Dlaczego Czesi nam uciekają?

Dlaczego Czesi nam uciekają?

Czesi wiedzą lepiej niż my, na co ich stać i co trzeba robić, by gonić Europę
Kilka lat temu patrzyliśmy niemal z poczuciem wyższości na Czechów, borykających się z kryzysem walutowym i stagnacją gospodarki. U nas w połowie lat 90. wszystko wyglądało na pozór bardzo dobrze. Tempo wzrostu gospodarczego było wysokie, złoty się umacniał, a kapitał zagraniczny płynął coraz szerszym strumieniem.
Dziś proporcje się odwróciły. To my mamy coraz większe kłopoty z deficytem budżetowym i długiem publicznym, z ujemnym saldem bilansu obrotów bieżących, z wysokim bezrobociem. Czesi natomiast wyszli z dołka po cichu, ale szybko. Stopa wzrostu osiągnie w tym roku u naszych pobratymców prawie 4 proc. Południowi sąsiedzi zepchnęli nas z pozycji największego eksportera do Niemiec (spośród krajów naszej strefy), dusząc przy tym skutecznie inflację. Każdy, kto bywa w Czechach poza Pragą, wie, jak w tym kraju jest tanio w porównaniu z Polską. To nie tylko trzy, cztery razy tańsze piwo, to także tańsza benzyna, nie mówiąc o zakupach w supermarketach. Mniej powierzchownemu obserwatorowi rzuca się w oczy nieporównanie większa niż w Polsce skala inwestycji infrastrukturalnych, zwłaszcza drogowych. Nawierzchnie nawet mało uczęszczanych dróg są w lepszym stanie, bo stale się je konserwuje - robią to prawdopodobnie lokalne służby drogowe - u nas zlikwidowane. Oko mi zbielało, gdy jechałem niedawno otwartym kilkusetmetrowym tunelem na zachodniej obwodnicy Brna. Zupełnie jak w Austrii, gdzie oddanie do użytku dwu-, trzykilometrowego tunelu drogowego nie jest żadnym wydarzeniem. Przy okazji - budowę czeskiego odcinka autostrady Praga-Norymberga skończono wcześniej niż niemieckiego.
A my? My wolimy konsumować, niż oszczędzać i inwestować. Nas stać na płace wyższe niż w Czechach! Nam się należy od tego ciągle "wrogiego państwa opiekuńczego"! Ciągle trwa walka o wzrost wydatków publicznych - w Polsce, tradycyjnie nieproduktywnych. Nie obchodzi nas fakt, że czeski produkt krajowy na mieszkańca jest 40 proc. większy niż nasz, że wydajność pracy jest w Polsce za niska, a koszty - za wysokie. Ciągle nie chcemy przyjąć do wiadomości, że obecne proporcje gospodarcze skazują Polskę na pogarszanie się jej pozycji w Europie, że z tak niską stopą inwestycji nie mamy czego szukać we współczesnym świecie. Oburzamy się na twierdzenie, że nasze płace są wysokie w porównaniu z materialnymi efektami naszej pracy. Czesi będą nam nadal uciekać, bo przy wszystkich ich wewnętrznych kłopotach cechuje ich znacznie wyższy poziom świadomości społeczno-ekonomicznej i cnót obywatelskich. Nie ma wandalizmu. Niereligijni Czesi są znacznie mniej podatni na tendencje anarchistyczne, na przestępczość niż rzekomo religijni Polacy. Jak długo jeszcze będziemy usprawiedliwiać nasze łapserdactwo zaborami i komunizmem?
Przykładem poziomu polskich cnót obywatelskich jest parlament rojący się od niedokształconych nierobów (proszę spojrzeć na pustą salę przy ważnych debatach!), rozdających nie istniejące pieniądze. Posłowie nie widzą związku między wielkością deficytu budżetowego a wysokimi stopami procentowymi, które trzeba oferować nabywcom naszych obligacji, bo ich po prostu inaczej nie kupią.
Nie dziwmy się więc, że Czesi nam uciekają. Oni wiedzą lepiej, na co ich stać i co trzeba robić, by gonić Europę. Nas ma usprawiedliwiać "polska specyfika". Tyle że nikt na świecie nie chce brać jej pod uwagę, chyba że w postaci polish jokes.
We wrześniu czeka nas smutny spektakl wyborów parlamentarnych. Smutny dlatego, że polscy politycy są tchórzami, bojącymi się powiedzieć ludziom prawdę o rzeczywistych problemach naszej gospodarki. Boją się mówić, że nasze obecne proporcje gospodarcze są nie do przyjęcia, że płace i konsumpcja są za wysokie, a wydajność i gospodarność - za niskie. Nasi politycy wolą obiecywać Polskiemu Cukrowi gwarantowany skup i monopolistyczną pozycję, oczywiście w "imię narodowych interesów". Kontynuacja tych praktyk prowadzi prosto do skansenu. Ale ostatecznie życie w skansenie może mieć swój urok. Byłoby takie siermiężne, prawdziwie polskie.
Okładka tygodnika WPROST: 31/2001
Więcej możesz przeczytać w 31/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0