nadal pozostają w tym rejonie.

Liczba ofiar śmiertelnych w trwającym od prawie trzech tygodni konflikcie między Izraelem a Hezbollahem - według libańskiego Ministerstwa Zdrowia - sięgnęła po stronie libańskiej 750 osób, głównie cywilów. W Izraelu zginęło 51 osób. Bezpośrednim powodem natarcia było uprowadzenie 12 lipca przez bojówki Hezbollahu dwóch żołnierzy izraelskich. Hezbollahowie odpowiedzieli na ofensywę zmasowanym ostrzałem rakietowym miast i osiedli izraelskich.

pap, em

Czytaj także

 0