Iluzja trzeciej generacji

Iluzja trzeciej generacji

Dodano:   /  Zmieniono: 
Największym europejskim telekomom zajrzało w oczy widmo bankructwa
Szefowie europejskich telekomów jak wytrawni hazardziści postawili w ubiegłym roku wielkie pieniądze na telefonię komórkową i dostęp do Internetu. Dziś wiadomo, że to był błąd. Z miesiąca na miesiąc spadają ich wyceny. Nie ma miliardowych zysków, które zapowiadano jeszcze kilkanaście miesięcy temu. I nie wiadomo, czy kiedykolwiek uda się je uzyskać.

Wyścig w wydawaniu pieniędzy
Wyścig rozpoczął Chris Gent z Vodafone. W jego ślady poszedł Ron Sommer z Deutsche Telekom, a za nimi podążył Michel Bon z France Telecom. Strategia wydawała się prosta: pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Najpierw wydać 50-200 mld USD na przejęcie mniejszych operatorów, następnie zapłacić, ile trzeba, by zdobyć licencję na telefonię trzeciej generacji, by w końcu zaproponować liczne usługi internetowe i zacząć budować w Europie sieci łączności warte setki miliardów dolarów.
W ubiegłym roku na hasło 3G (trzecia generacja) otwierały się portfele największych inwestorów. Nikt z nich nie wątpił, że telefonia komórkowa trzeciej generacji to znakomity interes, szefowie telekomów zacierali ręce, szykowały się wielkie fuzje. Tego optymizmu nie podzielały co prawda banki, które żadnemu z operatorów nie udzieliły kredytu na licencje i inwestycje w 3G, ale nawet to nie przerażało telekomunikacyjnych magnatów. Pieniądze musiały się znaleźć, bo gigantyczne zyski zdawały się być w zasięgu ręki.
W październiku ubiegłego roku gorączka przetargów na licencje na telefonię 3G, zwaną u nas UMTS, osiągnęła apogeum i nie wydawało się, że przysporzy ona kłopotów największym europejskim graczom.

2,5 G wygrywa z 3G
- Największym konkurentem 3G jest 2,5G - uważa Nick Jones, naukowiec z brytyjskiego oddziału firmy doradczej Gartner Group Inc. 2,5G jest stadium pośrednim między GSM a 3G. Firmy, które nie zdobyły licencji, stawiają na 2,5G, która była od dawna planowaną modernizacją systemu telefonii komórkowej w Europie. To niespodziewane zagrożenie i kłopot dla europejskich gigantów telekomunikacyjnych, które prawie bez wyjątku postawiły na UMTS. Deutsche Telekom, France Telecom, brytyjski Vodafone, hiszpańska Telefonica i inni wydali łącznie ponad 95 mld USD na licencje na 3G w nadziei, że nowe szybkie łącza spowodują rozwój od dawna zapowiadanych bezprzewodowych usług internetowych i powstrzymają spadek dochodów z usług telekomunikacyjnych.
Na budowę infrastruktury 3G potentaci będą musieli wydać 125 mld USD, a na marketing kolejne miliardy dolarów - wylicza analityk z Durchlacher Research Ltd. W efekcie ich łączne zadłużenie może być tak wielkie - zwłaszcza jeśli 3G nie wystartuje tak szybko, jak się spodziewano, czyli w 2003 r. - że staną przed koniecznością dokonywania fuzji, a niewykluczone, że i w obliczu ruiny finansowej. Opinie te zdaje się potwierdzać tegoroczny kongres operatorów telefonii komórkowej w Cannes. Tam po raz pierwszy jako datę komercyjnego udostępnienia usług 3G podano rok 2005 bądź 2006.
W 2000 r. w zamieszaniu związanym z 3G znaczenie 2,5G pomniejszano. A ta technologia oznacza w stosunku do GSM wielki postęp, bo na przykład serwisy informacyjne, wyniki sportowe i informacje o sytuacji na drogach przesyłane są innym kanałem niż rozmowy i są dostępne w każdej chwili, gdy telefon jest włączony. Nie trzeba - w przeciwieństwie do technologii WAP - łączyć się z numerem dostępowym, by móc wysyłać i odbierać dane.
Holenderski operator KPN Mobile ocenia, że nowe usługi 2,5G, które uruchomi w tym roku, zwiększą jego dochody w przeliczeniu na abonenta o 35 proc. Durlache Research szacuje, że usługi inne niż łączność głosowa do 2005 r. przyniosą europejskim operatorom komórkowym ponad 70 mld USD, czyli zaledwie kilka procent ich ogólnych przychodów.

Deutsche Telekom bez kapitału
Przychody z 2,5 G, a potem z 3G to na razie pieśń przyszłości. Dziś dla głównych rozgrywających na europejskim rynku telekomunikacyjnym - Deutsche Telekom, France Telecom, brytyjskich operatorów Vodafone i British Telecom oraz holenderskiego KPN i francuskiego Vivendi - najważniejsza jest telefonia stacjonarna i komórkowa w standardzie cyfrowym (GSM).
Żaden z tych koncernów nie jest już operatorem narodowym, jak nasza TP SA. Wszystkie stały się firmami transnarodowymi, ale jednocześnie, po liberalizacji europejskiego rynku łączności w 1995 r., utraciły dominującą pozycję w swoich krajach. Najbardziej jest to widoczne w Niemczech, gdzie Deutsche Telekom utracił prawie jedną trzecią rynku na rzecz mniejszych operatorów, ale wciąż pozostał gigantem na skalę światową, zajmując w 2000 r. szesnastą pozycję w opracowanym przez "Business Week" rankingu 1000 największych firm świata. Na koniec 2000 r. wartość rynkowa DT wyniosła 187,2 mld USD, a jego obroty - 33 mld USD. Deutsche Telekom nadal ma 50 mln abonentów sieci stacjonarnej, 30 mln abonentów telefonii komórkowej (T-Mobile) i może się poszczycić 8 mln podłączeń do Internetu. W zeszłym roku miał jednak olbrzymie wydatki. 80 mld USD kosztowało go przejęcie brytyjskiego operatora komórkowego One2One i zakup amerykańskiej firmy VoiceStream Wirless Corp. Na same licencje na 3G w Wielkiej Brytanii i w Niemczech prezes DT Ron Sommer wydał 13 mld USD. Wielkie zakupy i walka z konkurencją na niemieckim rynku spowodowały, że koncern zadłużył się na 57 mld euro. Z tego też wynikały opory DT przed zakupem wartej 650 mln euro licencji UMTS w Polsce. Ma on 22,5 proc. udziałów w Polskiej Telefonii Cyfrowej, operatorze sieci Era, która licencję na UMTS uzyskała pod koniec ubiegłego roku. Tuż przed rozstrzygnięciem przetargu widać było gorączkowe zabiegi DT, aby zmniejszyć opłatę koncesyjną lub przynajmniej rozłożyć ją na korzystniejsze raty. Podobne zabiegi czynił także europejski konkurent DT, a zarazem udziałowiec Polkomtela, operatora sieci Plus GSM - Vodafone. Powód był prosty: gigantyczne inwestycje na paneuropejskim rynku były dla tych firm nie do udźwignięcia bez konsekwencji dla ich kondycji finansowej i kursu akcji. Zresztą już pod koniec roku notowania akcji Deutsche Telekom na frankfurckiej giełdzie drastycznie spadły, co może w perspektywie spowodować kłopoty z pozyskaniem kapitału.

France Telecom przeinwestował
France Telecom, którego obroty w 2000 r. wyniosły 25 mld USD, a wartość rynkowa - 148 mld USD, zajmuje 25. miejsce w rankingu największych firm świata. Francuski koncern zaangażował się w przetargi na telefonię 3G niemal w całej Europie. Jednym z warunków kupienia przez Francuzów akcji TP SA była obietnica przyznania naszemu narodowemu operatorowi licencji na UMTS i to przede wszystkim brano pod uwagę przy wycenie jego wartości. Ubiegłoroczną euforię ochłodziły tegoroczne wyniki i realne perspektywy wprowadzenia telefonii trzeciej generacji, co spowodowało, że Francuzi zaczęli się wahać, czy dokupić kolejny, dziesięcioprocentowy pakiet akcji TP SA.
Graczem na skalę światową stał się w ciągu ostatnich paru lat brytyjski Vodafone Airtouch, szósta firma na świecie o wartości 277 mld USD. Vodafone ma udziały w kilkunastu europejskich telekomach - w Niemczech i krajach Europy Środkowej, w tym w polskim Polkomtelu, operatorze sieci Plus GSM. British Telecom, który skoncentrował się na krajowym rynku, w ubiegłym roku był wyceniany na 93 mld USD.

Soldy telekomunikacyjne
W tym roku z pewnością sytuacja wielu telekomów się pogorszy - stracą na wartości, a dynamika zysków będzie niższa. Wystraszeni rosnącymi wydatkami i mglistymi perspektywami dochodów inwestorzy przyczynili się do spadku o połowę kursu akcji spółek telekomunikacyjnych. Jeszcze gorsze jest to, że agencje ratingowe obniżyły ocenę wielu operatorów, m.in. France Telecom. Według agencji Standard & Poors, to samo czeka wkrótce DT. Obniżenie ocen doprowadzi z pewnością do podwyższenia kosztów działalności.
Branża telekomunikacyjna stara się z całych sił poprawić swą sytuację finansową. Spółki telefoniczne wydzielają jednostki prowadzące działalność uboczną, w tym portale internetowe. Byli liderzy krajowi, w tym szwedzka Telia i Telecom Italia, ustawiają się w kolejce do fuzji, stanowiących szybki sposób zdobycia nowych rynków i obniżenia kosztów rozwoju.

Zgniłe złote jajo
Problemy telekomów z rosnącym zadłużeniem są niczym wobec ryzyka związanego z UMTS. Eksperci powtarzają, że nowy standard może wejść do użytku dopiero w 2004 r. Europejscy operatorzy chytrze liczą jednak na to, że popularność usług 2,5G będzie tak duża, iż w pewnym momencie dojdzie do przeciążenia sieci bezprzewodowych i abonenci zdecydują się na 3G. Na razie tuczona pieniędzmi inwestorów telekomunikacyjna kura nie znosi złotych jaj. I nie wiadomo, czy w ogóle będzie do tego zdolna.

Więcej możesz przeczytać w 27/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0