Spółka sejmowa

Spółka sejmowa

Dodano: 
Kontrola dochodów parlamentarzystów to fikcja
Przynajmniej trzydziestu posłów zawodowych złamało prawo, które sami ustanowili, gdyż nie zgłosili faktu, że dodatkowo zarabiają poza Sejmem.

Inna rzecz, że ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora, nakazująca powiadomienie marszałka Sejmu lub Senatu o zamiarze podjęcia dodatkowych zajęć, jest dość kuriozalna. Bez zgody marszałka parlamentarzysta może publikować, wykładać, projektować, nie może jednak zajmować się niczym innym. Dlaczego? Tego nikt nie potrafi wyjaśnić. Nadto, nie wiedzieć czemu, w uprzywilejowanej sytuacji są posłowie rolnicy. Ustawa zabrania bowiem prowadzenia działalności gospodarczej, ale nie prowadzenia gospodarstwa rolnego. Dlatego na przykład Roman Jagieliński, były wicepremier, właściciel specjalistycznego 50-hektarowego gospodarstwa sadowniczego, otrzymuje uposażenie posła zawodowego.
Tak czy inaczej, w tej kadencji Sejmu o zamiarze podjęcia dodatkowej pracy - nie na roli i nie objętej prawem autorskim - poinformował z grona posłów zawodowych tylko Zbigniew Janas, przedstawiciel Unii Wolności. Marszałek Sejmu zmniejszył jego uposażenie o 1500 zł, czyli o tyle, ile Janas otrzymuje za zasiadanie w fotelu rady nadzorczej jednej z firm.

Krezusi z Wiejskiej
Nienależne uposażenia posłów zawodowych to jedno, inna sprawa to nadzwyczajne wzbogacenie się niektórych z nich, znacznie przekraczające dochody uzyskiwane z racji sprawowania mandatu. Analiza oświadczeń majątkowych posłów za lata 1998 i 1999 przeprowadzona przez Komisję Etyki ujawniła, że pięciu "zanotowało nie uzasadniony zarobkami przyrost zasobów pieniężnych, mienia ruchomego i nieruchomego". Z naszych ustaleń wynika, że w tej piątce znaleźli się poseł SLD Jerzy Dziewulski oraz Marek Kolasiński z AWS, nie ma w niej natomiast Romualda Szeremietiewa (AWS), odwołanego wiceministra obrony narodowej, którego oficjalne dochody mają się nijak do wydatków poniesionych na zakup działki, budowę domu i kupno samochodu.
Śledztwo w sprawie domniemanego przywłaszczenia przez Jerzego Dziewulskiego 70 tys. zł należących do spółki Art-B zostało na początku lipca tego roku umorzone przez warszawską prokuraturę z powodu przedawnienia. Marek Kolasiński jest z kolei zamieszany w fałszowanie dokumentów i wyłudzanie podatku VAT. Pod takimi zarzutami zostali aresztowani jego syn Marek oraz znajomy - Aleksander Gawronik. Były senator przejął firmę posła Kolasińskiego ItalmarCa, obiecując rodzinie, że będzie się dzielił zyskami pochodzącymi z tytułu zwrotu podatku VAT. Ponadto, zdaniem Komisji Etyki, Kolasiński bezprawnie pobierał uposażenie poselskie, ponieważ prowadził działalność gospodarczą i uzyskiwał z niej dochody. Prawdopodobnie będzie musiał zwrócić Kancelarii Sejmu 250 tys. zł.

Ściśle tajne
O pobieraniu nienależnych wynagrodzeń przez posłów zawodowych wiadomo od lat, lecz nic nie zrobiono, by to zmienić. Wloką się prace nad nowelizacją ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora, która bezwzględnie nakazywałaby parlamentarzystom ujawnienie stanu majątkowego. Ustawa nie musi być lekarstwem na tego rodzaju patologie, jednak może ograniczyć ich zakres. Od dwóch miesięcy nowelizacja ustawy, nad którą pracowały połączone komisje regulaminowa i etyki, czeka na drugie czytanie. W tym czasie uchwalono wiele ustaw przygotowanych ad hoc, na przykład o dodatku dla ojców na wychowanie dziecka, a nowelizacja wciąż czeka. Jeśli ustawa nie znajdzie się w porządku najbliższego posiedzenia, nie ma szans na uchwalenie w tej kadencji.
Na straży poselskiej uczciwości stoi jedynie czteroosobowa sejmowa Komisja Etyki, która nie dysponuje żadnymi narzędziami umożliwiającymi weryfikację oświadczeń majątkowych. Większość posłów argumentuje, że jawność oświadczeń majątkowych może ich narazić na kradzież bądź rozbój. "Konflikt między jawnością życia publicznego a prawem do prywatności osoba publiczna musi zawsze rozstrzygnąć na rzecz jawności życia publicznego" - mówił w Sejmie Grzegorz Schreiber, poseł Prawa i Sprawiedliwości z Komisji Etyki Poselskiej. Na słowach się skończyło.
W naszym kraju majątek publiczny jest lennem przypisanym klasie politycznej. Do Sejmu i Senatu wchodzi się z ustami pełnymi frazesów o uczciwości i przejrzystości sprawowania władzy, a kadencję kończy często z pełną kabzą. Tę ewolucję postaw jasno pokazuje przykład Henryka Goryszewskiego, byłego szefa sejmowej Komisji Finansów Publicznych, który pełniąc tę ważną funkcję - i otrzymując za to wynagrodzenie idące w setki tysięcy złotych - udzielał pomocy prawnej firmom prowadzącym interesy ze skarbem państwa.

Ściśle jawne
Niezależnie od tego, czy uważamy poselskie wynagrodzenia za wysokie, czy niskie, są to publiczne pieniądze i wypadki zawłaszczania nienależnych środków powinny być ujawniane i napiętnowane. W Szwecji, zgodnie z ustawą z 1766 r., wszystkie publiczne dokumenty, czyli także deklaracje podatkowe, jeśli nie są chronione jakimś szczególnym przepisem, są jawne. Każdy może je obejrzeć i nie dotyczy to tylko osób publicznych, ale na przykład sąsiadów. Szwedzi dążą do tego, by podobne regulacje prawne obowiązywały w całej Unii Europejskiej. We Włoszech deklaracje majątkowe składają wszyscy parlamentarzyści. We Francji istnieje specjalna komisja kontrolująca zarobki nie tylko parlamentarzystów, ale również prezesów czterech tysięcy największych przedsiębiorstw i regionalnych działaczy samorządowych. Oni także muszą opisać swój stan majątkowy po zakończeniu kadencji. Deklaracje nie są publikowane, ale za to sprawdzane, i w razie wątpliwości wszczynane jest postępowanie karne. W praktyce jednak różnie z tym bywa.

Rejestr korzyści
Uposażenie zawodowego parlamentarzysty wynosi w Polsce 8 980 zł. Jeśli dodamy do tego dietę (opodatkowaną w niewielkiej części), okazuje się, że wybrańcy narodu otrzymują co miesiąc 11 225 zł. Oprócz tego każdy z nich ma do dyspozycji 9 320 zł na prowadzenie biura. Wielu posłów traktuje te uposażenia jako niewystarczające, dlatego nie gardzi żadnym płatnym zajęciem. Drobny fragment skali tego dorabiania wyłania się z lektury rejestru korzyści. Problemem jest to, że posłowie nagminnie łamią prawo: powinni w ciągu trzydziestu dni wpisać uzyskane korzyści, tymczasem wielu nie robi tego nigdy, a większość sporadycznie. Z rejestru korzyści wynika, że niektórzy posłowie (na przykład Anna Filek z SLD) nie gardzą nawet 500 zł zasiłku z Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Posłowie otrzymują też upominki. Poseł Czesław Bielecki (AWS) odnotował na przykład w rejestrze korzyści, że w czerwcu tego roku otrzymał w prezencie "dla syna od ambasadora Chińskiej Republiki Ludowej laptop Siemens, wartości ok. 9000 zł". Oczywiście nie należy łączyć tego faktu z blokowaniem prac nad deklaracją solidarności polskiego parlamentu z narodem tybetańskim, co zarzucają Bieleckiemu, szefowi sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, posłowie Henryk Wujec z Unii Wolności i Wiesław Walendziak z Prawa i Sprawiedliwości.

Fasadowa kontrola
Do końca lipca posłowie mają złożyć oświadczenia majątkowe za całą kadencję. Dane umożliwiające porównanie stanu majątkowego z 1997 r. i obecnego powinny być udostępnione opinii publicznej przed wrześniowymi wyborami do parlamentu. Wiele wskazuje na to, że większość posłów ten obowiązek po prostu zignoruje i to bez żadnych konsekwencji. Taka sytuacja tworzy korupcyjny klimat w administracji państwowej. Fasadowe są też w dużej mierze instytucje kontroli państwowej: formalnie urzędnicy podlegają kontroli NIK, jednostki kontrolne funkcjonują w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, w MSWiA, w poszczególnych resortach. Właściwie tylko media potrafią zmusić nieuczciwych bądź nieudolnych urzędników do dymisji. Szybkie odwołanie wiceministra obrony narodowej Romualda Szeremietiewa czy urlopowanie ministra łączności Tomasza Szyszki to wyjątki potwierdzające regułę. Odwoływanie ministra rolnictwa Jacka Janiszewskiego (SKL) trwało kilka miesięcy, podobnie jak usuwanie z urzędu Jacka Wutzowa, wiceministra w resorcie zdrowia. Miesiąc po dymisji tego ostatniego minister Wojciech Maksymowicz uczynił go zresztą swoim doradcą. Chyba najdłużej odwoływano poprzedniego szefa ZUS Stanisława Alota. Z kolei wcześniej, aby oderwać od fotela ministra współpracy gospodarczej z zagranicą Jacka Buchacza (PSL), premier Włodzimierz Cimoszewicz potrzebował utrzymanego w dramatycznym tonie wystąpienia telewizyjnego.

Więcej możesz przeczytać w 29/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0