Demonopolizacja, głupcze!

Demonopolizacja, głupcze!

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rozbicie AT&T wywołało eksplozję przedsiębiorczości na rynku usług telekomunikacyjnych w USA
Tadeusz Zachurski: Stany Zjednoczone pierwsze przeprowadziły dogłębną demonopolizację sektora telekomunikacyjnego. Jak to wpłynęło na życie Amerykanów i amerykańską gospodarkę?
John R. Meyer: Nastąpiło wyzwolenie niesłychanej pomysłowości w dostarczaniu na rynek nowych produktów, usług i telekomunikacyjnych technologii. Rozbicie przez Urząd Antymonopolowy w 1982 r. firmy American Telephone and Telegraph Company było jednym z najpoważniejszych przedsięwzięć antymonopolowych w Stanach Zjednoczonych. W rezultacie prawie dziesięcioletniego dochodzenia przeciw AT&T kompania musiała sprzedać konkurentom 22 regionalne firmy, z których powstało siedem niezależnych przedsiębiorstw telekomunikacyjnych (tzw. baby Bells) zapewniających połączenia lokalne. Przed podziałem AT&T była największym przedsiębiorstwem prywatnym na świecie, zatrudniającym ponad milion pracowników i dysponującym większym majątkiem niż General Motors, Exxon i Mobil Oil razem wzięte. W efekcie utrzymywania się jej monopolu sektor telekomunikacyjny nie oferował ani nowych technologii, ani usług. Po podziale i deregulacji nastąpiła wręcz eksplozja przedsiębiorczości w tym sektorze.
- Jak rozbicie AT&T wpłynęło na zawartość portfela przeciętnego Amerykanina?
- Spadły ceny usług i to niekiedy nawet o 30 proc. Obniżki były największe w ciągu ostatnich kilku lat w związku z uaktywnieniem się konkurencji i zwiększeniem podaży usług przez firmy zapewniające połączenia międzymiastowe za pośrednictwem Internetu.
- Czy ten sposób demonopolizacji sektora telekomunikacyjnego może być zastosowany w takich krajach jak Polska?
- Z pewnością nasze rozwiązania o wiele trudniej wprowadzić w krajach, których gospodarka jest znacznie słabsza. Nie znaczy to jednak, że jest to niemożliwe. Można nawet stwierdzić, że aby wzmocnić te gospodarki, należy właśnie z determinacją stosować radykalne rozwiązania amerykańskie. Przecież w każdym państwie władze mogą zapobiec sytuacji, w której jedno przedsiębiorstwo telefoniczne kontroluje wszystkie usługi. Przeprowadzenie demonopolizacji i prywatyzacji jest raczej kwestią woli politycznej. Istnieją przecież niepodważalne argumenty na rzecz tezy, że różne usługi i technologie - połączenia lokalne i międzymiastowe, dysponowanie całymi pasmami w radiofonii, telefonii bezprzewodowej i komórkowej - powinny być kontrolowane przez konkurujące z sobą przedsiębiorstwa. Najważniejsze, aby ustrzec się błędów. Należą do nich choćby prywatyzowanie firmy, która jest monopolistą, bez przeprowadzenia jej podziału czy też podział firmy z zachowaniem jej państwowego czy quasi-państwowego charakteru.
- Co powinno nastąpić w pierwszej kolejności: prywatyzacja czy podział?
- Rzecz jasna, najlepiej równocześnie prywatyzować i dzielić. Jeśli bowiem prywatyzuje się monopolistyczne przedsiębiorstwo bez jego podziału albo też dzieli się je bez prywatyzacji, pojawiają się kłopoty wymagające interwencji administracji państwowej. Za te kłopoty płacą zwykle podatnicy. Jedno jest pewne: tylko konsekwentna prywatyzacja i demonopolizacja prowadzą do pojawienia się doskonalszych technologii. Zwiększa się też presja dotycząca obniżki cen. To z kolei - na zasadzie naczyń połączonych - przyczynia się do zmniejszenia kosztów utrzymania i produkcji. W ten sposób cała gospodarka otrzymuje silny impuls do szybszego rozwoju.
- Brak konsekwentnej demonopolizacji rynku najbardziej chyba w USA odczuli Kalifornijczycy...
- Jest to znakomity przykład problemów związanych z brakiem konsekwencji w urynkowieniu sektora usług energetycznych. W Kalifornii zliberalizowano handel hurtowy energią, ale nie handel detaliczny. Firmy, które kupowały energię od elektrowni i sprzedawały ją detalicznym odbiorcom, znalazły się w potrzasku. Wzrosły ceny hurtowe, ale zamrożone zostały regulowane przez władze stanowe ceny w sprzedaży detalicznej. To musiało wywołać ogromne perturbacje, z ograniczeniem dostaw prądu do gospodarstw domowych włącznie.
- W Polsce kolejne ekipy rządzące tłumaczyły zwłokę w prywatyzacji telekomunikacji czy rynku ubezpieczeń złą koniunkturą na rynku. Kiedy jest najlepszy czas na sprzedaż i podział państwowego monopolisty?
- Przede wszystkim oczekiwanie na pojawienie się niezwykle korzystnej koniunktury jest marnotrawieniem czasu. Powinno zwyciężyć inne myślenie - to prywatyzacja i demonopolizacja sprzyjają nakręcaniu koniunktury. W państwach, które dopiero budują gospodarkę wolnorynkową, nieumiejętność szybkiej demonopolizacji i prywatyzacji odbija się szczególnie źle na ich kondycji ekonomicznej, a tym samym na zasobności społeczeństwa. Co gorsza, w takich krajach często żywe są nastroje klientelizmu - obywatele uważają, że państwowa, najlepiej duża firma gwarantuje utrzymanie miejsc pracy. Tymczasem z reguły po prywatyzacji zwiększa się efektywność przedsiębiorstwa, poprawia się jakość produktów i usług przez nie świadczonych. Firmy stają się bardziej dochodowe, ponieważ pracują dla siebie, zaczynają wdrażać nowe technologie, oszczędzają. A to na dłuższą metę opłaca się wszystkim.
Więcej możesz przeczytać w 32/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0