Krzemowa pustynia Negew

Krzemowa pustynia Negew

Dodano: 
Intifada wymusiła w Izraelu gwałtowny rozwój branż high-tech
Izraelczycy nie kryją, że wskutek trwającego od 28 września zeszłego roku roku palestyńskiego powstania zbrojnego, gospodarka ich kraju stanęła na progu recesji. "Wszystko zaczęło się od kryzysu w turystyce, budownictwie i rolnictwie, ale widać już, że choroba może ogarnąć cały - zdawałoby się - silny i odporny na wstrząsy organizm" - pisał ostatnio ekonomiczny dziennik "Globes". Skutkiem niepokojów jest m.in. przyspieszona likwidacja tych gałęzi przemysłu, które nie mogą sobie poradzić bez nisko opłacanych robotników palestyńskich. Wolniejsze jest też tempo prywatyzacji wielkich firm państwowych.
- Ludzie boją się inwestować, podobnie jak nie chcą kupować mieszkań - mówi analityk finansowy Chaim Ben-Dor.

Spłoszeni turyści
Najpierw ofiarą intifady padła turystyka. Ożywiona nieco zeszłoroczną wizytą papieską koniunktura została zahamowana dosłownie z dnia na dzień. Szacowany na 70 proc. spadek liczby przyjazdów jest największy od wojny w Zatoce Perskiej w 1991 r., kiedy w Tel Awiwie eksplodowały irackie scudy.
Zyski z turystyki stanowiły dotychczas około 4 proc. izraelskiego produktu krajowego brutto, który w zeszłym roku wynosił 110,6 mld USD. Zapaść w tej dziedzinie sprawiła już, że wiele pięciogwiazdkowych hoteli - zwłaszcza nad Morzem Śródziemnym i w Jerozolimie - ograniczyło działalność, a 60 tys. pracowników, w tym wielu robotników z Autonomii Palestyńskiej, zostało zwolnionych.
Drugi w ciągu 10 lat poważny kryzys w branży turystycznej może sprawić, że władze izraelskie zaczną wreszcie popierać budowę sieci tanich hoteli. Nałożyłoby się to na proces prowadzonej od paru lat restrukturyzacji, polegającej na likwidowaniu deficytowych gałęzi przemysłu - zwłaszcza tekstylnego i spożywczego.
W ostatnim roku szycie odzieży w Izraelu stało się całkowicie nieopłacalne. Głównie dlatego, że z obawy przed terroryzmem islamskim zrezygnowano z zatrudniania robotników dojeżdżających do pracy z Autonomii Palestyńskiej. Zamknięto wiele fabryk; przetrwały jedynie małe zakłady, w których szyje się ekskluzywną odzież na potrzeby butików.
Niektóre firmy tekstylne przeniesiono do Egiptu i Jordanii, gdzie prosperują, korzystając ze znacznych ulg podatkowych i dużo tańszej siły roboczej. - Egipt i Jordania zgadzają się tylko na produkcję tekstyliów i przetworów. Nie życzą sobie wytwórczości z użyciem zaawansowanych technologii, do której przyjęcia jako kraje Trzeciego Świata i tak nie są przygotowane - mówi Oded Tira, przewodniczący izraelskiego związku przemysłowców. Według niego kraje arabskie boją się jak ognia globalizacji, a państwo żydowskie nadal postrzegane jest tam jako "przyczółek międzynarodowych koncernów, chcących ponownie skolonializować Bliski Wschód".

Koniec mitów
Nic dziwnego, że Izraelczycy pożegnali się już z nadzieją na szeroką współpracę regionalną, o której pisał kiedyś entuzjastycznie obecny szef dyplomacji Szimon Pe-res w książce "Nowy Bliski Wschód". Sytuację pogarsza dodatkowo rosnąca przepaść ekonomiczna między Izraelem a krajami ościennymi.
Po utworzeniu własnego państwa chlubą Izraelczyków było rolnictwo, traktowane jako element odrodzenia narodowego, związanego z powrotem do "historycznej ojczyzny". Żydzi już dawno zrezygnowali jednak z pracy w tym sektorze, bo jej warunki są wyjątkowo ciężkie ze względu na klimat, a zarobki niewspółmiernie niskie. Zastąpili ich Palestyńczycy i gastarbeiterzy z Tajlandii.
W ostatnich latach izraelskiemu rolnictwu coraz dotkliwiej doskwiera kryzys zaopatrzenia w wodę. Masowo likwidowane są stawy rybne, których projektanci nie przewidzieli, że pory deszczowe mogą być mniej obfite. W latach 90. wzrosło też zużycie wody do celów komunalnych w związku z przyjazdem prawie miliona imigrantów z byłego ZSRR.
Rząd chce znieść subwencje na wodę dla rolników, którzy płacą jedynie równowartość 25 centów za metr sześcienny (w miastach cena wody jest cztery razy wyższa). Podwyżka wymusi dalsze ograniczenia produkcji. Już w zeszłym roku eksport cytrusów spadł o 30 proc. - Rolnicy dysponujący silnym lobby politycznym wytwarzali do tej pory za dużo żywności, korzystając z taniej wody i robocizny, a potem wyrzucali nadprodukcję do morza - tłumaczy Chaim Ben-Dor.

Rozwój nowej gospodarki
Zmniejszanie produkcji rolnej wiąże się także z gwałtownym rozwojem bardziej opłacalnych dziedzin nowej ekonomii i wzrostem średniej płacy (około 1800 USD brutto). Już dziś branże high-tech wytwarzają 20 proc. produktu narodowego. Izrael należy do światowej czołówki w elektronice i telekomunikacji. Eksport w zeszłym roku osiągnął wartość 28,3 mld USD, z czego prawie 60 proc. stanowiły produkty zaawansowane technologicznie.
Rozwój nowej gospodarki związany jest przede wszystkim z potrzebami przemysłu zbrojeniowego, któ-re są tym większe, im trudniejsza jest sytuacja polityczna na Bliskim Wschodzie. Poza tym w ostatniej dekadzie z krajów poradzieckich przyjechało kilkadziesiąt tysięcy elektroników. Odwiedzając szklano-aluminiowe "miasteczka high-tech" w okolicach Tel Awiwu, można się przekonać, że przybysze ze WNP to głównie pracownicy średniego szczebla. Dzisiaj w państwie żydowskim na 10 tys. zatrudnionych przypada 140 naukowców i technologów (w USA - 80, w Niemczech - 55, w Korei - 35). W czołówce na rynku pracy są też trzydziestolatkowie, którzy do firm nowej ekonomii trafili z wojska i przemysłu zbrojeniowego. Nic dziwnego, że kraj przeżywa boom cywilizacyjny.

Pustynia on line
Przodującymi firmami izraelskimi często interesują się amerykańscy potentaci. Przykładem może być historia przedsiębiorstwa Mirabelis. Trzech młodych eksżołnierzy opracowało program umożliwiający wielu ludziom jednoczesny kontakt za pośrednictwem Internetu. Wkrótce koncern America Online kupił Mirabelis za ponad 3,5 mld dolarów. Za firmę Hromatis produkującą światłowody Amerykanie zapłacili w zeszłym roku 4,8 mld USD!
Pieniądze uzyskiwane ze sprzedaży inwestowane są w dużej części w rozwój najbardziej zaawansowanych dziedzin przemysłu. Coraz lepiej prosperują na przykład wytwarzające sprzęt medyczny firmy Madinol i Bajosens. Nowym zjawiskiem jest otwieranie filii wielkich koncernów amerykańskich, które chcą wykorzystać miejscowych specjalistów. W leżącym na skraju pustyni Negew miasteczku Kiriat-Gat, zamieszkanym głównie przez przybyszy z byłego ZSRR, otwarto parę lat temu zakłady Intela. - Izraelski high-tech przetrzyma kolejne krachy na giełdzie Nasdaq. Może nawet poradzi sobie z intifadą - deklaruje Oded Tira.


Okładka tygodnika WPROST: 30/2001
Więcej możesz przeczytać w 30/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0