Społeczne dobro

Społeczne dobro

Wiele krajów stabilności pieniądza nadało rangę konstytucyjną. Tak uczyniła Unia Europejska w traktacie z Maastricht
W Polsce nasiliły się ostatnio publiczne debaty o skutkach inflacji oraz jej zmian: wzrostu lub spadku. Nie powinny być one prowadzone w próżni - są wszak na ten temat rozległe badania i doświadczenia międzynarodowe. A przecież wszyscy głoszą pochwałę nauki oraz korzystania ze wskazówek praktyki.
Uporczywie wysoka inflacja (przekraczająca przez dłuższy czas kilka czy kilkanaście procent rocznie) jest w czasach pokoju zjawiskiem świeżej daty; pojawiła się z początkiem lat pięćdziesiątych XX wieku. Wraz z nią z całą mocą stanęło w badaniach ekonomicznych pytanie: jakie skutki dla rozwoju gospodarki (i innych ważnych procesów) ma taka inflacja? Albo inaczej rzecz ujmując: czy trwale niska inflacja nie tworzy lepszych warunków do systematycznego długofalowego rozwoju gospodarki niż inflacja wysoka, a jeśli tak, to w jaki sposób?
Pod koniec lat siedemdziesiątych w jednym z przełomowych artykułów dwaj wybitni ekonomiści - Stanley Fisher (długoletni wiceszef Międzynarodowego Funduszu Walutowego) i Franco Modigliani (późniejszy laureat Nagrody Nobla) - określili 25 różnych mechanizmów możliwego szkodliwego wpływu wysokiej inflacji na rozwój gospodarki, czyli 25 potencjalnych powodów korzystnego oddziaływania niskiej inflacji na poziom życia ludzi i inne istotne społecznie zjawiska. Nie sposób oczywiście omówić tu całej listy. Zwrócę uwagę tylko na takie relatywne korzyści z niskiej inflacji, które mogą mieć największe praktyczne znaczenie.
  • w Przy niskiej inflacji ceny poszczególnych produktów podlegają małym monetarnym zaburzeniom, a mniejszą niepewność wzbudzają też przyszłe ceny. Dzięki temu można lepiej kalkulować i trafniej wybierać projekty inwestycyjne. W efekcie przy niskiej inflacji może szybciej rosnąć produktywność inwestycji - najcenniejsza dźwignia zwiększania dobrobytu.

  • w Stabilność cen redukuje wypaczający wpływ rozwiązań podatkowych na wielkość środków finansowych, jakie przedsiębiorstwa mogą przeznaczać na inwestycje. Na przykład: jeśli odpisy amortyzacyjne - jak to często bywa - są liczone od ceny, po jakiej kupiło się maszynę, a potem wskutek inflacji ceny następnych maszyn rosną, to nagromadzone odpisy nie starczają na zakup nowego urządzenia, gdy poprzednie już się zużyło. Im wyższa inflacja, tym bardziej dotkliwy jest ten wpływ. A zatem niska inflacja daje większą finansową zdolność przedsiębiorstw do inwestowania. Wybitny amerykański ekonomista Martin Feldstein obliczył w 1996 r., że nawet dwuprocentowa inflacja w gospodarce USA powoduje - poprzez rozmaite sprzężenia z opodatkowaniem kapitału - szkody sięgające 1 proc. PKB rocznie. Dlatego sprowadzenie inflacji z 2 proc. do zera byłoby - jak twierdzi - bardzo opłacalną inwestycją w rozwój gospodarki, która zwróciłaby się w ciągu 6-9 lat.

  • w Ten sam autor dowodzi, że w kraju mającym za sobą historię stabilnych cen osiąga się swego rodzaju "premię wiarygodności". Ludzie oczekują mianowicie, że władze również w przyszłości zapewnią stabilne ceny. Takie masowe przekonanie - produkt poprzedniej antyinfla-cyjnej polityki - sprawia, że jednorazowe zwiększenie popytu (nazywane w ekonomii wstrząsem popytowym) wywoła niewielką presję inflacyjną i będzie łatwe do zneutralizowania.

  • w Przy niskiej inflacji trzeba rzadziej dokonywać zmian poszczególnych cen niż przy inflacji wysokiej, a posiadacze (nie oprocentowanej) gotówki rzadziej chodzą do banków w obawie, by nie straciła ona na wartości. Mniejszy zakres takich operacji oszczędza zasoby, które można przeznaczyć na działania bardziej produktywne albo na wypoczynek, a w sumie rośnie dobrobyt.

  • w Przy wysokiej inflacji ludzie zamożniejsi mają większe możliwości zabezpieczenia swego majątku przed jej szkodliwym wpływem niż osoby biedniejsze. Niska inflacja zmniejsza więc niesprawiedliwą redystrybucję dochodów na rzecz ludzi bogatych. Jednym z paradoksów jest to, że populistyczna polityka "pobudzania" popytu - i w konsekwencji inflacji - jest często prowadzona pod hasłami pomocy biedniejszym.

Badania nad skutkami różnych poziomów inflacji i korzyściami płynącymi z niskiej inflacji nie zostały jeszcze zakończone. Dyskutuje się na przykład nad tym, czy maksimum korzyści ze stabilnych cen osiąga się wtedy, gdy w dłuższym okresie inflacja średnio wynosi zero, czy też gdy sięga 2-3 proc. rocz-nie (Europejski Bank Centralny usta-lił swój długofalowy cel inflacyjny na 2 proc., a Bank Anglii - na 2,5 proc.).
Rzadko jednak można się spotkać z wynikami badań, które określałyby docelową optymalną inflację na wyższym poziomie. Praca wielu wybitnych naukowców doprowadziła w światowej ekonomii praktycznie do konsensusu, że niska inflacja jest społecznym dobrem, bo w porównaniu z szybszym wzrostem cen rodzi wiele korzyści. Jeżeli zatem już się owo dobro osiągnęło, to należy go strzec. Dlatego stabilności cen (czy stabilności pieniądza) nadano w wielu krajach rangę konstytucyjną. Tak uczyniło m.in. piętnaście krajów Unii Europejskiej, wprowadzając odpowiednie postanowienia do traktatu z Maastricht.
Kraj, który nie osiągnął jeszcze owego społecznego dobra, staje przed pytaniem, jak dojść do stabilności cen. W żargonie ekonomii mówi się wtedy o dezinflacji (ang. disinflation). I ta kwestia jest przedmiotem rozległych badań. Ale to już temat na odrębny szkic.

Okładka tygodnika WPROST: 31/2001
Więcej możesz przeczytać w 31/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
 0