Hinduski fenomen

Hinduski fenomen

Po sukcesie w przemyśle informatycznym Hindusi stawiają na biotechnologię
Armie świetnie wykształconych Hindusów zalewają świat. Najbardziej widoczne jest to w kalifornijskiej Dolinie Krzemowej, w której - według danych U.S. Census Bureau, opublikowanych w połowie lipca - liczba emigrantów z Indii podwoiła się w ostatniej dekadzie. Jest ich tutaj 314 tys. Przez siedem dni w tygodniu ponad 260 tys. speców komputerowych rodem z Indii zasiada za biurkami w Yahoo!, Network Applicance, Juniper Networks i innych firmach high-tech.

Zdobywcy Doliny Krzemowej
Amerykańskie korporacje już od początku lat 70. sprowadzały indyjskich specjalistów, którzy nie tylko zaskakiwali wiedzą i umiejętnościami, ale też chcieli ciężko pracować za małe pieniądze. Dzisiaj ich roczny dochód jest przeważnie wyższy niż Amerykanów.
Podczas gdy tylko 15 proc. Amerykanów zatrudnionych w Sillicon Valley ma stopień magistra lub doktora, wśród przybyszów z Indii odsetek ten wynosi 55 proc. W 1998 r. Hindusi zarządzali tutaj ponad 700 firmami informatycznymi, zatrudniając niemal 16 tys. pracowników, a ich roczne zyski wyniosły 3,5 mld USD (w 1999 r. - już 60 mld USD).
Wśród Amerykanów panuje opinia, że Hindusi myślą analitycznie i świetnie rozwiązują problemy techniczne. - W indyjskim systemie kształcenia ogromny nacisk kładzie się na matematykę i inżynierię. Dodatkową zaletą indyjskich pracowników jest powszechna znajomość języka angielskiego - wyjaśnia przyczyny sukcesów rodaków M. Subbarayudu, drugi sekretarz ambasady indyjskiej w Polsce.
Rozwój sektora IT w Indiach jest efektem stałego podnoszenia poziomu kształcenia informatyków i inżynierów, inwestowania w kraju pieniędzy zarobionych przez emigrantów na Zachodzie oraz otwierania rynku dla przedsiębiorstw zagranicznych. W Indiach co roku uniwersytety opuszcza ponad 60 tys. informatyków, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych - zaledwie 30 tys. Wiceszefem trzeciej pod względem wielkości programistycznej firmy amerykańskiej Computer Associates jest pochodzący z Indii Sanjay Kumar.

Hinduskie lobby
Rząd Indii cieszy się tylko z powodzenia swych obywateli za granicą. - W kraju o takiej liczbie ludności wielu świetnie wykształconych specjalistów nie może znaleźć pracy. Jeżeli tylko mają szansę wykorzystania swej wiedzy - zresztą za bardzo godziwe wynagrodzenie - to nie powinni z niej rezygnować - mówi Subbarayudu.
Hinduscy imigranci z branży high-tech w USA łączą się w grupy, które stają się wpływowymi organizacjami lobbingowymi. Jedną z nich jest IndUS Entrepreneurs. Jej członkowie na razie koncentrują się głównie na reformowaniu polityki imigracyjnej USA oraz wprowadzaniu regulacji pozwalających na zwiększanie inwestycji w Indiach. "W ten sposób największa demokracja świata współpracuje z najstarszą" - twierdzi 45-letni Prakash Agarwal, właściciel NeoMagic Corp. Zyski NeoMagic w latach 1996-1998 wzrosły pięciokrotnie, a w 1999 r. firma zarobiła 260 mln USD.
"Dolina Krzemowa jest mekką kochających ryzyko, ambitnych przedsiębiorców" - uważa K.B. Chandrasekhar, będący symbolem indyjskiego sukcesu w Ameryce. Do USA przybył w 1990 r. Był jednym z założycieli Exodus Communications Inc., która obsługiwała firmy zajmujące się kompleksowymi operacjami internetowymi. Jego najnowsze przedsięwzięcie, Jamcracker Inc., w ciągu pierwszych sześciu miesięcy przyciągnęło inwestycje wartości ponad 42 mln USD.

Kapitalistyczna ewangelizacja Indii
Chandrasekhar, znany bardziej jako KBC, jest wzorcowym przykładem kapitalistycznego mentora. Kiedy zgromadził ponad półtora miliarda dolarów, założył kilka firm programistycznych, których prowadzenie powierzył specjalistom z Indii, gdyż - jak stwierdził - na ich pomysłach i doświadczeniu przemysł amerykański może tylko skorzystać. Dorothy Leonard z Harvard Business School uważa, że pojawienie się takich właśnie mentorów, czyli azjatyckich biznesmenów, którzy po odniesieniu sukcesu w USA inwestują w swoich krajach, jest efektem boomu technologicznego ostatnich lat. Zatrudniają oni rodaków, którym stawiają wysokie wymagania, a dzięki doświadczeniom i kontaktom nawiązanym w Stanach Zjednoczonych skazani są na sukces.
Nie chodzi wyłącznie o sukces komercyjny, lecz o "kapitalistyczną ewangelizację Indii", zdynamizowanie gospodarki i zwiększenie liczby miejsc pracy. "Musimy wykorzystać metody, które zapewniły Amerykanom sukces i stabilizację gospodarki. Denerwuje mnie, że wciąż za swoją biedę obwiniamy Brytyjczyków" - wyznaje Kanwal Rekhi, pierwszy Hindus prowadzący w Sillicon Valley firmę notowaną na Nasdaq - Excelan. Rekhi jest właścicielem przedsiębiorstw o łącznej wartości 500 mln USD i współpracuje z ponad 50 amerykańskimi i indyjskimi spółkami. "To właśnie są pionierzy, zdobywcy nowych lądów. Odnosząc ekonomicznie sukcesy, coraz szybciej popychają świat naprzód" - ocenia prof. Annalee Saxenian, profesor ekonomii na Uniwersytecie Berkeley.

Ameryka w Indiach
Kapitał płynie w dwóch kierunkach nie tylko za sprawą Hindusów. Amerykanie, zmęczeni łowieniem talentów, postanowili otworzyć na Półwyspie Indyjskim oddziały swoich korporacji. AOL Time Warner Inc. planuje zainwestować w ciągu najbliższych pięciu lat 100 mln dolarów, otwierając m.in. filię Netscape’a w centrum high-tech, w Bangalurze, zwanym Płaskowyżem Krzemowym. Tylko w tym roku inny amerykański potentat sieciowy, Cisco Systems, chce zwiększyć budżet przeznaczony na budowę centrów badawczych ze 150 mln USD do 200 mln USD. Firma Sun Microsystems ogłosiła podwojenie do roku 2002 funduszy na programy edukacyjne oraz budowę i rozwój infrastruktury w Madrasie i Hajdarabadzie. Przykłady inwestycji światowych gigantów informatycznych w Indiach można mnożyć, zwłaszcza że - jak donosi "Financial Express" - Indie będą najszybciej rozwijającym się rynkiem azjatyckim w sektorze IT.

Biotechnologia: nowa szansa Indii
Świat nie przestał się jeszcze dziwić osiągnięciom Hindusów w sektorze high-tech, a już obserwujemy wzrost indyjskiego zaangażowania w innej dziedzinie nowoczesnej nauki: biotechnologii. Mugasimangalam Raja karierę zaczynał w dotcomach w San Diego, a potem zakładał własne w Indiach. Ostatnio zrezygnował z tworzenia kodów programowych na rzecz odszyfrowywania kodu genów odpowiedzialnych za różne schorzenia. "To jest najwspanialszy moment na to, by rozkręcać w Indiach nowe przedsięwzięcia. Wszystkie większe firmy, które inwestowały dotychczas w IT, interesują się biotechnologią" - mówi Raja. Jego najnowsza firma nazywa się Genotypic Technology.
W branży biotechnologicznej obowiązują podobne zasady jak w IT. Również dzięki rządowemu poparciu dla badań i odpowiedniemu systemowi edukacji Indie dysponują świetnie wykształconymi naukowcami. Uniwersytety oraz ufundowane przez rząd 52 instytucje badawcze wypuszczają co roku tysiąc absolwentów studiów podyplomowych, co plasuje ten kraj na drugiej pozycji w światowym rankingu (tuż za USA). Szacuje się, że w samych Stanach Zjednoczonych 15 proc. specjalistów w tej dziedzinie stanowią Hindusi. W Indiach działa już ponad 800 firm biotechnologicznych. Tylko w Bangalurze ma powstawać dziesięć nowych przedsięwzięć... miesięcznie. Większość z nich korzysta z kapitału wypracowanego przez pionierskie firmy komputerowe.

Okładka tygodnika WPROST: 31/2001
Więcej możesz przeczytać w 31/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0