Klucz do kasy

Klucz do kasy

Dodano: 
Zachowanie "narodowego charakteru" PKO BP oznacza rządy w banku partyjnej nomenklatury
Spora część działaczy SLD i PSL oraz ugrupowań zbliżonych do Radia Maryja uważa, że prywatyzacja polega na tym, iż firma pozostaje państwowa, prywatni frajerzy wykładają pieniądze na jej reanimację, a rządzi tym wszystkim partyjna nomenklatura. Ten "nowy" model prywatyzacji jeden z moich znajomych trafnie określił słowami "my ze szwagrem za pieniądze cioci".
Od kilku lat opisana wyżej koalicja polityczna prowadzi intensywną kampanię propagandową, strasząc Kowalskiego wykupem polskich banków przez obcy kapitał i domagając się pozostawienia ich "w polskich rękach". Mimo że popada ona w sprzeczność z najprostszą logiką - wynika z niej bowiem, iż zagraniczni inwestorzy po to wykładają wielką kasę, by wejść na polski rynek finansowy i nie udzielać kredytów, czyli ponosić straty - propaganda ta odnosi pewne skutki. Jej efektem jest podjęta 10 maja 2000 r. uchwała sejmowa, w której stwierdza się, że "interes gospodarczy i społeczny Polski wymaga, aby dalsza prywatyzacja banków, w tym PKO BP i BGŻ, przebiegała w sposób zgodny z intencją społeczeństwa i Sejmu Rzeczypospolitej oraz w sposób zabezpieczający polską rację stanu". Jest to najbardziej osobliwej treści uchwała podjęta kiedykolwiek przez jakikolwiek parlament. Dodać jednak trzeba, że konkurencyjne propozycje były jeszcze bardziej kuriozalne, gdyż proponowały, aby "pozostawić w polski rękach", "sprywatyzować najwyżej 49 proc." czy "prywatyzując, rozproszyć akcje".
10 czerwca KERM odrzucił kompromisową propozycję Ministerstwa Skarbu, która jeszcze dawała szansę na to, że PKO BP będzie normalnym prywatnym bankiem. Następnie 2 lipca przyjęta została "nowa strategia prywatyzacji banku". Postanawia ona, że w ofercie publicznej sprzedanych będzie tylko 30 proc. akcji, które będą mogły kupić jedynie osoby fizyczne zamieszkałe na stałe w Polsce. Jak podało Centrum Informacyjne Rządu, chodzi o utrzymanie dominującego udziału skarbu państwa w przyszłej strukturze kapitału akcyjnego. Zagwarantowanie "narodowego charakteru banku" ma też zapewnić zapis w statucie o sposobie wyłaniania władz spółki. Prywatyzacja ta - ośmiesza się dalej CIR - ma służyć podwyższeniu kapitałów PKO BP, by zwiększyć jego konkurencyjność. - PKO BP, prywatyzowany bez kapitału zachodniego, ma tylko 50 proc. szans, by sprostać wymaganiom stawianym przez agresywną konkurencję - ocenia Bohdan Wyżnikiewicz, wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.
Pół biedy, gdy ten model prywatyzacji stosowany jest w odniesieniu do cukrowni. Trzeba bowiem nie lada odwagi intelektualnej Gabriela Janowskiego, żeby twierdzić, że "cukier to produkt strategiczny" (jak nieprzyjacielowi nasypiemy cukru na ogon, to dopiero będzie uciekał!) i że nazwisko właściciela cukrowni związane jest "z polską racją stanu". Nie jest ważne, że wskutek nacjonalizacji cukrowni przeprowadzonej pod hasłem prywatyzacji zamiast złotówkę cukier będzie kosztować dolara (i bardzo dobrze - cukier jest niezdrowy), a budżet, który - jak wiadomo - ma za dużo pieniędzy, dopłaci do tego interesu z pół miliarda. Jak durnie (czyli podatnicy i konsumenci) chcą płacić, to cwaniacy zawsze chętnie kasę zgarną. I tyle. Gorzej, gdy podobny model prywatyzacji próbuje się zastosować w wypadku banków.
Marek Borowski, jeden z lepiej wykształconych i bardzo wpływowych polityków SLD, powiedział 4 lipca: "Uważamy, że powinna istnieć silna polska grupa bankowa, oparta na PKO BP SA. Bank wspierałby politykę rządu na przykład w wypadku kredytowania małych i średnich przedsiębiorstw. Byłby normalnym bankiem na rynku, ale gdy rząd potrzebuje czasami szybkiego wsparcia w pewnych dziedzinach, istniałby bank, który mógłby tego wsparcia udzielić". I wszystko jasne. Będzie to normalny bank. Będzie działał na rynku. Tyle że nie będzie sprzedawał pieniędzy tym, którzy najbardziej potrzebują i chcą za nie najwięcej zapłacić, lecz tym, którzy "najbardziej potrzebują". W wolnych chwilach - działając na rynku - wesprze zaś rząd. Jest zatem gorzej niż we wspomnianej przypowiastce o szwagrze i pieniądzach cioci. Nie tylko weźmiemy bank (do spółki ze szwagrem) za pieniądze cioci, ale kredyty damy wujowi. A o sobie także nie zapomnimy.

Okładka tygodnika WPROST: 30/2001
Więcej możesz przeczytać w 30/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0