Już niedługo na flyboardach będą latali żołnierze? Ekspert z WAT: Nie w najbliższych latach

Już niedługo na flyboardach będą latali żołnierze? Ekspert z WAT: Nie w najbliższych latach

Franky Zapata na flyboardzie
Franky Zapata na flyboardzie / Źródło: X-news
– Osiągnięcia konstrukcyjne i sportowe Frankiego Zapaty są ogromne i w tym znaczeniu przełomowe - ocenia płk dr hab. inż. Przemysław Kupidura z WAT. Jednak przez najbliższe lata flyboard będzie sprzętem tylko wyczynowym, nie użytkowym.

Franky Zapata, nazywany „latającym człowiekiem”, przeleciał w niedzielę rano nad kanałem La Manche na flyboardzie. Wynaleziony przez Zapatę flyboard to fruwająca platforma pozwalająca na wykonywanie akrobacji w powietrzu. Jej najnowsza wersja unosi się w powietrzu dzięki zastosowaniu turbinowych silników odrzutowych.

Płk dr hab. inż. Przemysław Kupidura z Wydziału Mechatroniki i Lotnictwa Wojskowej Akademii Technicznej w komentarzu dla PAP przypomina, że sama idea podręcznego, indywidualnego urządzenia do latania nie jest nowa. – W latach 60. – dobie fascynacji techniką rakietową pracowano, głównie w USA nad plecakiem rakietowym, który dałby żołnierzom możliwość szybkiego poruszania się na polu walki. Stosowano w nim iście kosmiczne technologie a sama konstrukcja i toksyczne paliwa stwarzały większe zagrożenie dla użytkownika niż przeciwnika. Tak jak i czas lotu – liczony w sekundach - wyjaśnia.

– Dynamiczny rozwój śmigłowców oraz sukcesy w ich bojowym wykorzystaniu odsunął w cień tę ideę; powstałe wówczas urządzenie wykorzystano jedynie w filmie z agentem 007 +Thunderball+. Był to chyba moment, kiedy odrzutowy plecak zagościł na stałe w kinematografii i popkulturze – zauważa ekspert WAT.

Prace nad tego typu urządzeniami prowadzono wtedy też w Polsce, w tym w Wojskowej Akademii Technicznej.

Rozwój sportów ekstremalnych oraz postępy w technologii napędów odrzutowych i systemów sterowania pozwolił - jak zauważa - na nowe spojrzenie na tę starą ideę.

– Urządzenia są lżejsze, bardziej bezpieczne i zapewniają kilkudziesięciokrotnie dłuższy czas lotu. Jednakże 10 minut w przypadku flyboarda czy 20 minut dla jetpacka to wciąż nie są wartości zadowalające potencjalnego użytkownika wojskowego – ocenia płk Kupidura w komentarzu.

Jego zdaniem wizja uzbrojonych żołnierzy unoszących się nad polem walki jest nierealna z co najmniej dwóch powodów. – Po pierwsze – latanie na flyboardzie wymaga sporo umiejętności i o ile jest dość proste dla skitera czy snowboardzisty, to jednak żołnierzom może być początkowo trudno opanować tę sztukę w zadowalającym stopniu. Po drugie – zastosowanie go w walce wymagałoby użycia zupełnie nowej broni. Nie chcę tu sięgać do filmów science fiction, ale to byłby chyba ten kierunek. Dzisiaj pogodzenie strzelania w locie z wysokim prawdopodobieństwem trafienia celu oraz małym zużyciem amunicji jest problematyczne – stwierdza.

Kupidura przypomina, że pierwsza, nieudana próba pokonania kanału La Manche na flyboardzie miała miejsce 25 lipca br. w stulecie pierwszego przelotu nad nim przez Louisa Bleriota. – Jednak tamto wydarzenie było bardziej symboliczne, oznaczało bowiem, że Wielka Brytania przestała być wyspą, dostępną tylko z wody. Oprócz znaczenia społecznego i gospodarczego, miało też oczywisty wydźwięk militarny –zwraca uwagę.

Czytaj także:
Franky Zapata przeleciał nad kanałem La Manche. Pokonał 35 km nad wodą za pomocą flyboardu

Czytaj także

 3
  • nie ulega watpliwości na istnienie expertów
    nad trzymaniem parasola nad pomocnikiem aptekarza .

    daje do myslenia , o mentalności naszych wojskowych
    • nie istnieje ,, cóś '' takiego jak ,, expert z WAT ''.
      • nie istnieje ,, cóś '' takiego jak ,, expert z WAT ''.