Porządek

Porządek

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nasi politycy stracili odporność na władzę

Polska nierządem stoi. Liberum veto - ta straszna zasada szlacheckiej wolności - zniszczyła jedną z najstarszych europejskich demokracji. Potem przyszło liberum conspiro. Zwalniało od odpowiedzialności w stosunku do państwa pod zaborem. W latach 80. pognębiło nas liberum mediatio, paktowanie z komunistami bez zastanowienia się nad minimum demokratycznej legitymacji. Zaowocowało to brataniem się ofiar z prześladowcami. Unia Wolności pije teraz kielich goryczy.
I tak jak kiedyś musieliśmy ponieść fatalne skutki gadulstwa nie liczących się z nikim szlachetków, tak dzisiaj politycy czują się zupełnie nieodpowiedzialni za wypowiadane obietnice, opinie i deklaracje. W polskiej polityce zapanował nowy typ AIDS. Nasze życie publiczne pokazuje, że politycy stracili odporność na władzę. Władza uderza do głowy jak woda sodowa, pod której wpływem języki się rozwiązują, a normy uczciwości ulegają zachwianiu. Władza staje się celem samym w sobie, który usprawiedliwia wszystko. A prawdziwy cel - dobro państwa - znika coraz głębiej i głębiej w czeluściach tymczasowych układów i przetasowań. Już niemal nikt nie działa pro publico bono.
Nadchodzą wybory. Na kogo głosować, jeśli jest się w centrum lub na prawo od centrum? Co pozostaje wyborcy, który obserwuje, jak partia deklaruje coś, czego nie robi, a jej przywódcy i posłowie nie czują się w żadnym stopniu odpowiedzialni za słowa wypowiadane wobec elektoratu?
Z jednej partii pączkują dziesiątki innych, niby-nowych, ale przecież wciąż pełnych tych samych twarzy. I politycy z zadowoleniem umywają ręce - nie rozliczają się ze swoich obietnic sprzed czterech lat. Scena polityczna zaroiła się od przywódców, z których każdy aspiruje do najwyższych funkcji publicznych. I tylko nie bardzo wiadomo, kto stanowi tło dla tak znakomitych osobistości, które nie ustają w wymyślaniu haseł służących reklamie podobnych programów i podobnych postulatów.
Zagubiony wyborca patrzy więc ze zgrozą, jak słowa są rzucane na wiatr. Aż w końcu zrezygnowany machnie ręką na jedyny dostępny mu sposób komunikowania się ze światem polityki, jakim są (wrześniowe) wybory. Mój program Prawej Polski się nie zmienił: przede wszystkim żyć w pozycji wyprostowanej, jak przystało gatunkowi Homo erectus.
Więcej możesz przeczytać w 27/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0