Cyberwojna

Dodano:   /  Zmieniono: 
O sukcesie na współczesnym polu walki decydują informatycy
Cyberatak, cyberdefensywa, pocisk elektromagnetyczny - to hasła, które do niedawna można było znaleźć jedynie w literaturze science fiction. Dziś takimi pojęciami posługuje się generalicja prawdziwej armii. O sile bojowej nie przesądza liczba żołnierzy, samolotów czy czołgów, ale sztabowcy sprawnie wykorzystujący informacje dostarczane przez komputerowe systemy dowodzenia. Wirusy komputerowe stworzone w laboratoriach wojskowych mogą paraliżować marynarkę, lotnictwo oraz siły lądowe nieprzyjaciela. Obowiązujące od lat traktaty rozbrojeniowe będzie można już wkrótce wyrzucić do kosza. Tworzono je z myślą o broni konwencjonalnej, nuklearnej, biologicznej i chemicznej, a nie informatycznej.

Inwazja informatyki
W koncepcji działań zbrojnych XXI wieku, opracowanej na potrzeby armii Paktu Północnoatlantyckiego, nacisk kładzie się na takie zagadnienia jak precyzja uderzenia cyfrowego w centra analityczne nieprzyjaciela i jego urządzenia rozpoznawcze. Polskie wojsko stopniowo nadrabia zaległości w dziedzinie najnowszych sposobów prowadzenia walki. Z dwustu celów, których zrealizowanie ma przybliżyć naszą armię do standardów obowiązujących w NATO, aż czterdzieści dotyczy informatyki.
W Sztabie Generalnym Wojska Polskiego powstały już takie komórki, jak Oddział Rozwoju i Wdrożeń Systemów Informatycznych czy Buro Bezpieczeństwa Teleinformatycznego. - W niektórych dziedzinach dysponujemy nawet nowocześniejszymi rozwiązaniami niż nasi partnerzy z NATO. Naszym atutem jest to, że startując właściwie od zera, kupujemy sprzęt oraz oprogramowanie wyprodukowane w ostatnim czasie. Nasi sojusznicy wykorzystują technologie opracowane cztery, pięć lat temu. W wypadku rozwiązań informatycznych oznacza to, że zaczynają się już one starzeć - mówi płk Wiesław Krawczyński, szef Oddziału Rozwoju i Wdrożeń Informatyki Sztabu Generalnego WP. Wojskowi specjaliści twierdzą, że czasy, kiedy na polach bitew stawały naprzeciwko siebie kilkusettysięczne armie, minęły bezpowrotnie. Współczesna wojna w dużym stopniu rozgrywałaby się na ekranach monitorów komputerowych.

Elektroniczny adiutant
Jeden z amerykańskich pilotów biorących udział w operacji "Pustynna burza" przyznał, że zrzucanie bomb na pozycje irackie przypominało zabawę w grę wojenną. "Komputer był moim doradcą. Naprowadzał mnie na cel, a na monitorze widziałem obiekty, które miałem zaatakować. Mogłem sobie wybrać, czy zbombarduję toaletę dla pań, czy panów" - opowiadał zaraz po wylądowaniu. Nie inaczej jest w wypadku sił operujących na lądzie. Dowódca kierujący podległymi mu oddziałami wprowadza do pamięci komputera odpowiednie dane i po kilku chwilach komputer podpowiada mu, jaką decyzję w danej sytuacji powinien podjąć. - Komputerowe systemy wspomagania dowodzenia i kierowania środkami walki informują oficera o stanie sił własnych, sił nieprzyjaciela, a na elektronicznej mapie sztabowej pokazują ukształtowanie terenu, na którym prowadzone są działania. Na podstawie tych i wielu innych informacji pomagają mu wydawać rozkazy - tłumaczy płk Krawczyński.

Szybciej niż pocisk
Jednym z najważniejszych czynników decydujących o powodzeniu w walce jest szybkość uzyskiwania informacji o ruchach wroga. Aby zniszczyć samolot czy rakietę nieprzyjaciela, obieg informacji o zagrożeniu, podjęcie decyzji i przekazanie ustaleń do poszczególnych jednostek muszą być szybsze niż nadlatujące pociski. - Tu nie wystarczą tradycyjne sposoby łączności. Współczesny samolot w ciągu minuty przelatuje około 20 km. My musimy być szybsi. Pomagają nam w tym komputerowe systemy dowodzenia. Jeżeli zauważę samolot nieprzyjaciela, nie muszę podawać informacji o jego współrzędnych i rodzaju broni, jaką należy go zniszczyć. Zrobi to za mnie komputer i wszystkie te informacje przekaże jednostkom, których zadaniem będzie jego zniszczenie - tłumaczy generał brygady Wojciech Wojciechowski, szef Zarządu Łączności i Informatyki SG WP.

Elektroniczne bunkry
Skoro na współczesnym polu walki tak olbrzymią rolę odgrywają informacja oraz systemy komputerowe, najskuteczniejszą formą ataku staje się przechwycenie danych i uszkodzenie infrastruktury informatycznej przeciwnika. Dziś oddziały odpowiedzialne za sabotaż składają się głównie z wykwalifikowanych informatyków, którzy nie muszą narażać życia na tyłach przeciwnika. Aby się przed nimi zabezpieczyć, nawet w warunkach pokoju wszystkie dane o potencjale bojowym, alokacji jednostek czy planach taktycznych są chronione za pomocą najnowszych metod kryptograficznych. - Pliki z tego typu informacjami nie mogą być przechowywane w pamięci zwykłego komputera, gdyż za pomocą specjalnych urządzeń można je bez problemu odczytać nawet z odległości kilkuset metrów - tłumaczy Wiesław Krawczyński. W Polsce znajduje się kilkadziesiąt elektronicznych bunkrów, czyli pomieszczeń wyposażonych w tzw. komputery tempestowe, uniemożliwiające osobom niepowołanym dostęp do zapisanych w nich danych. - Do pomieszczeń, w których stoją, nie można niczego wnosić. W oknach zainstalowana jest specjalna folia, a na kaloryferach odpowiednie ekrany chroniące przed wydostawaniem się fal elektromagnetycznych. Nikt nie ma dostępu do wszystkich funkcji takiego komputera, nawet administrator systemu. Komputer tempestowy znajdujący się w Sztabie Generalnym służy nam między innymi do przesyłania tajnych informacji do centrali NATO i cały czas jest wykorzystywany - uchyla rąbka tajemnicy płk Krawczyński.

Wirtualne poligony
"Im więcej potu na poligonie, tym mniej krwi na wojnie" - brzmi wojskowe porzekadło. Traci ono na aktualności, ponieważ walkę za pomocą systemów wspomagających dowodzenie ćwiczy się w pracowniach komputerowych, gdzie raczej nikt się przesadnie fizycznie nie wysila. Do 2006 r. ma powstać w naszym kraju Centrum Symulacji i Gier Wojennych. Kadra dowódcza będzie tam rozgrywać wirtualne bitwy. Podobne centrum funkcjonuje już na niemieckim poligonie w Kaiserslautern. Podczas gry wojskowi mają do dyspozycji nawet 60 tys. pojazdów bojowych. Grać mogą również minister obrony narodowej i szef sztabu. - Graliśmy już z naszymi partnerami z NATO - mówi płk Krawczyński. - Nie mieliśmy większego kłopotu z samą grą. Największym problemem była bariera językowa, ponieważ obowiązywał nas angielski. Pomału zaczynamy jednak przełamywać i tę barierę - zapewnia Krawczyński. Symulacje komputerowe od kilku lat wykorzystuje już podczas szkoleń nasza marynarka wojenna, lotnictwo oraz obrona powietrzna.
Ćwiczenia prowadzone na cyfrowych poligonach są o wiele tańsze niż te, które odbywają się w tradycyjny sposób. - Wystrzelenie jednego pocisku kosztuje prawie tyle samo, ile zakup nowego samochodu. Technika komputerowa pozwala te koszty redukować bez uszczerbku dla jakości szkolenia - przekonuje Wiesław Krawczyński. - Dziś trudno wyprowadzić na poligon całą dywizję. W ten sposób nie przeprowadza się już szkoleń nawet w państwach o wiele bogatszych niż Polska - dodaje gen. Wojciechowski.

Więcej możesz przeczytać w 24/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.