Ocean niespokojny

Ocean niespokojny

Jaka będzie w nadchodzących latach polityka Stanów Zjednoczonych wobec Chin? Już wkrótce w Waszyngtonie będą musiały zapaść zasadnicze decyzje w tej dziedzinie, a polityka wobec Pekinu określi strukturę bezpieczeństwa w Azji.
Na Pacyfiku nadal funkcjonuje system dwustronnych układów, podbudowanych amerykańskim potencjałem militarnym. W Azji równowagę określają strefy wpływów. To wystarczało w okresie zimnej wojny. Tymczasem rozpad ZSRR, kryzys ekonomiczny w Japonii, a przede wszystkim ponad dwie dekady dynamicznego rozwoju ekonomicznego Chin podważyły fundamenty dawnego equilibrium.

Współpraca czy konfrontacja?
Konfrontacja po kolizji amerykańskiego samolotu EP-3E z chińskim myśliwcem nad wyspą Hajnan to znak, że po 20 latach w stosunkach amerykańsko-chińskich nadszedł czas zmiany. Amerykańskie analizy dotyczące przyszłych stosunków z Chinami prezentują przeciwstawne wizje. Albo Chiny - jako najbardziej dynamiczna gospodarka w Azji - porzucą system komunistyczny i staną się prawdziwym partnerem strategicznym USA, albo będą zagrożeniem dla amerykańskich interesów na Pacyfiku jako regionalne mocarstwo, którego zmodernizowana ekonomia będzie nadal kontrolowana przez komunistyczną biurokrację.
Jeśli amerykańska ocena przyszłej ewolucji politycznej Chin pozostanie bliższa wizji partnerstwa, Waszyngton będzie kontynuował politykę otwarcia wobec Państwa Środka, zainicjowaną jeszcze przez prezydenta Nixona w latach 70. Polityka zaangażowania łączyłaby się w tym wypadku z dalszymi amerykańskimi inwestycjami, przy ograniczaniu nacisku na obronę praw człowieka i poparcia dla Tajwanu. Jeśli jednak Chiny wybiorą konfrontację, Stany Zjednoczone zaczną się przeciwstawiać ich geopolitycznym aspiracjom w Azji.

Siła Państwa Środka
Ożywienie stosunków z Chinami jest silnie popierane przez amerykański biznes, niemniej jednak administracja George’a W. Busha i część Kongresu z dużą ostrożnością obserwują politykę Pekinu. Od końca zimnej wojny Chiny przyspieszyły program reformy i modernizacji swoich sił zbrojnych. W roku 2001 Pekin założył siedemnastoprocentowy wzrost wydatków na zbrojenia - to już trzynasty z kolei rok, w którym ta podwyżka jest dwucyfrowa! Wzrost wydatków na lotnictwo i marynarkę wojenną szacowany jest na 30 proc. rocznie. Chińczycy porzucili teorię wojny ludowej z czasów przywództwa Mao Tse-tunga i przyjęli koncepcję tworzenia mniejszego, ale bardziej profesjonalnego i zmodernizowanego wojska. Znaczną część chińskich wydatków zbrojeniowych przeznacza się na podwyżki płac, aby w ten sposób utrzymać w wojsku ludzi o wysokich kwalifikacjach. W ciągu trzech lat odsetek poborowych żołnierzy ma zostać zmniejszony z 82 proc. do mniej niż 65 proc.
Wiarygodne oszacowanie wydatków Chin na zbrojenia jest trudne, ponieważ wiele wojskowych programów finansowanych jest poza budżetem obrony, a armia ma silne powiązania z cywilnymi sektorami gospodarki. Na przykład przy ocenie budżetu obronnego Chin na rok 1999 zarówno londyński International Institute for Strategic Studies, jak i CIA szacowały wydatki na 12,6 mld dolarów (co dałoby według CIA zaledwie 1,2 proc. PKB Chin).
Jane’s Defence Weekly i niezależne ośrodki akademickie sugerują jednak, że oficjalny budżet obejmuje jedynie płace personelu i koszty operacyjne. W rzeczywistości wydatki Chin na zbrojenia są dwu-, a nawet trzykrotnie wyższe od oficjalnych danych.
Po zakończeniu zimnej wojny zamiast dawnego imperium kontrolowanego przez Moskwę sąsiadami Chin stało się kilka słabych postsowieckich państw. Poza Rosją na kontynencie azjatyckim jedynie Indie stanowią teoretyczne zagrożenie dla Pekinu, i to tylko w zakresie broni nuklearnej. Chiny częściowo zneutralizowały ich siłę, poszukując zbliżenia z Pakistanem. Pierwszą fazą procesu budowania strefy wpływów w Azji jest zdominowanie Tajwanu i dlatego "zbuntowana prowincja" jest szczególnie ważna dla przyszłości stosunków chińsko-amerykańskich. W Tai-wan Relations Act Stany Zjednoczone udzieliły Tajwańczykom częściowych gwarancji bezpieczeństwa.

Chiński miecz
Redukcja chińskiego personelu wojskowego (z obecnego poziomu około 2,5 miliona osób) łączy się z podniesieniem poziomu wyposażenia i wyszkolenia sił zbrojnych. Chiny rozpoczynają właśnie zakupy broni na lata 2001-2005, a zmiany w ich strukturze sugerują, że chodzi o nową strategię poszerzenia strefy wpływów: do roku 2005 ma zostać rozbudowany (do około tysiąca pocisków) arsenał rakiet krótkiego zasięgu. Według Jane’s Defence Weekly, chińskie rakiety krótkiego zasięgu M-9 i M-11 są już wyposażone w systemy naprowadzania ze wspomaganiem satelitarnym. Amerykański Departament Obrony uważa, że Pekin chce zbudować arsenał skrzydlatych pocisków rakietowych.
Głównym dostawcą nowych systemów broni dla Chin jest dziś Rosja. W roku 2000 Chiny kupiły 48 rosyjskich samolotów Su-27 i podzespoły do montażu dodatkowych dwustu. Są także zaangażowane w prace nad rozwojem następnej generacji Su-30. Rosjanie sprzedali Chińczykom dwa niszczyciele klasy "Sowriemienny" i cztery łodzie podwodne klasy "Kilo". Na liście zakupów są również rakiety AA-11. Chiny kupią też prawdopodobnie rosyjskie rakiety średniego zasięgu AA-12. Zdaniem ośrodka badawczego RAND Corporation, Tajwan nie byłby się w stanie obronić bez dużych dostaw broni z USA, a zwłaszcza systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Ostatni amerykański kontrakt na sprzedaż broni dla Tajwanu (nie było w nim niszczycieli z systemem radarowym Aegis, o które Tajpej zabiegało) jest sygnałem, że Waszyngton ma powody, by uznać wzrost potencjału Chin w Cieśninie Tajwańskiej za destabilizujący. Coraz ostrzej staje też przed USA pytanie, do jakiego stopnia i w jakich warunkach siły amerykańskie włączyłyby się w konflikt z Chinami w wypadku bezpośredniego zagrożenia Tajwanu.

Jak długo przetrwa "komunizm komercyjny"?
Dla Stanów Zjednoczonych problem Chin wiąże się z przyszłością Rosji. W ostatniej dekadzie Moskwa i Pekin ustabilizowały swoje stosunki na tyle, że można mówić o rosyjsko-chińskim partnerstwie strategicznym, tworzonym w imię "wielobiegunowości" i zwalczania "hegemonii". To eufemizmy oznaczające usztywnianie polityki wobec USA. Zbliżenie między Moskwą i Pekinem przyspieszyła dodatkowo krytyka amerykańskiej decyzji budowy systemu antyrakietowego.
Prochińskie nastawienie Białego Domu pośrednio odzwierciedla koncepcję podstawowej roli rynku i rozwoju gospodarczego w przejściu od systemów autorytarnych do demokratycznych. Waszyngton traktował Chiny jako jeszcze jeden przykład tego, że gospodarka rynkowa może stopniowo ukształtować społeczeństwo obywatelskie i przekształcić polityczne instytucje od "komercyjnego komunizmu" do demokracji.
Był to racjonalny argument, biorąc pod uwagę kierunek transformacji systemowej wielu autorytarnych reżimów w Azji, takich jak Korea Południowa czy Tajwan. Nawet represje po demonstracjach na placu Tiananmen w 1989 r. nie doprowadziły do zasadniczych zmian w polityce amerykańskiej. Chiny są nadal traktowane przez Stany Zjednoczone (i pozostałe kraje rozwinięte) jako partner oferujący lukratywne kontrakty. Od roku 1989 do 2000 czterokrotnie zwiększyła się wartość chińskiego handlu zagranicznego (z 112 mld USD do 474 mld USD), a w latach 1996-1999 bezpośrednie inwestycje zagraniczne w Państwie Środka wyniosły 126 mld dolarów - sześć razy więcej niż w Japonii.
Politycy w Waszyngtonie coraz częściej zadają sobie jednak pytanie, czy koncepcję partnerskich stosunków z Pekinem można kontynuować. Kryzys związany ze zdarzeniem nad wyspą Hajnan zachwiał amerykańską polityką wobec Chin. Teraz trzeba się liczyć z tym, że w najbliższych latach wzrostowi chińskiego potencjału gospodarczego będzie towarzyszyć władza komunistów i tendencje nacjonalistyczne (w odróżnieniu na przykład od Korei Południowej). Najnowsza historia sugeruje, że chińska modernizacja ekonomiczna może jeszcze przez jakiś czas pozostawać bez wpływu na sferę polityczną. Jednocześnie rosnąć będzie aktywność Pekinu w regionie. A to znaczy, że Stany Zjednoczone musiałyby wypracować nową strategię bezpieczeństwa w Azji, opartą na taktyce równoważenia sił.

Okładka tygodnika WPROST: 31/2001
Więcej możesz przeczytać w 31/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0