Sprzedawcy ponurych scenariuszy

Sprzedawcy ponurych scenariuszy

Dodano: 
Z raportu Europejskiej Agencji Środowiska: rzeki, morza, deszcze i atmosfera stają się czystsze
Nasza planeta jest w fatalnym stanie: zatrute morza, zdewastowane lasy, kwaśne deszcze i coraz cieńsza warstwa ozonu - tak brzmi credo radykalnych obrońców środowiska. Autorzy ponurych wizji, według których odziedziczyliśmy raj na Ziemi, a pozostawimy tylko sterty śmieci, coraz częściej jednak doznają zawodu. To zaskakujące, ale stan naszej planety się poprawia.
Oficjalne statystyki międzynarodowe stały się podstawą książki duńskiego naukowca Björna Lomberga. Pracę, która została już opublikowana w Danii, ma zamiar wydać brytyjskie Cambridge Press. "The sceptical enviromentalist" ("Sceptyczny ekolog") obala większość twierdzeń przez wiele lat uważanych za oczywiste. Wbrew alarmistycznym przewidywaniom tzw. radykalnych ekologów okazuje się, że na przykład całkowita powierzchnia lasów nie zmieniła się od II wojny światowej i stanowi około 30 proc. lądów. W Stanach Zjednoczonych i Kanadzie w ciągu ostatnich czterdziestu lat obszary leśne zostały powiększone, Wielka Brytania ma ich więcej niż dwieście lat temu, a powierzchnia lasów tropikalnych nad Amazonką zmniejszyła się zaledwie o 15 proc.

Nie spełnione prognozy zagłady
Nie jest też prawdą, że homo sapiens w wielkim stopniu przyczynia się do wymierania innych organizmów. Dwadzieścia lat temu Norman Myers, sztandarowa postać ruchu ekologów, twierdził, że każdego roku ginie na skutek ludzkiej dominacji 40 tys. gatunków zwierząt i roślin, inni mówili nawet o 250 tys. i przestrzegali, że połowa wszystkich gatunków wymrze w ciągu pięćdziesięciu lat. Dziś Światowa Unia Ochrony Gatunków ocenia tę liczbę na mniej więcej 0,08 proc. rocznie. Wielorybów nie ma już na liście zagrożonych gatunków, słonie rozmnożyły się ponad miarę, podobnie chronione orły.
W morzach wokół naszego kontynentu stężenie pierwiastków ciężkich, takich jak kadm czy rtęć, spadło o 80 proc. Najbardziej widoczne jest zmniejszenie zanieczyszczenia powietrza w krajach rozwiniętych. Czystsze paliwo i restrykcyjne przepisy ograniczające emisję spalin robią swoje. W Londynie poziom dwutlenku siarki w powietrzu jest tak niski jak w XVI wieku. Wniosek z ostatniego raportu Europejskiej Agencji Środowiska: rzeki, morza, deszcze i atmosfera stają się coraz czystsze.

Ekolodzy potrzebują pieniędzy
Wiele groźnych przewidywań ruchu zielonych w ogóle się nie spełniło. Światu nie brakuje energii, udokumentowane zasoby ropy naftowej są coraz większe, a los ludzi poprawia się wszędzie tam, gdzie rozwija się nowoczesna technika - konkluduje prof. Lomberg. Nic dziwnego, że jego książka wywołała, jak to określa brytyjski "The Observer", ogłuszającą burzę protestów ze strony grup ekologów i tzw. bad news people - środowisk żyjących z ponurych przepowiedni. Dotychczas radykalnych zielonych krytykowali politycy prawicowi, którym zawsze można było zarzucić powiązania z biznesem, z lobby naftowym itp. Uderzenie ze strony Lomberga było tym boleśniejsze, że jest on profesorem statystyki, a nie politykiem, i sam był członkiem Greenpeace. "Dziś, kiedy stan środowiska wyraźnie się poprawia, grupy zielonych, dysponujące budżetem setek milionów dolarów rocznie, praktykują nadal taktykę handlowania strachem, aby zachować dotacje" - pisze prof. Lomberg. Podobnego zdania jest jeden z założycieli Greenpeace, Patrick Moore, który odszedł z tego ruchu, nie zgadzając się z jego radykalnymi metodami działania: "Wszystko wskazuje na to, że dziś, gdy większość zagrożeń została podważona, ekolodzy będą musieli sami wymyślać posępne scenariusze zagłady. Takie postępowanie może mieć poważne konsekwencje. Alarm w sprawie ocieplania klimatu (global warming) ma nas przerazić i skłonić do przeznaczenia ogromnych środków na problem widmo, choć nikt nie jest naprawdę pewien zagrożenia".

Wściekłość Przyjaciół Ziemi
W Europie ataki na prezydenta Stanów Zjednoczonych, który nie chce hamować rozwoju amerykańskiej gospodarki, dopóki nie zostanie udowodniony wpływ ludzi na zmiany klimatu, przekroczyły granice przyzwoitości. Francuski prawicowy dziennik "Le Figaro" w tytule o szerokości całej strony ogłosił: "Une décision stupide et irresponsible" ("Decyzja głupia i nieodpowiedzialna"). W tekście dodano do tej oceny jeszcze jedno określenie: "godna pogardy". Autor jest członkiem radykalnego ruchu Des Amis de la Terre (Przyjaciele Ziemi).
Amerykańska dziennikarka Linda Bowles proponuje czytelnikom, żeby sami ocenili politykę owych "przyjaciół" Ziemi. W tym celu publikuje krótki test na temat protokołu z Kioto. Pytanie pierwsze: Ile parlamentów go ratyfikowało? Odpowiedzi do wyboru: 1, 50, 150. Odpowiedź prawidłowa: jeden, rumuński. Pytanie drugie: Jaki odsetek ludności świata nie musi ograniczać emisji gazów cieplarnianych (według protokołu z tego obowiązku zwolnione są państwa rozwijające się): 10 proc., 40 proc. czy może 80 proc.? Odpowiedź poprawna: 80 proc., czyli 135 państw, m.in. Chiny, Indie, Brazylia i Meksyk. Tymczasem, jak się ocenia, światowe zużycie węgla zwiększy się w najbliższych dwudziestu latach o 30 proc., przy czym za 90 proc. tego przyrostu odpowiedzialne będą właśnie Chiny i Indie. Ich wyłączenie z rachunku czyni cały traktat listą pobożnych życzeń.
W dodatku global warming budzi coraz więcej wątpliwości. Naturalna zmienność klimatu jest większa niż sądzono i może mieć - wedle ostatnich wyników badań - istotny związek ze zmianami aktywności Słońca.

Okładka tygodnika WPROST: 28/2001
Więcej możesz przeczytać w 28/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0