Machiavelli wiecznie żywy

Machiavelli wiecznie żywy

Chodzi sobie człowiek skołowany. Każdego dnia media bombardują go nowymi informacjami na temat afer, rozłamów, konfliktów. Na jego oczach kompromitują się idole, przegrywają niepokonani, a złotouści idealiści okazują się aniołami o lepkich rękach... I jak z tym przeżyć?
Czytać Machiavellego. Co zdanie to aluzja. Co rozdział trafność i aktualność ocen zapiera nam dech. Autor "Księcia" nie zna wprawdzie pojęcia "homo sovieticus", ale stwierdza między innymi: "Narodowi zepsutemu nader trudno utrzymać odzyskaną wolność". A trochę dalej pisze (i brzmi to prawie jak memento): "Po panowaniu władcy wybitnego może się utrzymać władca słaby, ale po panowaniu słabego równie słaby władzy nie zachowa". Cóż, pożyjemy, zobaczymy.
Równie trafna uwaga dotyczy socjotechniki: "Kto chce zapobiec powierzeniu urzędów ludziom podłym i występnym, winien sprawić, aby ubiegali się o te stanowiska ludzie jeszcze bardziej podli i występni" (z czyjej to strategii, koteczku?), zwłaszcza że "lud omamiony pozorną korzyścią, z łatwością daje się zwieść wielkim nadziejom i wspaniałym obietnicom, tak jakby pragnął własnej zguby".
Wielki florentczyk nie ma złudzeń co do ludzkiego charakteru, gdy zauważa z westchnieniem, iż "pokorą nie zwycięży się pychy" (dodajmy: nawet jeśli ta pokora będzie jeździła Ekspresem Wolności!). A jakże trafna jest myśl, że jeśli władzę zdobywa ktoś mający złą opinię, to wystarczy, by nie czynił zła, którego się po nim spodziewano, a wnet zacznie uchodzić za męża opatrznościowego, podczas gdy wybrańcowi ludu lud nie wybaczy żadnego potknięcia. Cokolwiek by uczynił, i tak będzie za mało. Przy okazji Niccoló zauważa z goryczą, że naprawdę wybitnych jednostek szuka się tylko w chwilach zagrożenia, w trudnych czasach, natomiast "w czasie pokoju największymi względami cieszą się nie ludzie prawdziwie zasłużeni, lecz bogacze lub ci, którzy posiadają wpływowych krewnych". "Są konie do biegu i konie do pracy" - wyrazi podobną myśl po latach nasz nadwiślański praktyk Lech W.
Cóż zatem powoduje, że znaczna część naszej klasy politycznej popełnia wszelkie możliwe błędy? Eksponuje niesnaski wtedy, gdy trzeba demonstrować jedność, próbuje zdecydowania właśnie tam, gdzie przydałby się kompromis i na odwrót, w sytuacjach, w których potrzebne są szybkie decyzje, trwa w inercji. Czemu na stanowiska wysuwa się "swoich", którzy natychmiast wikłają się w prywatne interesiki, zamiast działać solidarnie w interesie już nawet nie kraju, a choćby własnego stronnictwa? W końcu jeśli polityka to biznes, to może lepiej na kluczowe stanowisko wynająć menedżera, niż wstawiać tam szwagra, który niczego nie zabezpieczy, a wszystko zmarnuje. Dlaczego ciągle nie ma u nas szans zasada, by na wpływowe urzędy powoływać ludzi majętnych, którzy mają dużo do stracenia i nie muszą się dorabiać w ciągu swoich piętnastu minut?
Odpowiedź jest prosta: politycy nie czytają Machiavellego. Nawiasem mówiąc, coraz częściej dochodzę do wniosku, że nie czytają niczego.

Okładka tygodnika WPROST: 31/2001
Więcej możesz przeczytać w 31/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0