Dyrektywa usługowa przyjęta

Dyrektywa usługowa przyjęta

Zniesienie barier w ponadgranicznym świadczeniu usług w UE - to główny cel dyrektywy usługowej, przyjętej ostatecznie przez Parlament Europejski.
Prawie trzy lata dyskusji było trzeba, by w środowym głosowaniu w Parlamencie Europejskim zakończyć prace nad dyrektywą usługową. Teraz kraje członkowskie będą miały kolejne trzy lata, by zrealizować cel dyrektywy i znieść bariery w ponadgranicznym świadczeniu usług w UE.

"To historyczna chwila, kamień milowy na drodze ku liberalizacji rynku usług w UE" - powtarzał w Strasburgu komisarz ds. rynku wewnętrznego Charlie McCreevy, który nie kryje ulgi, że "pozbędzie się dyrektywy usługowej ze swojego biurka".

Nie było niespodzianki: eurodeputowani przyjęli dyrektywę z niewielkimi, czysto technicznymi zmianami. Formalnie - prawdopodobnie w grudniu - projekt będzie musiał być jeszcze zatwierdzony przez kraje członkowskie; potem zostanie opublikowany w Dzienniku Urzędowym UE. Do 2010 roku kraje będą miały czas na wdrożenie przepisów.

Polscy eurodeputowani różnią się w ocenach dyrektywy, ale zgodnie byli za jej przyjęciem w kształcie uzgodnionym w maju przez ministrów gospodarki krajów UE. Dzięki odrzuceniu większości poprawek, pozostał taki sam zakres dyrektywy, zapis o swobodzie ponadgranicznego świadczenia usług w UE oraz klauzula o kluczowym mechanizmie przeglądu wprowadzanych w krajach członkowskich restrykcji.

Za każdym razem, gdy kraje będą chciały zastosować ograniczenia ze względu na porządek i bezpieczeństwo publiczne oraz ochronę zdrowia i środowiska, będą musiały zgłosić to wraz z uzasadnieniem Komisji Europejskiej. KE nie będzie mogła przeszkodzić wprowadzeniu restrykcji, ale będzie publikować ich listę, a co roku ma przeprowadzić analizę stosowanych przez kraje członkowskie środków.

W toku prac wyłączone z zakresu dyrektywy zostały m.in. usługi zdrowotne (prywatne i publiczne), hazard, usługi audiowizualne, a także usługi agencji pracy tymczasowej i agencji ochrony. Wyłączone są usługi społeczne, czyli m.in. opieka nad dziećmi. W praktyce liberalizacja rynku największą szansą może okazać się dla firm doradczych czy informatycznych, którym najłatwiej jest świadczyć usługi na odległość.

Dla przedsiębiorców korzystne będą przepisy ułatwiające rozpoczęcie działalności w innym kraju UE - projekt zakłada uproszczenie procedur i ogranicza konieczność ubiegania się przez usługodawców o zezwolenia. Nie zezwala też krajom członkowskim na powoływanie się na przepisy prawa karnego w celu ograniczenia świadczenia usług.

"Prace nad dyrektywą udowodniły, że stać nas na wzniesienie się ponad podziały narodowe, partyjne, historyczne i wypracowanie dla 450-milionowego rynku konsumentów dokumentu legislacyjnego, który w zrównoważony sposób reprezentuje interesy usługodawców i usługobiorców" - cieszyła się po głosowaniu Małgorzata Handzlik (PO), podkreślając "wymierne korzyści dla każdego obywatela".

"To nie jest ta dyrektywa, o którą nam chodziło. Walczyliśmy o lepszy kształt wielu zapisów, ale się nie udało. Niemniej jest to krok naprzód w porównaniu do obecnej sytuacji" - tłumaczył swoje poparcie Dariusz Rosati z frakcji socjalistycznej, podając jako przykład zniesienie szeregu ograniczeń dotyczących otwierania przedsiębiorstw za granicą.

Konrad Szymański (PiS) był bardziej sceptyczny: "Jedyną zaletą kompromisu w sprawie dyrektywy jest fakt, że jej przyjęcie nie pogorszy zasad funkcjonowania rynku usług" - powiedział, wskazując na sprzeczne zapisy dyrektywy, które będzie musiał interpretować Trybunał Sprawiedliwości UE.

"Wraz z przyjęciem dyrektywy usługowej nie zostaną zniesione żadne istotne bariery świadczenia usług w UE. Jest to kompromis zawarty w 100 proc. kosztem nowych państw członkowskich" - argumentował, nazywając przeciągające się dyskusje nad dyrektywą "popisem europejskiej hipokryzji", zaś rozwodnienie zapisów pierwotnego projektu ze stycznia 2004 roku - "alibi dla ekonomicznego szowinizmu związków zawodowych i innych grup interesu" w krajach starej Europy.

"Lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu" - podsumował Ryszard Czarnecki (Samoobrona), który także poparł dyrektywę.

"Lepsza taka dyrektywa, niż żadna" - zgodził się w rozmowie z PAP obecny w Strasburgu wiceminister gospodarki Marcin Korolec, dla którego najważniejsze jest teraz rozpoczęcie prac nad wdrażaniem przepisów dyrektywy w Polsce.

"Obawiam się, że nastroje protekcjonistyczne mogą wziąć górę nad zgodnym poparciem dla liberalizacji rynku usług prezentowanym przez polskich posłów w Strasburgu" - powiedział, apelując do eurodeputowanych, by "swój entuzjazm dla budowy jednolitego rynku przekazali do ugrupowań w Polsce".

Komisarz Charlie McCreevy wierzy, że wszystkie kraje członkowskie wypełnią zobowiązania i wdrożą liberalizujące rynek przepisy w ciągu najbliższych trzech lat. "Kraje powinny zacząć pracować nad tym natychmiast po dzisiejszym głosowaniu, nie dlatego, że ja tak mówię, ale dlatego, że taka jest potrzeba europejskiej gospodarki" - apelował komisarz.

pap, ss, ab

Czytaj także

 0