Wizjonerska mitologia zła

Wizjonerska mitologia zła

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Hannibala" i "Milczenie owiec" łączy jedynie postać głównego bohatera
Tomasz Raczek: Panie Zygmuncie, czekaliśmy na ten film długo i wreszcie go mamy: druga część "Milczenia owiec" pod tytułem "Hannibal". Okazało się jednak, że to zupełnie nowy pomysł, aż chciałoby się powiedzieć: "z innej bajki".
Zygmunt Kałużyński: Rzeczywiście, to zupełnie inny film, mimo że z tymi samymi postaciami...
TR: ...ale częściowo z innymi aktorami. Co prawda, w roli Lectera występuje ten sam Anthony Hopkins, jednak druga najważniejsza postać, czyli Clarice, agentka FBI, nie jest grana przez Jodie Foster, którą tak dobrze zapamiętaliśmy z "Milczenia owiec", lecz przez Julianne Moore.
ZK: Owszem, i to jest charakterystyczna zmiana, bo Jodie Foster była samą naiwną prostotą, świeżością; reprezentowała kryształowy idealizm prawa.
TR: Który zresztą tak ujął Lectera. Bo ten okrutny kanibal i morderca jest niesłychanie wrażliwy. To sprawiło, że inteligentna niewinność Clarice sprowokowała go do prowadzenia z nią swoistej psychologicznej gry.
ZK: Na tym polega ła oryginalność tamtego filmu: zestawienie szczerej naiwności i poczucia sprawiedliwości ze zbrodniczym złem. Doktor Lecter zgładził przecież około tuzina osób po to, żeby je zjeść! Był to zamiar ideologiczny filmu: okazywało się, że Clarice w skorumpowanym policyjnym środowisku była wyjątkiem. A znowu Lecter z tym swoim dnem koszmarnej zbrodniczości był osobą najwyższej kultury - z pamięci w więzieniu rysował katedrę we Florencji i zażyczył sobie, żeby dostarczono mu na kasecie nagranie "Wariacji Goldbergowskich" Bacha. Było to więc zestawienie dobra i zła, które jednak ma wartość.
TR: Panie Zygmuncie, sporządził pan właśnie listę powodów, dla których tak niecierpliwie czekaliśmy na drugą część "Milczenia owiec". Zmieniła się jednak nie tylko odtwórczyni głównej roli, ale także reżyser. Jonathana Demme’a zastąpił wielki angielski wizjoner Ridley Scott, twórca takich filmów, jak "Gladiator", "Łowca androidów" czy "Obcy - ósmy pasażer Nostromo". I dostaliśmy coś zupełnie nowego: moim zdaniem, "Hannibal" to nie jest druga część "Milczenia owiec", to zupełnie inny film, połączony z poprzednim postacią głównego bohatera i kimś podobnym do głównej bohaterki tamtego.
ZK: Panie Tomaszu, tak właśnie zareagowała publiczność międzynarodowa, która zgotowała temu filmowi wyjątkowy sukces frekwencyjny. Natomiast krytyka narzeka. Dlaczego? Bo nie zobaczono tutaj drugiego egzemplarza "Milczenia owiec", co było z góry fałszywie powziętym założeniem wobec zamiaru tego filmu. Scott to wyjątkowy reżyser z wybitną indywidualnością, którego każdy film reprezentuje gatunek rozrywkowy...
TR: ...i niesłychanie widowiskowy. Dostrzegłem to w "Hannibalu", a nie było tego w "Milczeniu owiec": wizjonerskie bogactwo obrazu. Czułem wręcz artystyczną rozkosz, oglądając wymyślne obrazy egzekucji skorumpowanego włoskiego policjanta. Tymczasem "Milczenie owiec" to była raczej gra intelektualna.
ZK: Tak, bo "Milczenie owiec" to, mimo wyjątkowości postaci, tradycyjny kryminał z triumfem sprawiedliwości na końcu. Słusznie pan mówi - ten film ma zupełnie inny klimat, to już jest fantazja na granicy mitologicznej baśni na temat zbrodni. Dlatego uważam, że ten film jest nowością w kryminale.
TR: Sądzę, że w "Hannibalu" najbardziej interesujące okazało się to, co europejskie: wątki i bohaterowie florenccy. To zaś, co amerykańskie i co miało być nicią wiążącą go z "Milczeniem owiec", okazało się słabe.
ZK: Okazało się konwencją, włączoną tu jako konieczność. Rzecz się dzieje we Florencji, która sama w sobie jest dziwacznym, sztucznym miastem artystycznym, a którą Scott zamienił jeszcze w rodzaj sennej wizji. W tym słonecznym, promiennym zwykle mieście ani przez chwilę nie widać słońca; wszystko odbywa się w nocy. Lecter, który pracuje tam jako historyk sztuki, ma swój gabinet wypełniony zastanawiającymi dziełami. Patrzymy na nie zaskoczeni: obok dokumentów z renesansu leżą jego potworne narzędzia chirurgiczne do krajania ciała ludzkiego i do przygotowywania z niego potraw.
TR: Panie Zygmuncie, jest jeszcze jedna nowość: protagonistą Lectera w "Milczeniu owiec" była Clarice, to z nią toczył pojedynek; tymczasem w "Hannibalu" ona schodzi na drugi plan, a główne miejsce zajmuje straszliwie okaleczony i tajemniczy mężczyzna, będący ofiarą doktora, a teraz próbujący na nim dokonać zemsty. Tak więc teraz to Lecter ma być ofiarą.
ZK: I dlatego nastąpiło przesunięcie naszych emocji jako widzów. Hannibal jest tym razem lepszy od swojej ofiary, a przecież w "Milczeniu owiec" reprezentował już takie zwyrodnienie, że większego nie można. Jest lepszy nawet od tego Amerykańca, któremu rozciął łeb...
TR: No właśnie, to scena, którą eksponują recenzenci: wyjadanie mózgu z otwartej czaszki żyjącego człowieka.
ZK: Nie tylko to. Milioner, którego Lecter pozbawił twarzy, chce się zemścić i hoduje dzikie świnie, ćwicząc je w pożeraniu ludzi. Znowu widzimy rękę Scotta: te zwierzęta nie przypominają wieprzy, z których robi się kiełbasę - są dziwnymi potworami, trochę jak z "Parku Jurajskiego". W każdym obrazie widzimy dążność reżysera, żeby zamienić ten czarny kryminał, którego treścią jest dwuznaczność zła, w rodzaj wizjonerskiej mitologii. Zauważył pan, że Julianne Moore w roli Clarice jest inna niż Jodie Foster. Tak, ale musiała być inna! Postacie tutaj są właściwie symboliczne, niemożliwe w życiu. I ona również.
TR: Już widzę, że panu się ten film podobał, ja natomiast miałem mieszane uczucia: w trakcie projekcji niewątpliwie odczuwałem przyjemność estetyczną, ale po wyjściu z kina miałem wrażenie pustki. Stało się więc dokładnie odwrotnie niż w wypadku "Milczenia owiec".
ZK: Może właśnie należy odbierać ten film, zrobiwszy sobie niejaką pustkę i porzucając konwencjonalne nadzieje. Tutaj fabuła jest tylko pretekstem, dlatego w pewnym momencie przestałem się zastanawiać nad logiką akcji i poddałem się magii wizji. Ten film opuszcza realizm czarnego kryminału i przenosi go w sferę mitu. Kiedy się tak podchodzi do "Hannibala", to wtedy uderza on swoją fantasmagoryczną nowością.
Więcej możesz przeczytać w 31/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0