Organy wzajemnego ścigania

Organy wzajemnego ścigania

Dodano: 
Zabawa w policjantów i złodziei autorytetu państwa
Mariusz Szekiel, aresztowany zastępca szefa katowickiej delegatury UOP, prowadził dochodzenie w sprawie przecieków ze śledztwa dotyczącego Andrzeja Hurasa, byłego wiceprezesa Sądu Okręgowego w Katowicach. Dowiedzieliśmy się, że Szekiel ustalił, iż dwóch prokuratorów z Katowic oraz trzech z Gdańska przekazywało zainteresowanym informacje z przebiegu śledztwa.

Pierwszy przeciek wykryty przez Szekiela dotyczył zeznań Jana Frasa. Następnego dnia po ich zaprotokołowaniu do zainteresowanych dzwoniono z prokuratury, podając szczegóły. Następnie Szekiel ustalił, że przecieki mają regularny charakter i dotyczą zarówno prokuratury w Katowicach, jak i w Gdańsku. Przypomnijmy, że sędzia Huras prowadził interesy z Krzysztofem Porowskim, aresztowanym śląskim biznesmenem. Po uchyleniu immunitetu sędziowskiego prokuratura chce przedstawić Andrzejowi Hurasowi m.in. zarzut przyjęcia od Porowskiego 100 tys. dolarów i mercedesa w zamian za wydanie korzystnych decyzji dotyczących firm biznesmena.
Podejrzewani przez oficera prokuratorzy postanowili udowodnić, że to on działał niezgodnie z prawem. Prokuratura zarzuciła Szekielowi, że od czerwca 2000 r. do kwietnia 2001 r. utrudniał postępowanie w sprawie Centrozapu i uprzedził prezesa tej firmy o planowanym terminie jego zatrzymania. Ponadto miał grozić funkcjonariuszom UOP wyrzuceniem z pracy, jeżeli w postępowaniu znajdzie się materiał nadający prezesowi inny status niż świadka. Problem polega na tym, że Szekiel przedstawił swoje podejrzenia i zgromadzone dowody przełożonym, zanim prokuratura przedstawiła mu zarzuty. Dlatego tak zdecydowanie bronią go Zbigniew Nowek, szef UOP, Janusz Pałubicki, minister-koordynator służb specjalnych, oraz sam premier Jerzy Buzek. Namówieni do złożenia obciążających zeznań funkcjonariusze UOP nie znali całego kontekstu śledztwa, dlatego mogli błędnie interpretować posunięcia swojego przełożonego.

Czy prokurator ma zawsze rację?
W sporze z UOP Lech Kaczyński popiera prokuratorów, bo od chwili objęcia funkcji ministra podejrzewa urząd o inspirowanie różnych politycznych działań, w tym filmu "Dramat w trzech aktach", nadanego niedawno w dwóch odcinkach przez telewizję publiczną. Kiedy w styczniu tego roku sejmowa Komisja ds. Służb Specjalnych poprosiła o dowody nielegalnych działań UOP, minister ich nie przedstawił. Mało tego, członkowie komisji i oficerowie urzędu uznali, że prokuratorzy nie rozumieją zasad pracy operacyjnej i biorą za nielegalne działania to, co jest zwykłą grą operacyjną. Ofiarą tego niezrozumienia padli także oficerowie Centralnego Biura Śledczego w Warszawie i Olsztynie. Piotr Wróbel, były szef warszawskiego oddziału CBŚ, został na przykład aresztowany pod zarzutem współpracy z gangiem pruszkowskim, chociaż to on miał największe osiągnięcia w inwigilacji tej grupy.
- Można powiedzieć, że dzięki pracy Szekiela udało się zrealizować kilka dużych spraw gospodarczych, w tym Centrozapu i Porowskiego. W nagrodę postawiono mu zarzuty o utrudnianie śledztwa. To absurd. Podobnym absurdem są zarzuty wobec naszego kolegi Piotra Wróbla - mówi wysoki funkcjonariusz CBŚ. UOP broni swojego oficera, przedstawiając przebieg wydarzeń: 16 kwietnia 2000 r. wpłynął z UOP do prokuratury udokumentowany wniosek o zatrzymanie i przedstawienie zarzutów sześciu osobom, z prezesem Centrozapu na czele. - Do końca marca 2001 r. poza zmianą prokuratora w tej sprawie nie działo się nic, aż do decyzji o zatrzymaniu prezesa, do którego doszło 12 marca - mówi jeden ze współpracowników Mariusza Szekiela. Obecnie prezes przebywa na wolności, zaś oficer, który zebrał przeciwko niemu obciążające dowody
- w areszcie. Na nic zdały się poręczenia wszystkich szefów delegatur. W sprawie Piotra Wróbla osobiste poręczenie oferował Marek Biernacki, szef MSWiA. Bezskutecznie. Oficer CBŚ pozostał w areszcie, mimo że Jarosław Sokołowski ("Masa"), którego do współpracy z policją zwerbował właśnie Wróbel, odwołał swoje zarzuty wobec policjanta.

Zimna wojna
Ta sytuacja doprowadziła do zimnej (a momentami otwartej) wojny między różnymi organami ścigania. W konflikcie między UOP i prokuraturą Centralne Biuro Śledcze raz jest sprzymierzeńcem jednych, raz drugich. Kiedy aresztowano Piotra Wróbla, UOP solidarnie wspierał CBŚ. W sprawie Porowskiego policjanci sprzymierzyli się z prokuraturą. Powstała więc nienormalna sytuacja, w której różne organy ścigania nie tylko z sobą rywalizują, ale wręcz zbierają na siebie "haki".
Nie bez znaczenia są też w tej wojnie motywy osobiste. Prokuratorzy sugerują, że Zbigniew Nowek, szef UOP, ma im za złe aresztowanie swojego brata (w związku z fałszowaniem proszku do prania). Lech i Jarosław Kaczyńscy obciążali z kolei Pałubickiego, a także Nowka odpowiedzialnością za nieudostępnianie wszystkich materiałów ze śledztwa w tzw. sprawie inwigilacji prawicy. Politycy Prawa i Sprawiedliwości domagają się potwierdzenia, że na początku lat 90. UOP organizował prowokacje zagrażające życiu i zdrowiu polityków dawnego PC czy ROP. Według UOP, to zwykłe insynuacje. Wzajemne uprzedzenia sprawiają jednak, że niektóre śledztwa stanęły w miejscu, bo prowadzący je obawiają się oskarżeń o matactwa bądź działanie na polityczne zamówienie.

Współpraca, czyli obstrukcja
Premier Buzek zapewnił wprawdzie, że ministrowie Kaczyński i Pałubicki przyrzekli mu, iż będą współpracować, jednak w praktyce taka współpraca jest mało prawdopodobna. - W styczniu nasza komisja spotkała się z premierem Buzkiem w sprawie wypowiedzi ministra Lecha Kaczyńskiego, który posądzał UOP o spisek. Minister nie przedstawił wówczas żadnych dowodów - mówi Jan Lityński (UW), członek sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych. - Wyglądało to po prostu na personalny konflikt między ministrami. Premier nie podjął żadnej radykalnej decyzji. Podobnie zrobił teraz.
- Moim zdaniem, wnioski wyciągnięte przez premiera powinny być bardziej radykalne. Interes bezpieczeństwa państwa został naruszony przez jednego z ministrów i ten minister powinien zostać usunięty ze stanowiska - twierdzi poseł Konstanty Miodowicz (PO), przewodniczący sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych. - Premier obiecywał nam, że odbędzie rozmowy z ministrami i że żadnych konfliktów nie będzie. Okazało się, że to tylko słowa. Każda ze stron sporu będzie przecież chciała za wszelką cenę udowodnić, że to ona ma rację. Będą wyciągać na światło dzienne różne sprawy, które mają w zanadrzu - dodaje Zbigniew Siemiątkowski (SLD), członek tej samej komisji. Oznacza to groźbę ujawniania kolejnych "haków" w nadchodzących tygodniach.

Okładka tygodnika WPROST: 27/2001
Więcej możesz przeczytać w 27/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0