Zasłona dymna

Zasłona dymna

Trwa festiwal majątkowego obnażania się przez posłów
W Sejmie trwa festiwal majątkowego obnażania się przez posłów. Swoje dochody na specjalnie zwołanych konferencjach prasowych ujawniają kolejne zastępy parlamentarzystów. Czynią to z gorliwością godną wyborów mistera finansowej skromności.
Na razie prowadzi poseł, który chociaż przekroczył już pięćdziesiątkę, nie dorobił się dosłownie niczego, nawet własnego mieszkania, i ciągle mieszka kątem u najbliższej rodziny. Na drugim biegunie znajduje się jeden z najmłodszych parlamentarzystów, który mimo młodego wieku zdążył już zgromadzić iście krezusowy jak na polskie warunki majątek. Posiadanych przez niego dóbr w takim tempie nie dorobiliby się razem wzięci mieszkańcy niejednego warszawskiego osiedla, nawet gdyby radykalnie zredukowali swoje wymagania życiowe.
Nie potrzeba przenikliwości porucznika Columbo, aby dociec, dlaczego nasi parlamentarzyści, którzy przez cztery lata tak chętnie skrywali się za parawanem poufności i immunitetu, teraz bardzo gwałtownie zaczęli łaknąć certyfikatów przejrzystości. Zbliżają się wybory i chodzi, rzecz jasna, o udowodnienie, że nasza elita parlamentarna jest cnotliwa niczym Kopciuszek przed spotkaniem bajkowego księcia.
W wypadku posłów prawicy całe to widowisko ma jeszcze jeden cel. Chodzi o skupienie uwagi na osobistej uczciwości każdego z posłów i tym samym rozmydlenie zbiorowej odpowiedzialności za niewesoły bilans ostatniego czterolecia. W każdym cywilizowanym kraju obowiązuje przecież żelazna reguła, że posłowie ugrupowania, które wygrało wybory i kierowało państwem, w pierwszej kolejności sumują efekty swoich rządów. U nas mało kto zdobywa się na taki rachunek sumienia. Parlamentarne zaplecze rządu pustoszeje jak pod tchnieniem pomoru, a niedawni ministrowie krytykują własny gabinet gwałtowniej niż lewica, która przez ostatnie cztery lata pozostawała w autentycznej opozycji.
Owo gromkie deklarowanie osobistej uczciwości najbardziej kojarzy się z zasłoną dymną mającą zamaskować zbiorową odpowiedzialność prawicy za niezrealizowanie programu wyborczego z 1997 r. Można jednak wątpić, czy ludzie nabiorą się na tę sztuczkę. Miliony Polaków obserwują na co dzień zainfekowanie prawicy wirusami politycznej patologii i nie uwierzą, że można było przez cztery lata funkcjonować w siedlisku zarazy, a teraz prezentować się jako wzór zdrowia.
Okładka tygodnika WPROST: 31/2001
Więcej możesz przeczytać w 31/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
 0