Dłonie w betonie

Dłonie w betonie

Dodano: 
Letnicy z rodzimych kurortów mogliby równie dobrze wypoczywać na warszawskim placu Defilad
Na plaży w Międzyzdrojach sponsor festiwalu gwiazd parkuje samochód, w Łebie urządzane są wyścigi kabrioletów bywalców osiedlowych siłowni, a w Mikołajkach keja zamienia się w rykowisko dresiarzy. Polskie promenady przysłoniły plaże i zagłuszyły morze, ściągając turystów, którym nie przeszkadzają decybele, tłumy i artystyczne występy na poziomie spotkań z uczestnikami "Big Brother".
Polak to stworzenie stadne, także na wakacjach. W Międzyzdrojach park narodowy i plaża świecą pustkami, ale fragment ul. Bohaterów Warszawy, przemianowany na Promenadę Gwiazd, odwiedza prawie 20 tys. osób dziennie. - Połowa naszych gości spędza czas w okolicy promenady, głośne życie toczy się tu do późnych godzin. To strategiczne miejsce miasta, w okolicy są jednak enklawy spokoju - mówi Bogumiła Bajek z urzędu miasta.
Te enklawy prawie nikogo nie interesują. Niewielki obszar między hotelem Amber Baltic a molo wykreowano natomiast na polskie Cannes. Powstała jednak siermiężna kopia. Urządzony na wzór karaibski bar na plaży promuje cytrynowe piwo, które barman zachwala knajackim rykiem przez megafon ("kupując dwie butelki, klyjent otrzymuje bylet na wodno rynne"). Na molo można wejść za złotówkę, ale nawet w pogodne dni świeci ono pustkami, gdyż wygląda jak fragment Pearl Harbor po ataku Japończyków. Budowla miała mieć 360 metrów, ma 120 metrów, bo miasto nie potrafi pozyskać inwestora gotowego dokończyć budowę i zorganizować w tym miejscu marinę. W opłakanym stanie jest też amfiteatr.

Parada gwiazd
Bez wielkich trudności udaje się natomiast załatwić fundusze na sprowadzenie ponad stu aktorów, reżyserów, malarzy i sportowców. Ten marketingowy przebój wybrzeża jest niewątpliwą atrakcją dla gości chcących rozłożyć ręcznik obok leżaka Wojciecha Malajkata lub Cezarego Pazury, który w tym roku w ramach kontraktu reklamowego przez godzinę musiał częstować wczasowiczów piwem. Trwający dwa letnie miesiące Festiwal Gwiazd stał się wielkim darmowym piknikiem dla artystów, którzy na koszt sponsorów mieszkają w hotelu Amber Baltic i jeżdżą udostępnionymi przez nich samochodami. Gwiazdy (to dość względne pojęcie) przybywają chętnie, zabierają z sobą całe rodziny. Trudno się oprzeć wrażeniu, że choć festiwal jest dla turystów, gwiazdy festiwalu są tu same dla siebie.
Do najważniejszych rytuałów należy w Międzyzdrojach tzw. przybijanie piątki - przymierzanie własnych rąk do chodnikowych odcisków. Trzeba mieć kondycję, bo w tym roku przybyło dwanaście odlewów (dłonie odcisnęli m.in. Michał Bajor, Jacek Fedorowicz, Jerzy Kawalerowicz, Olga Lipińska, Maja Ostaszewska, Dorota Stalińska i Artur Żmijewski), i by przyłożyć swoją rękę do wszystkich, trzeba zrobić 68 przysiadów. Ci, którym nie wystarcza dotknięcie, próbowali już odkuć i ukraść jeden z odlewów.
Agencja artystyczna, chcąca organizować przez cały sezon imprezy w amfiteatrze, tylko za wynajęcie sceny i sprzętu musi zapłacić 250 tys. zł. Honoraria wynoszą tam 7-20 tys. zł za występ. Zespoły Closterkeler, Brathanki, Golec uOrkiestra, kabaret Koń Polski czy Krzysztof Piasecki na tych samych deskach rywalizują o widza z Manuelą Michalak i Januszem Dzięciołem z domu Wielkiego Brata. Złośliwi twierdzą, że teraz w Międzyzdrojach odcisną dłonie Manuela i Monika Sewioło.

Monciak w kontrataku
Jak cennym kąskiem stał się Festiwal Gwiazd, może świadczyć fakt, że imprezę chciał podkupić Sopot, mający dłuższą tradycję w tworzeniu promenady i większe możliwości organizacyjne.
Molo w Sopocie jest prawie pięć razy dłuższe niż w Międzyzdrojach i systematycznie odnawiane. Tylko w ubiegłym roku remont pochłonął 6 mln zł, a na końcu molo powstał gabinet figur woskowych. W tym roku rozpocznie się realizacja projektu Centrum Sopotu, którego budżet wynosi 70 mln dolarów. Za dwa lata pawilony handlowe znajdujące się w dolnej części monciaka (popularna nazwa ul. Bohaterów Monte Cassino) zostaną zastąpione przez ekskluzywne centrum handlowe, a deptak połączy z molo podziemny tunel. Co się stanie wówczas z Sopotem? Dość ekskluzywna promenada będzie jeszcze bardziej luksusowa. Już dziś w weekendy miejscowych grajków wypierają z okolic molo artyści z nazwiskami. Gwiazdy grają za nie mniej niż 20 tys. zł za wieczór, wykonawcy z drugiej ligi otrzymują honoraria w wysokości 5-15 tys. zł. W sezonie przy molo zatrudnionych jest 400 osób. W letnie weekendy bilety uprawniające do wejścia kupuje niekiedy 13 tys. osób. W lipcu i sierpniu 2000 r. przychody z gastronomii przy molo sięgnęły 1,1 mln zł brutto.
W Ustce nadmorska promenada powstała już w 1875 r. Dziś to nowoczesna aleja spacerowa o długości kilometra. Władze mają nadzieję, że jednym z symboli wakacyjnej Ustki będzie Bałtycki Festiwal Sztucznych Ogni (pomysł podpatrzony w miejscowości Olsztyn pod Częstochową). W tym roku wystrzelono tu w niebo fajerwerki warte 180 tys. zł. W sąsiedniej Łebie - zaciekle rywalizującej z Ustką i uzurpującej sobie prawo do noszenia tytułu letniej stolicy Polski - utworzono fikcyjne księstwo; turyści mogą uczestniczyć w organizowanych specjalne dla nich balach i w wyborach księcia Łeby.

Na południe od morza
Zakopane co roku odwiedza trzy miliony turystów, w tym milion podczas letnich wakacji. Szacuje się, że w każdy letni weekend Krupówkami przechadza się kilka tysięcy osób. Od paru lat z zimową stolicą Polski rywalizuje o to miano - również dokładając starań latem - Szklarska Poręba, gdzie coś na kształt górskiej promenady urządzono przy wyciągu na Szrenicę. Marek Niedźwiecki skakał tu na bungee, Grzegorz Ciechowski wraz z Republiką lansował nowe przeboje, a Maciej Kuroń walczył w mistrzostwach Polski w grillowaniu. Nie góry, ale właśnie gwiazdy i nagłaśniane przez jedną ze stacji radiowych imprezy zwabiają pod wyciąg 10 tys. osób dziennie. Turysta szukający spokoju nie wytrzyma tu dłużej niż kilka minut. Ci, którzy ograniczają swój wypoczynek do tego miejsca i ewentualnie wjazdu wyciągiem na Szrenicę, nie mają pojęcia o tym, co rzeczywiście oferują Karkonosze.
Niewiele szczęścia miały Mikołajki. Początkowo wydawało się, że to miasto - usytuowane w miejscu, którego nie może ominąć żaden jacht pływający na szlaku jezior mazurskich - otrzymało jeszcze jeden prezent od losu. Poważny inwestor obiecał zbudować Nowe Mikołajki - miasto w mieście, z kamieniczkami w angielskim stylu, umiejętnie wkomponowanymi między rynek a wioskę żeglarską. Pomysł stwarzał nadzieję, że wizytówkami miasta przestaną być dwie stare tawerny, rynek z pomnikiem króla sielaw i bar rodziny Malajkatów urządzony w peerelowskim kinie. Nowe Mikołajki powstały, ale są martwe jak scenografia do nie istniejącego filmu. Apartamentów po 1,5 tys. USD za metr kwadratowy nie sprzedano, na parterach budynków nie pojawiły się sklepy i restauracje. Dziś miasto ma w najważniejszym punkcie swojej promenady atrapę, która nie zasila miejskiej kasy podatkami. - Firma przesadziła z cenami apartamentów. Zresztą część z nich już oddała wierzycielom na poczet długów - mówi Piotr Jakubowski, burmistrz Mikołajek.
Zmodernizowany port jachtowy stał się głośną, tłoczną i drogą keją, ściągającą dresiarzy, którzy z "bryk" poprzesiadali się na "łajby". Toteż prawdziwi żeglarze zaczęli omijać to miejsce. Burmistrz przyznaje, że w Mikołajkach wypoczywa w tym sezonie o 30 proc. mniej turystów niż przed rokiem.
- Na nadmorskich promenadach i na górskich deptakach handel uliczny ściera się z przemysłem rozrywkowym. Sprzedawcy szaszłyków rywalizują z aktorami kabaretowymi, a poławiacze bursztynów z muzykami. Nasze kurorty nie mają pomysłu na to, jak tworzyć klimat tych miejsc - mówi Igor Jaszczuk, dyrektor artystyczny Good Summer Festival, firmy, która w Międzyzdrojach i Rewalu organizuje występy artystów. Ci, którzy spędzają lato w rodzimych kurortach, mogliby równie dobrze wypoczywać na warszawskim placu Defilad.
Okładka tygodnika WPROST: 30/2001
Więcej możesz przeczytać w 30/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0