Elektryczne hulajnogi. Problematyczny rynek przynoszący straty

Elektryczne hulajnogi. Problematyczny rynek przynoszący straty

Hulajnoga elektryczna
Hulajnoga elektryczna / Źródło: Pexels / Brett Sayles
W ostatnich dniach na warszawski rynek wszedł czwarty operator hulajnóg elektrycznych. Pojazdy te zalewają polskie miasta. Jedni cieszą się z możliwości przemieszczania się elektrycznymi pojazdami, inni walczą o regulacje prawne i zastanawiają się jaka przyszłość czeka ten rynek.

Elektryczne hulajnogi zalewają polskie miasta. W te wakacje możemy się spodziewać tysięcy takich urządzeń na ulicach Warszawy. W zeszłym tygodniu na stołeczny rynek weszła kolejna firma oferująca usługę wypożyczania e-hulajnóg na minuty. Po firmach Lime, Hive i Bird, swoje pojazdy wystawił CityBee. Wzrost ilości hulajnóg na chodnikach budzi co raz więcej wątpliwości. Pojawiają się także pytania o ekologię.

Zaczęło się w USA

Pierwsze hulajnogi elektryczne pojawiły się w USA w 2017 roku za sprawą firmy Bird. Niedługo później na ulicach San Francisco pojawiły się urządzenia firmy Lime, która wcześnie zajmowała się produkcją rowerów. Cena usługi i jej dostępność sprawiły, że amerykanie masowo zaczęli korzystać z urządzeń rozstawianych na chodnikach. Rynek zaczął się napędzać. Pieniądze zarobione w pilotowych miastach USA, firmy zaczęły wykorzystywać na zwiększanie ilości dostępnych urządzeń, a także zdobywanie nowych rynków. Należały do nich także miasta europejskie, a w tym, w 2018 roku, Warszawa, w której pojawiły się pierwsze limonkowe hulajnogi elektryczne.

Jest to rynek, który rośnie błyskawicznie na całym świecie. Według globalnych danych fundusze kapitałowe zainwestowały w zeszłym roku ponad miliard dolarów w firmy oferujące wynajem e-hulajnóg. Jak pokazują jednak wyniki finansowe tych firm, tego typu biznes na razie nie przynosi profitów. Głównym problemem jest wytrzymałość hulajnóg i zamontowanych w nich baterii.

Ile żyje hulajnoga?

Jak wynika z danych przedstawionych przez portal The Verge, pierwsza z amerykańskich firm obecnych na rynku – Bird, jesienią 2018 roku podał, że zakup jednej hulajnogi kosztuje 551 dolarów, czyli ponad 2 tys. zł. Firma postawiła sobie cel zmniejszenia tego kosztu do 360 dolarów. Z wyliczeń portalu wynika, że Bird, aby zarobić na hulajnodze, potrzebował 5 wypożyczeń urządzenia dziennie przez 5 miesięcy. Jak się jednak szybko okazało, dostępne na ulicach e-hulajnogi nie są w stanie tyle przetrwać. Dane zebrane w USA pokazały, że rzadkością jest sytuacja, w której e-hulajnoga jest zdatna do użytku dłużej niż miesiąc, czyli pięć razy za krótko, aby biznes mógł się opłacać. Bird zarabiał bowiem tylko 67 dolarów na hulajnodze. Oznaczało to, że na jednym urządzeniu firma traciła ponad 290 dolarów.

Wątpliwości prawne

Prawo zwykle nie nadążą za rozwojem technologii. Tak było w przypadku dronów, podobnie jest z elektrycznymi hulajnogami. Obecnie w Polsce panuje istny chaos regulacyjny. Zdaniem policji, osoba jadąca na elektrycznej hulajnodze jest pieszym. Uznano tak, mimo faktu, że urządzenia te rozwijają prędkość 25 km/h, co w kolizji z pieszym może spowodować duże problemy, czego przykładem były niedawne wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Użytkownik e-hulajnogi nie może więc zgodnie z przepisami korzystać ze ścieżki rowerowej ani jezdni. Grozi mu za to bowiem mandat w wysokości nawet 500 zł. Użytkownicy hulajnóg nie są zobowiązani do ich rejestracji, a co za tym idzie, nie mają obowiązku posiadania polisy OC.

Nieprzystosowane

Główny problem w urządzeniach dostępnych masowo na ulicach jest fakt, że nie zostały one wyprodukowane do masowego użytku. Jak przyznają producenci, ich konstrukcje tworzone były z myślą o użytkowniku indywidualnym, który będzie o nie dbał i używał zgodnie z zasadami zamieszczonymi w instrukcji. Hulajnogi dostępne na ulicach są często dewastowane, używane w ekstremalnych warunkach, a także przeciążane. Często można zobaczyć urządzenia, na których w tym samym momencie jadą dwie osoby.

Gdzie jest haczyk?

Skoro hulajnogi na siebie nie zarabiają, to dlaczego jest ich coraz więcej? Jest kilka przypuszczeń. Pierwsze wynika z wiary inwestorów w rozwój technologii. Firmy zarządzające flotami e-hulajnóg nie przynoszą obecnie zysków, co nie oznacza, że nie zaczną za rok lub dwa. Na rynku mogą się bowiem pojawić urządzenia, które pozwolą na zwielokrotnienie zysków na pojedynczej hulajnodze. Kolejną teorią jest fakt, że rynek e-hulajnóg jest poligonem doświadczalnym dla firm zainteresowanych rynkiem samochodów autonomicznych. Zwolennicy tej teorii twierdzą, że pozwala to na stworzenie i przetestowanie oprogramowania opartego na geolokalizacji, które w przyszłości pomoże w zarządzaniu flotą samochodową.

Czytaj także:
E-hulajnogi od BMW i Mercedesa wjechały do Warszawy

Czytaj także

 0

Czytaj także