Sukces, czyli fuks

Sukces, czyli fuks

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wyniki niektórych badań opinii publicznej wprawiają komentatorów w głęboką konfuzję. Na tyle głęboką, że wolą o nich nie mówić, milcząco zakładając jakiś błąd metodologiczny. W przeciwnym razie musieliby zwątpić w sens przemian, jakie dokonują się w Polsce od roku 1989" - pisze w arcyciekawym tekście "Demokracja ludowa" Rafał A. Ziemkiewicz. Czy w równie głęboką konfuzję wprawić może rezultat badań Pentora, wykonanych na zlecenie "Wprost", z których wynika, że aż 64 proc. respondentów wolałoby mieć w przyszłym parlamencie reprezentantów raczej ubogich niż śmierdzących groszem? Jeżeli tak, to skonfundowanych odsyłam do wydanego kilka lat temu "Słownika polszczyzny potocznej" J. Anusiewicza i J. Skawińskiego. Kapitał się "chapie, podłapuje, kosi" albo "dopada" - czytamy w tym przebogatym kompendium wiedzy na temat mentalności obywateli III RP. Synonimami sukcesu są zaś "fart" lub "fuks". Nie dziwota, że większość rodaków nie chce obdarzyć dietami poselskimi i senatorskimi "farciarzy" i "fuksiarzy" oraz takich, którzy się "nachapali" kapitału.
Nie dziwi też w tej sytuacji postawa znakomitej większości naszych polityków. Najchętniej paradowaliby oni przed kamerami w łapciach z łyka i kufajkach, deklarując, że oddaliby te łapcie i kufajki potrzebującym. Hipokryzja, obłuda? Z pewnością, ale też politycy zachowują się całkowicie racjonalnie. Przecież vox populi, vox Dei. Inna rzecz, że - jak zauważają autorzy artykułu "Ręce w kieszeniach" - "zamiast kreować kult przedsiębiorczości, kultywuje się przekonania rodem z PRL".
Aż łezka się kręci w oku na wspomnienie tamtych czasów. Nikt nie mógł się wówczas dostać do Sejmu przez przypadek! Tylu a tylu robotników, tyle a tyle kobiet, trochę inteligencji. I nie, żeby to była inteligencja zbijająca bąki - w ławach dla wybrańców ludu pracującego miast i wsi mogła zasiadać wyłącznie "inteligencja pracująca"! A "badylarza" czy "prywaciarza" to ze świeczką by szukać. Porządek był. "Formalnie rządziła wówczas koalicja wszystkich istniejących partii, czyli Front Jedności Narodu - przypomina cytowany na początku Ziemkiewicz. - Taka sytuacja dawała Polakom swoisty psychiczny komfort: niewolnik nie musi się przecież o nic troszczyć".
"Nie powinni zarządzać państwem ludzie, których jedynym doświadczeniem w kierowaniu czymkolwiek było zasiadanie za kierownicą malucha" - stwierdził w połowie minionej dekady Zbigniew Niemczycki, współwłaściciel Curtis International, otwierający wówczas listę 100 najbogatszych Polaków tygodnika "Wprost". Jedno proste przesłanie wynika z tej wypowiedzi: ubóstwo nie jest w warunkach wolnego rynku i demokracji cnotą, również w świecie polityki, a parlamentu nie należy mylić z klasztorem karmelitów bosych. Oczywiście, jak błyskotliwie ocenił w telewizji pewien działacz PSL, "najcenniejszym kapitałem polityka są kompetencje, kwalifikacje i doświadczenie". Tylko jak je zmierzyć? "Jeśli polityk doszedł do jakiegoś majątku, to znaczy, że był przedsiębiorczy, efektywny, zapobiegliwy. To dużo mówi o człowieku" - zauważa w tym numerze Andrzej Olechowski, właściwie udzielając odpowiedzi na powyższe pytanie.
Dając do zrozumienia, że pieniądze nie powinny przeszkadzać w uprawianiu polityki, a wręcz przeciwnie, nie sugeruję równocześnie - broń Boże - powrotu do epoki obowiązywania cenzusu majątkowego. Kilkadziesiąt lat temu brytyjska prasa natrząsała się z "nędzarza, który biega za kozami". Ten nędzarz nazywał się Gandhi. Nieco później pewien elektryk, którego stan posiadania określać mogło co najwyżej liczne potomstwo, zapoczątkował polityczne trzęsienie ziemi w naszej części kontynentu. Ten elektryk uchodzić dziś może za człowieka majętnego. Wszem i wobec da się to wyjaśnić następująco: najpierw miał "farta" i w odpowiednim czasie i miejscu przeskoczył odpowiedni płot, potem otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla, w końcu został prezydentem państwa. "Fuks"!
Więcej możesz przeczytać w 32/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0