Wielki Brat Zakonny

Wielki Brat Zakonny

Dodano:   /  Zmieniono: 
Cielesne życie duchowieństwa z ochotą podglądano przez całe wieki
To, co się dzieje za murami, w odciętych od świata wspólnotach, zawsze podsycało wyobraźnię. Największych podniet dostarczała izolowana egzystencja duchowieństwa. Tajemniczość bytowania w klasztorach i biskupich pałacach dawała pole do najbardziej fantastycznych wyobrażeń i opowieści o uprawianym tam wyrafinowanym i wyuzdanym seksie.

Zakazane związki
Zaczęło się od ustanowienia celibatu, co nastąpiło dość późno. Dopiero w 1139 r. drugi sobór laterański zdelegalizował małżeństwa osób duchownych. Dla księży był to prawdziwy dramat. Z dnia na dzień ich dzieci stały się bastardami, straciły prawo do obejmowania funkcji kościelnych, czasami wraz z matkami oddawano je w niewolę. Pierwsze próby wprowadzenia celibatu na ziemiach polskich podjął pochodzący z Francji wrocławski biskup Walter po 1148 r. Te starania trwały przez całe XII i XIII stulecie. W 1215 r. czwarty sobór laterański raz jeszcze potwierdził, że małżeństwa duchownych są nieważne. Żony księży zaczęto traktować jak konkubiny. Zakazy ich posiadania pod groźbą ekskomuniki, więzienia, kar cielesnych i utraty beneficjum ogłaszano przez całe średniowiecze, ostatni raz jeszcze w 1459 r. Zachowane akta sądów konsystorskich nie pozwalają ocenić, jak dalece rozpowszechniony był konkubinat księży. Zdarzało się jednak, że księża mieli po kilka partnerek, na przykład Bernardowi z Pobiedzisk w 1439 r. zarzucono związki z trzema kobietami - nie wiadomo, czy jednoczesne. Trzy konkubiny miał też ponoć Mateusz, pleban w Kwilczy w 1444 r. Na synodzie diecezji włocławskiej w 1497 r. 24 duchownych ukarano za wystąpienie przeciwko zasadzie celibatu.
Jak wskazuje Jean Delumeau, problem konkubinatu wśród księży nie zniknął wraz ze średniowieczem. Z wizytacji w niektórych diecezjach w Niderlandach i Niemczech w XVI wieku wynika, że czwarta lub trzecia część księży żyła tam w nielegalnych związkach z kobietami. Najczęściej były to nieformalne małżeństwa, akceptowane przez parafian, a kobieta była jednocześnie gospodynią księdza. Tę sytuację nawet władze kościelne uznawały za nieuniknioną i co najwyżej karały księży grzywnami, nie zmuszając ich do porzucenia konkubin. Oswajanie się duchowieństwa z celibatem było procesem długim i trudnym.

Między panią a plebanem
Równolegle zaczęły się rodzić legendy o rozpuście duchowieństwa. Pierwsza wielka fala krytyki rozwiązłości duchowieństwa związana była z upowszechnieniem druku i potępieniem błędów Kościoła w dobie reformacji. Autorami paszkwilanckich niejednokrotnie druków byli najczęściej protestanci. Kolejny festiwal erotyki kościelnej nastąpił w XVIII stuleciu, kiedy pisarze chętnie umieszczali akcje książek w klasztorach, a plebanów o światowych manierach czynili uwodzicielami.
Honoré de Mirabeau, znany polityk doby rewolucji francuskiej, w powieści "Moje nawrócenie" (1783) dawał taki oto portret księżowskiego temperamentu: "Ksiądz Ricaneau, postać doskonale wszystkim znana, od dłuższego już czasu zabiegał o uzyskanie nowego beneficjum. Wprawdzie to, które miał, było całkiem dobre, niemniej drogi księżulek, obdarzony cnotą rozrodczości, regularnie każdego roku płodził czworo dzieci, a ponieważ z zasady był sumienny, dlatego płacił za okres pozostawania niemowląt u mamki, zanim jeszcze powiększyły one grono sierot". Na temat pensjonariuszek żeńskiego klasztoru otrzymujemy porcję niezbyt stosownych zachwytów: "Jakaż to przyjemność znaleźć się w seraju, gdzie dwadzieścia młodych mniszek ubiega się o nagrodę piękności! Ich spojrzenia, które nie prowokują tak jak wzrok światowych kobiet, wyrażają tkliwe rozmarzenie". Jak powiada Mirabeau, ślubowanie Bogu nie pozbawia dziewcząt cielesności. "Doprowadza to wyłącznie do pozornego uśpienia namiętności, rozbudzenia pragnień, do coraz większego ich rozpalenia... Rozumiesz teraz, skąd biorą się te rozstrojone nerwy, spazmy etc., na starość zaś jędzowatość, rozdrażnienie, zgorzkniałość i zrzędliwość". Zdaniem autora, właśnie z niespełnionej seksualności brało się zarówno rzekome opętanie przez szatana, jak i święte wizje. Co do zakonników, to - jak powiada Mirabeau - "zawsze byli oni otaczani szacunkiem przez niewiasty, w mniejszym stopniu przez ich mężów". Występujący w książce prowincjał zakonu kordelierów wspomina, jak w młodości został znieprawiony przez swoich współbraci.

Z życia zakonnego
Opisy rozwiązłości duchowieństwa były wprawdzie karykaturalne, ale nie całkiem wyssane z palca. Musimy pamiętać, że w dawnym świecie mnisi i księża stanowili znacznie poważniejszy odsetek społeczeństwa niż współcześnie, wielu trafiało też do stanu duchownego zupełnie bez powołania. Dla osób pochodzenia nieszlacheckiego sutanna była narzędziem życiowej kariery i awansu społecznego. W tej sytuacji zdarzało się, że względy religijne schodziły przy wyborze profesji na plan dalszy. Denis Diderot swoją powieść "Zakonnica" (1760) poświęcił całkowicie pozbawionej powołania dziewczynie, którą matka oddała do zakonu, aby zaoszczędzić na posagu. I w tej osnutej na prawdziwych wydarzeniach opowieści znajdziemy relacje o "bezeceństwach", które zakonnice wyczyniają same z sobą lub też "kochając inaczej". Te opowieści o wyczynach erotycznych mniszek były także częścią właściwej oświeceniu filipiki przeciwko życiu klasztornemu. Diderot pisał: "Człowiek stworzony jest do życia w społeczeństwie; odłączcie go, izolujcie, jego pojęcia się rozprzęgną, charakter się spaczy...". Oświecenie straciło zrozumienie dla mnisiej kontemplacji, osoba duchowna miała być przede wszystkim użyteczna i najlepiej by było, gdyby zajęła się edukacją chłopów.
"Zakonnica" była jednym z niezliczonych "reportaży" z życia zakonnego. Perwersyjną wizję wyuzdanych praktyk zakonników przedstawił w "Justynie" markiz de Sade. Niewinna i pobożna dziewczyna trafia do klasztoru benedyktynów. Czterech zakonników gra rolę pobożnych, pełnych pokory i żyjących w ubóstwie. Za murami klasztoru kryją się jednak luksusowe apartamenty, w których mnisi prowadzą wyuzdane życie libertynów. Utrzymują tam harem złożony z kilkunastu młodych dziewcząt, zwabionych podstępem lub porwanych. Nie wystarcza im już ich zwykłe wykorzystywanie, czerpią radość ze stosowanych wobec nich perwersyjnych i sadystycznych praktyk.
Tematowi rozwiązłości panującej w klasztorach żeńskich poświęcone były również takie dziełka literackie, jak "Wenus w klasztorze" księdza Jeana Barrina czy "Obraz obyczajów naszych czasów" Crebillona. W tym ostatnim wychowywane w klasztorze bohaterki wchodzą w życie małżeńskie całkiem niedoświadczone tylko dlatego, że nie mają pojęcia o stosunkach heteroseksualnych. Inny motyw wykorzysta Crebillon w upozowanej na orientalną opowieść "Sofie" (1741). Pod postacią bramina ukazał tam młodego księdza, który włóczy się po salonach Paryża i zdobywa wdzięki młodych dam, pozorując troskę o ich dusze.

Księża in flagranti
Fantazje na temat wyczynów alkowianych duchowieństwa pojawiały się nie tylko w mającej wówczas dosyć elitarny charakter literaturze, ale także w docierających do ludu teatrach jarmarcznych. Sebastian Mercier tak charakteryzował treść tych przedstawień: "Ksiądz uskarża się na zbytnią łatwość posiadania kobiet i trudności w zdobywaniu przeorysz". Żadna z tych opowieści nie odzwierciedlała jednak powszedniego życia zakonnego, które było zbyt "nudne" na temat literacki. W Paryżu lat 1760--1772, stolicy europejskiej swawoli, policja przyłapała in flagranti 77 zakonników, 25 księży i kilku biskupów. Niewątpliwie nie jest to chwalebna statystyka, lecz wynika z niej, że w mieście, w którym mieszkała wielotysięczna rzesza duchowieństwa, odnotowywano rocznie około dziesięciu ekscesów seksualnych kleru. Obfite sprawozdanie o roli seksualności w dziejach Kościoła znajdziemy w książkach Karlheinza Deschnera i Uty Ranke-Heinemann. Dla odmiany z wydanej niedawno książki o polskich klasztorach żeńskich w XVII-XVIII wieku autorstwa benedyktynki Małgorzaty Borkowskiej wynika, że u nas mniszki nie miały w ogóle żadnych problemów z seksualnością. Rodzima zakonnica miała ciało wyłącznie od pasa w górę.
W świetle dawnych fantazji o tytanach seksu w sutannach i habitach dzisiejszy Kościół jawi się jako wzór cnót wszelakich, a podejrzliwość, z jaką publiczność przygląda się księżym gosposiom, jest bladym cieniem wizji niegdysiejszych orgii. Kościół dostarcza dziś podniet innej natury. Bardziej ekscytujące niż seksualne wyczyny są polityczne ekscesy niektórych hierarchów i dociekania na temat prawdziwych czy wyimaginowanych bogactw zakonów i plebanii.

Więcej możesz przeczytać w 24/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0