Wojna liguryjska

Wojna liguryjska

Dodano: 
Kogo skupia międzynarodówka antyglobalistów?

Jedna osoba zabita, 500 rannych, 300 aresztowanych i szkody materialne na 50 mln dolarów - to mógłby być bilans małej wojny domowej, a nie spotkania przywódców świata. Kto za to odpowiada? Decyzję o organizacji szczytu w nie nadającej się do tego Genui podjął jeszcze pierwszy postkomunistyczny premier Włoch Massimo D’Alema, który później z zadziwiającą nonszalancją zapowiadał udział w pochodzie przeciwników globalizacji. Jak napisał komentator "Corriere della Sera", liderzy włoskiej lewicy powinni zostać oskarżeni o "zewnętrzne popieranie terroryzmu miejskiego" na tej samej zasadzie, na jakiej polityków oskarża się o "zewnętrzne popieranie mafii".

Pacyfiści i harcownicy
Po raz pierwszy w niedługiej historii ruchów antyglobalistycznych ich działaczy można było podzielić na dwie grupy: zwolenników dialogu i agresywnych zadymiarzy, zwolenników przemocy. Próby zorganizowania "pacyfistów" trwają już od szczytu w Seattle. Po raz pierwszy udało im się stworzyć wspólny front dopiero w Genui: Genova Social Forum (GSF) skupiło około 600 oddziałów z kilkunastu krajów. Należeli do nich przedstawiciele środowisk intelektualnych, kościelnych, pacyfiści ze wspólnoty Liliput, Zieloni, neokomuniści i socjaliści, związkowcy, ale też meksykańscy zapatyści i irredentyści baskijscy z organizacji Askatasuna (Wolność). Przede wszystkim zaś w Genui pojawili się odrodzeńcy, czyli młodzi członkowie Partii Odrodzenia Komunistycznego. Mimo pokojowych haseł wielu członków GSF przygotowywało się do walk ulicznych w "ośrodkach społecznych" pod okiem fachowców, których instruktorzy niegdyś kształcili się pod kuratelą KGB.
Rzecznikiem i duchowym liderem GSF został Vittorio Agnoletto, 43-letni lekarz, były przewodniczący LILA, (Włoskiej Ligi Anty-AIDS), który zrezyg-nował z kariery, by poświęcić się walce z globalizacją. Agnoletto obliczył, że na ostatnie spotkanie G-8 przybyło do Genui ponad 50 tys. członków forum.
Oprócz GSF z Partią Odrodzenia Komunistycznego związany jest także mniej umiarkowany ruch "białych kombinezonów", kierowany przez 33-letniego Lukę Casariniego z Padwy. Szacuje się, że do tej organizacji należy 15 tys. Włochów, choć trzeba dodać, iż podobny "mundur" (biały kombinezon, kask, maska przeciwgazowa i ochraniacze) przywdziewają już tysiące młodych radykałów z innych krajów europejskich.

Atak blockersów
Nazwa black block ukuta została przez policję niemiecką w latach 80. i początkowo oznaczała taktykę walki ulicznej polegającą na błyskawicznym formowaniu zorganizowanych oddziałów, które szturmowały miejsca najsłabiej pilnowane. Po zniszczeniu wybranych obiektów "czarny blok" rozpierzchał się. Metoda ta została z powodzeniem zastosowana w 1999 r. w Seattle, a potem w Quebecu i Göteborgu. Okazała się skuteczna również w Genui.
Obecność blockersów w Genui była skutkiem niekompetencji władz. - Łazili po ulicach już od tygodni. Wszyscy wiedzieli, że to oni będą rozrabiać i niszczyć. Tylko policja udawała, że ich nie widzi - mówi Pietro, właściciel kiosku z kwiatami, zabitego na głucho deskami na czas trwania szczytu G-8.
Jak oblicza policja, w Genui było około tysiąca blockersów. Najgroźniejsi - tak przynajmniej twierdzą francuscy i szwedzcy funkcjonariusze - to Baskowie i Niemcy. Baskowie niemal w całości należą do ETA lub jej młodzieżowej odnogi - Jarrai. Nie mniej groźni są niemieccy autonomiści, głównie z Norymbergi, skupieni wokół wywrotowego Radia Hip Hop. Służby specjalne wielu krajów przekonane są, że to właś-nie oni koordynują dzia-łania międzynarodowych oddziałów, które od kilku lat systematycznie demolują centra wielkich miast.
To nie do końca prawda. Blockersi swoją premierę mieli w roku 1999 w Filadelfii. Jednym z głównych ich ideologów jest 22-letni Colin Clyde, zwany Eugenem, założyciel Antyimperialistycznej Grupy Anarchistów w Waszyngtonie. Pierwszy miał odwagę ogłosić, że program jego organizacji polega na walce z policją i niszczeniu symboli imperializmu, takich jak banki i biura korporacji. Drugim mózgiem ruchu jest John Zerzan, propagujący konieczność walki z policją jako symbolem imperialistycznej przemocy. "Przemoc nie jest wyrazem naszej infantylności, lecz strategii politycznej. Atakujcie władzę, atakujcie WTO!" - haseł ze strony internetowej blockersów nie powstydziłby się Pol Pot.

Bilet do Genui
Wśród blockersów sę też niemieccy trockiści i lewacy. Wielka Brytania reprezentowana jest przez programowo stosującą przemoc organizację Globalize Resistance, a Grecja - przez szczególnie agresywnych anarchistów na ogół związanych z lewackimi organizacjami terrorystycznymi. Nie brakuje też Holendrów, Belgów, członków Partii Pracujących Kurdystanu i oczywiście Francuzów, na których poczynania lewicowy rząd patrzy niekiedy z zadziwiającą tolerancją. W globalnych zadymach uczestniczy coraz więcej przybyszów z Europy Wschodniej, zwłaszcza z naszego kraju. Zdaniem włoskich służb specjalnych, w genueńskich zamieszkach wzięło udział co najmniej kilkudziesięciu Polaków. Jedną naszą rodaczkę aresztowano podczas próby dowiezienia furgonem na niemieckich tablicach rejestracyjnych pałek, łańcuchów i materiałów do produkcji koktajli Mołotowa. Kilkunastu zadymiarzy z Olsztyna dotarło do Genui autostopem i na piechotę. Pojawili się też Rosjanie (około 50). Niektórzy - nie wiadomo, za czyje pieniądze - aż z Syberii.
Właśnie: pieniądze. Nad tym, kto płaci za przyjazdy blockersów (Amerykanów, Australijczyków i Nowozelandczyków, Peruwiańczyków, meksykańskich zapatystów, a nawet Hindusów czy Mozambijczyków), zastanawiają się prawicowe gazety z całej Europy. Podejrzewa się, że przynajmniej część pieniędzy i wsparcie logistyczne pochodzą od legalnie funkcjonujących partii komunistycznych.
Okładka tygodnika WPROST: 30/2001
Więcej możesz przeczytać w 30/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0